Prawie zleciał wrzesień!

Jechałam wczoraj rano i w jednej z mijanych stajni koń się przewrócił i zaczął się tarzać. Nie wiem co to oznacza, ale było tak radosne i ekspresyjne, że nie można było od niego oderwać oczu! Kierowcy zwalniają przy tirówkach, ale przy tym koniu to wszyscy się niemalże zatrzymywali!

Nowy tydzień! W planach trochę spokojniejszy i nawet odpuściłam jedno wydarzenie, które będzie w środę, a o którym mi zaświtało, że A MOŻE BY TAK??? Wczoraj był Dzień Jabłka i chociaż nie planowałam dziś jechać na rynek, to tak się rozpędziliśmy z pieczeniem, że zostało nam sześć, więc chyba… pojadę… Chcę również zaszpachlować dziury w ścianie po przewieszeniu grzejnika i myślę, że to dobry plan na dziś!

Książkownia -> Musiałam zamówić lekturę dla Łucji… Dla Mieszka NIE kupuję, on pożycza z biblioteki, ale w przypadku Łucji, gdzie w perspektywie są aż TRZY osoby, które to przeczytają, zanim przekażę komuś innemu, zamawiam. Po prostu biblioteki mają limit czasowy w przypadku lektur, a podczas omawiania książkę trzeba mieć przy sobie. I nigdy omawianie nie zaczyna się w terminie, bo przesuwa się to, by CAŁA klasa przeczytała. No i ten miesiąc to zawsze za krótko. CZYLI zamawiałam lekturę dla Łucji, wzięłam też jej książkę, która nie wiem czy jej się spodoba, ale bardzo MI się od dawna podobała. Może spodoba się kiedyś Mieszkowi, bo bohaterem w końcu jest chłopiec? Chciałabym też wrzucić dzieciom do kanonu domowych czytadeł książki o niewolnictwie i Washington Black dobry wstęp do tematu. Anioł Życia to historia o położnej – oczywiście dla mnie (chcę ten temat chwilę w głowie poprzerabiać), a dwie pozostałe to thrillery, które jakoś jesienią mi dobrze schodzą (Pod kluczem i Dziennik z Bunkra).