Gdy byłam na ognisku rozmawialiśmy o TYM okresie zamknięcia, nowej szkolnej formule i pracy zdalnej. ON (po 40-stce, w związku, bez dzieci) powiedział: Praca zdalna jest super. Wstaję o szóstej, idę na spacer z psem, potem wracam, jem śniadania i kładę się spać. Śpię do 9-tej. Pracuję od 17-stej do północy. Nigdy nie miałem lepiej!. Na to odezwała się ONA (też po 40-sce, w związku, z jednym synem): U nas zrobili tak, że my chodzimy do pracy co trzeci tydzień. A tak to pracujemy w domu, czyli od 9-tej do 17-stej muszę być pod meilem i telefonem. Jeśli młody jest w szkole to jeszcze można coś zrobić, ale gdy jest w domu NIE da się pracować. Chciałabym wrócić do biura. Strasznie mi się te dwie historie spodobały i opowiadałam je Lutce, która spuentowało to mówiąc: Bo w domu kobiety robią najwięcej. I chętnie wychodzą, żeby się od tego oderwać.
Środy mam maksymalne, ale na razie wszystko mi się podoba. Baaa, może w przyszłym tygodniu pójdziemy do kina! Bonusy z bycia nauczycielem 😉 Dzieci tymczasem zjadły słonecznik. MIAŁY położony na stole, a gdy wróciłam to ZNIKŁ!!! A był SPORY!!!

Btw. Łucja dziś odebrała kolejny gorset. Umówiłam się z nią, że kolejny wybierze w meksykańskie wzory, to będę miała na Halloween za rok 😉 Panna tak szybko rośnie, że kolejny POWINIEN już być w moim rozmiarze! To chyba od tych nasionek?? Ach, miały też pół kilo świeżych orzechów laskowych i też zniknęły…
