-„Kasztanowy Ludzik”
Dzisiejszy dzień ZJADŁO nam pasowanie na ucznia w mojej szkole… Starszaki wymyśliły formułę: grę terenową i MOJA baza była przy byłej placówce wodolecznictwa, gdzie sto lat temu leczono nadwagę i nerwicę 🙂 Mnożyły się wtedy jak grzyby po deszczu quazi-sanatoria dla miejskich kuracjuszy. Chyba były całkiem dochodowe, lecz po wojnie przerabiano je na urzędy i szkoły. Musiałam więc mieć wygłosić krótkie wprowadzanie o historii tego miejsca oraz przeprowadzić zadania, w czym pomagały mi starsze klasy. I chwilę to ZAJĘŁO!
Za to TERAZ polegujemy w domu, kupiłam nam po drodze jesienne truskawki i tkwimy unieruchomieni w październikowym lenistwie. A Lilka na sushi?? WCZORAJ?? Dobrze! Dziewczyny zamówiły sobie po zestawie, zieloną herbatę w dzbanku i dały pani kelnerce 4 złote napiwku, bo jak to Lilka powiedziała: trochę marudziły oraz źle rozerwały pałeczki i poprosiły o nowe 🙂

Podjechałam na stację benzynową. Zalałam i podeszłam do kasy. A tam babeczka mnie pyta:
- Czy chce Pani zapłacić punktami?
- O TAK! Bardzo! Naprawdę! Mogę?
- Tak.
Tak mi się miło poranek rozpoczął 😉
