
Zastanawiałam kiedy będzie nasz przypadek zero. KIEDY ktoś spośród osób, które realnie znam, zachoruje. I od wczoraj jest już taka osoba. To kobieta, młodsza ode mnie o ponad 10 lat. Miała objawy grypy, które normalnie zwalczyła by gripexem, ale tym razem poszła do lekarza. I pozytywnie. Przechodzi bezobjawowo, 10 dni kwarantanny w domu. Kontaktu nie miałyśmy, a o wszystkim dowiedziałam się przypadkiem, bo taką informację ludzie okazuje się ukrywają. Ja zresztą, JEŚLI mi się przydarzy i będę mogła funkcjonować, też chyba tak zrobię. Pewnie to bezmyślne i samolubne, no ale kto wyjdzie z psem? Kto zrobi zakupy? Komu przekażę dzieci? Gadałam z jednym gościem na spacerze z Bibs i on też tak przyznał. Ten zryw robienia zakupów sąsiadom był na wiosnę, teraz każdy chce szybko wrócić do pracy i ogarniania życia. Cóż, jest to dla nas SAMYCH informacja, że zarażeni się przemieszczają, a liczba chorych jest dużo większa niż podają. Do statystyk trafiają tylko dane cząstkowe.
Wracając z biegania zajrzałam do piekarni. Powiem Wam, że jesteśmy już tak wytresowani, że ludzie wszyscy w maseczkach i odstępy w kolejkach dwumetrowe jak w kwietniu. Kupiłam DWA placki i wróciłam do domu. Weszłam, jeden zniknął zanim zdążyłam się przebrać, tym niemniej jednak zanim zniknął drugi, zapytałam, czy chcą budyń. I chcieli! Co prawda zamówienie miałam na czekoladowy, a miałam tylko śmietankowe, ale dosypałam kakao i było ok. Pomagała mi Lilka
- Lilciu, mieszaj, ja podwinę rękawki, bo zaraz będę mieć w tej czekoladzie… Robić do tego bitą śmietanę?
- Tak. I ja jeszcze utrę czekoladę, żeby posypać.
🙂 Także gromadzimy energię i kalorie!
