zawody??

To co jest nie- halo we wrześniu, to TO, że wszystko MUSI się dopiero ułożyć. Niczym w Nowym Roku. Tyle, że o ile, środa to mały piątek, to wrzesień to DUŻY styczeń. Pokłady energetyczne, jakie człowiek wkłada, że całość się JUŻ kręciła, są naprawdę spore. W tym roku doszedł jeszcze Puzzel związany z mną, którym jestem absolutnie zachwycona. Chyba cały świat mojej rodziny i znajomych WIE, że ja pracuję w szkole i czuję się WAŻNA 🙂 A DZIŚ, wracając zajrzałam sobie na kawę!

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze nie miałam dzieci, wracając z pracy, czasem wpadałam sobie do kina. Tym razem to raczej nie przejdzie (bo pies?), ale pauzy z kawą są bardzo miłe. NIE mam ekspresu. Nigdy nie miałam i NIE chcę mieć. Ja rozumiem, tę kawkę w domu i tę wygodę, że jest, i że można rano, ale POZA domem nie jest źle. W sumie, w takim wariancie kawa staje się rytuałem i nagrodą.

Po tych emocjach dni pięciu nadchodzący weekend będzie… OGRÓDKOWY! Miałam mieć bieg, lecz mi go odwołali (jakieś nowe przepisy o zgromadzeniach?). Opłata startowa jest z powrotem na moim koncie, lecz co mi po niej, skoro chciałam się przebiec??? Sąsiad namówił mnie za to na zawody kajakarskie! Wracałam wczoraj z wywiadówki (dziś ostatnia- z Łucją) i on do mnie z daleka woła!:

  • Pływasz na kajaku?
  • Czasem tak. A dlaczego pytasz?
  • Bo są zawody i moja żona nie ma pary do żeńskiej dwójki!
  • No nie wiem… Dam znać. Jutro się odezwę…

Ale pomyślałam i doszłam do wniosku, czemu nie? A jak już nas, DZIŚ, wszystkich zgłosił to okazało się, że JEŻELI wygramy to dostaniemy naprawdę duuuży bon do sklepu sportowego, czyli walka będzie ostra 🙂

<><>

Moja donica. Ona w tym roku jest w wersji nie-monolitycznej. Dosadzam tam gdzie coś przekwitnie. Tym razem dosadziłam dwie mini-chryzantemy!