- Sobota się komplikuje, bo zadzwoniła Luśka, że chce się spotkać. A my tak dawno się nie widziałyśmy! – zakomunikowała wczoraj telefonicznie babcia…
- Dobrze, to pomyślimy tę sobotę inaczej. W piątek coś ustalimy… U nas WŁAŚNIE wieczorne urwanie głowy…
- Co się dzieje? Chyba NIE lekcje o tej porze?
- Niestety tak… Liliana musi napisać o odwadze odwołując się do „W Pustyni i w puszczy”, a tę książkę u nas w domu tylko Łucja czytała.
- Ale Lila mniej więcej wie o czym to było?
- Tak. Tylko, że chciałam jej podyktować i wrzeszczy, że to co ja mówię, jest tezą a nie argumentem i muszę inaczej to nazwać. A gdy chciałam, żeby SAMA napisała, to patrzy się w długopis.
- To nie przeszkadzam 🙂
Czwartek. Dziś rano dziewczyny TEŻ miały bolące gardła… Grrrr… I młody ZNOWU jest byle jaki. Ale szkoda mi, żeby NIE chodzili na zajęcia, bo boję się, że zamkną te szkoły i znowu będą odcięci od całego świata… Panny więc wysłałam (Lilkę może zwolnię JUTRO), a Mieszko idzie za chwilę. Ochłodziło się, do mnie też rano zadzwoniła znajoma, że ma chandrę i czy możemy się spotkać, więc już na szybkości podskoczyłyśmy na zakupy spożywcze 🙂 Poczytałam o Rumunii (oj, bardzo chętnie bym pojechała!) i biorę za jakąś robotę. A może by z tej pigwy co to mi tak obrodziła w tym roku zrobić dżem? Taki rumuński specjał: z pigwy i śliwek??

