Uff, no to piątek. Mission completed, Łucja w sanatorium, ja odbębniłam zebrania z rodzicami i przez dwa prowadziłam nadprogramowe zajęcia (za nieobecną babeczkę). Zamówiłam kalendarze, rozwiesiłam kalendarz adwentowy i siadła mi bateria w laptopie. Buuu… Pół czwartku rozkminiałam co tu dalej i w końcu jedzie do mnie NOWA.
Łucja ma się dobrze, choć DZIŚ postawili jej koło drzwi choinkę i jest drama, bo zabrali jej KONTAKT i przedłużacz 🙂 A przed nami weekend! Jutro muszę popakować prezenty dla dzieci, ale najpierw się przebiegnę! Gdy pannę przyjmowali zrobili jej całą masę różnych dziwnych testów. Sprawdzili np. saturację płuc i okazało się, że panna ma 100%. Tak sobie myślę, że to zasługa tego ich wietrzenia i wy-spacerowywania raz po raz!

