Ona w kółko gadała o świętach! Jak jakiś Grinch!

-Łucja o swojej współlokatorce

Panna odebrana! Pierwsze co powiedziała, gdy mnie zobaczyła było pytanie: CO zrobiłam z włosami??? Odpowiedziałam, że nic. Czapka, zagubiona szczotka, zimowy przychlast. A potem były już historie z sanatorium! Wizyta kolejna w kwietniu, ale musimy coś po drodze wymyślić z ćwiczeniami dla niej.

<>

Pojechałyśmy razem do punktu gdzie wymienili mi baterię w laptopie (hip-hip-hura!), zajrzałyśmy na szybką indyjską szamę, którą zjadłyśmy potem, jak to w czasach pandemii, w AUCIE i kupiłyśmy zimowe buty dla Mieszka! A później, kiedy cała ekipa siadła do wspólnej integracji zaszyłam się na strychu z pakowaniem prezentów! Dokumentalnie odnotuję, że KOŃCZĄ mi się papiery (wow, nareszcie mogę znów uzupełniać zapasy!).

Mam historię dla Was. Otóż Lila ma koleżankę, której rodzice dali prezent przed Mikołajkami. Wieczorem piątego grudnia. Wiedziała co ma być, więc dostała wcześniej. I wiem, że wiele osób tak robi. Na święta coś kupuje innym i im daje. Tak przy okazji, dzień wcześniej, albo wchodząc na Wigilię, po prostu szybciej wręcza. Nie zapakowany, jawny prezent. Nie róbcie tak! To jest po prostu fajniej dać komuś coś w kolorowym świątecznym papierze. Z zawieszką z bombki i karteczką z imieniem. I tam NIE musi być COŚ niezwykłego. U mnie każdy dostanie po książce. Dziadki dostaną też kalendarze i świąteczne swetry. Pies dostanie gnatka, a koty snaczki i ekskluzywne saszetki. Lila z Mieszkiem wspólne klocki, a Łucja bluzę. Naprawdę nic, ale jak zapakowałam to nie mogę się napatrzeć, jak to będzie pięknie rozpakowywać! 🙂