Mówili, że w tym roku MOŻNA się wymigać… Że niby Mikołaj na kwarantannie i prezentów nie ma. Ale przecież my (rodzice) TEŻ lubimy dawać! Btw. mam jedną znajomą dziecięcą psycholog i ona powiedziała, że nie można straszyć że Mikołaj NIE da prezentu, bo nie można zabrać coś, czego się nie ma!
Maluchy dostały COŚ w domu, potem kolejne COŚ na obiedzie u dziadków, a potem z takim gorącym termosem rosołu OD BABCI pojechaliśmy do Łucji! Odwiedzin nie ma i system jest taki, że ja wstawiam przesyłkę dla niej do WINDY i ona na drugim piętrze ją odbiera. I pewnie byśmy jej NIE zobaczyli, gdybym nie włożyła do jej bagażu kluczyków do auta (NIE było to zamierzone i ona zbiegła po schodach, żeby mi je oddać (przekazała nam je pani portierka 😉 Prezenty się podobały, myślałam, że odda mi je przy kolejnym przekazaniu rzeczy WINDĄ, ale okazuje się, że i szalik i rękawiczki, które w tym roku dostali wszyscy, jej się przydadzą, bo chodzą na spacery!
U dziadków zrobiliśmy TESTY makowców i cichaczem podwiesiliśmy im nowy ZIMOWY wianek. Wianki wczoraj robiła Lilka (zawsze robimy DWA, bo jeden dla nas, jeden dla nich) i mini bombki zawsze wyglądają świetnie!


