-Łucja rozmawiająca przez telefon z koleżanką (w sensie CO można ze sobą zrobić, zanim otworzą szkoły).
Jestem przerażona tym co nadchodzi. Od jutra całą trójkę mam w domu na zdalnym. Klasy trzecie szkoła wysłała do domów do 30-go, bo większość uczniów jest objęta kwarantanną i w szkole zostały wyłącznie zerówki. Ja – rano, o 7:45 mam pierwszą lekcję on-line z moimi uczniami. O 9-tej mam półtora godzinne okienko i wtedy pakuję się i jadę do szkoły, gdzie mam kolejną lekcję online (wezmę więc mojego lapa) i zaraz po niej zaczynam bloczek zajęć z maluchami. Na koniec mam lekcję online kolejną i potem (Z LAPTOPEM) wracam do domu. Mają przechlapane te współczesne dzieci. Przez pół roku były zamknięte i odizolowane, potem poszły do szkoły na 6 tygodni (dodajmy, że to nie było CIĄGIEM, bo byle smark i gorsze samopoczucie i zostawały w domu) i teraz znowu je uziemnili. Bez spacerów i z najgorszą częścią szkoły (nauką, a nie życiem towarzyskim). Wczoraj jak wróciłam, było już ciemno i poleciałam z Bibs na spacer, bo psa była cały dzień SAMA. I szłam w nocy i na placu zabaw i na polach w tzw. bazach było GŁOŚNO. Zgasły światła i młodzież wyrwała się na spotkania. Krzyki, chichoty i nie za głośna muzyka. Po ciemku, tak żeby nikt nie przyłapał, że oni chcą się bawić.
Na zebraniu które mieliśmy w piątek (na zoomie) szefowa powiedziała coś bardzo ważnego. Że lekcje nie muszą być 40 minutowe, bo dzieci I TAK siedzą przy kompach przez wiele godzin i są tym zmęczone. Mają być esencjonalne i sprawić by one o TEJ treści myślały (ta kobieta jest niesamowita!). Szkoła zdobyła na wiosnę jakieś wyróżnienie za wysoki poziom zajęć zdalnych, więc oczekiwania są spore (i presją, którą czuję JA, też).

Poranny spacer z Bibs. Bardzo ładujący akumulatory. Mgła, cisza i pustka. Wspaniale! Btw. chwilę gadałam z sąsiadem. Zwyczajna gadka o fotowoltaice. I zeszło na strajki kobiet. Ja rzeczywiście wracając wczoraj WIDZIAŁAM co się dzieje. W życiu nie widziałam tylu wozów policyjnych na raz. Cały plac zastawiony autami jak wojsko na zbiórce. W rzędach i szeregach jedna furgonetka za drugą i to NIE tylko w jednym miejscu. A sąsiad jest mundurowy i się go zapytałam, czy już TAM był. I powiedział, że tak. W piątek. Ja się przyznałam, że czasem jestem i to jestem z TEJ drugiej strony, ale na manifie rok temu dotarło do mnie, jak łatwo zapalny jest taki tłum. Jak bardzo słuszne by nie były racje, to jest potężna siła. On też tak to czuje. Że wyłamanie linii to jest równia pochyła. Mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym tygodniu wyrwać na protesty, ale pamiętajmy, że nie wszyscy są naszymi wrogami. Czasem każdy musi zrobić to czego wymaga jego zawód. Stanąć i wytrwać.
