Nie ma szans, żebym ogarnęła wszytko do świąt… Gdyby jeszcze nie było lock-downu chwilę później, to bym TO rozładowała, ale lista rzeczy z którymi muszę zdążyć NIE maleje. Lilka rozwaliła suwak w zimowej kurtce i to musimy załatwić do świąt, bo usługi potem zamykają (może nawet na miesiąc?). Mieszko nie ma butów zimowych, bo w tych co miał uszkodził podeszwę (market sportowy, gdzie kupujemy również będzie zamknięty). Poniedziałek i wtorek mam jeszcze lekcje i wtedy też JADĘ po ryby. A Łucja wychodzi w środę… Ponieważ dzieci są w domu NIE wiem w którym momencie rozłożyć się z pakowaniem prezentów?…. Za to z plusów, mamy już pięknie ubraną choinkę i postanowiliśmy, ze OD TEGO roku każda kolejna ma być KRZYWA. Jako takie wsparcie dla brzydkich i nienormatywnych choinek, których nikt nie zechce 🙂 A porządki zrobię PO świętach. Będą porządkami PRZED Nowym Rokiem!
Dziś wprosiliśmy się na tradycyjny niedzielny obiad do dziadków, którzy też są już w trybie świątecznym. Stawiałam z tatą choinkę, a potem z gorącym słoikiem rosołu pojechałam do Łucji. Panna akurat wychodziła ze stołówki i ją ZOBACZYŁAM (bo w tym sanatorium, gdy ją oddałam te trzy tygodnie temu to jej nie oglądałam). Machnęłam jej tylko ręką (oni przechodzili w bezpiecznej – sterylnej strefie) i wysłałam esemesa, czy na kogoś MAM zwrócić uwagę. No i miałam… Najnowszy crush jest wielkim blondynem i powiedział MI DZIEŃ DOBRY. W sensie wykrzyczał z daleka. Taki grzeczny! Chyba dba o względy teściowej?
I zrobiłam sobie ozdobę samochodową! Mikołajka miał Mieszko w woreczkach adwentowych, a w tle, za nim jest jeszcze gałązka jemioły!

