Śnieg był i stopniał

Przyszło mi wczoraj do głowy, że zanim zaczęły się zdalne, to codziennie przed snem czytałam. A teraz nic. Nawet strony dziennie… Gna ten grudzień jak szalony i cieszę się, że Łucja w tym sanatorium, bo chociaż doszły mi atrakcje z jeżdżeniem do niej raz na jakiś czas, to w sumie ONA ma tam ciekawie. Przynajmniej ona! Już jest zakochana, chociaż przedostatni crush zrobił „glow up” na insta i wygląda na szałowo (też nie wiedziałam co tzn. to „glow up” zanim nie zobaczyłam zdjęcia). Jedna lekarka pytała się ją gdzie robi brwi i wierzyć nie chciała, że ma takie naturalne. To btw. jest bardzo niesprawiedliwe, że my z Lilką takich NIE mamy.

Raz po raz wpada jakaś emocja, typu, że Bibs potrąciło auto (nic jej nie jest) i wszystko skacze. Takich emocji nie lubimy. Było ślisko, auto na szczęście jechało wolno i ona nawet jak wystrzeliła gnając za białym puchatym pieskiem to chociaż łupnęło, to łagodnie. Gość (młody Gruzin) wyskoczył z tego czarnego bmw przerażony, ale go uspokoiłam, że dobrze. Że nic jej nie jest. Za to dziewczynka, która szła z rodzicami, z tym białym pieskiem, wpadła w histerię. Ale żeby ta zupełnie nie narzekać, to dostałam dziś propozycję pracy. W innej szkole, od września i może czemu nie? Dobrze mi jest mojej, ale miło taką ofertę otrzymać 😀

Fotka jeszcze zrobiona w domu!