Doroczny czas ogarniania

Dzieci są na wyjeździe z dziadkami, więc wygląda na to, że zaczynam doroczny wakacyjny okres bez dzieci! Mało tego czasu… Tym razem labę mam tylko do czwartku, ale tak naprawdę większość domowych spraw jest zrobiona! Ściany podmalowałam, a biurek za bardzo oczyścić NIE mogę. Wczoraj zwinęłam dywan w pokoju dziewczyny i od dziś JUŻ jest w pralni (będzie dopiero na wrzesień). Dywanu Mieszka NIE czyszczę, bo on jakiś niedoczyszczalny, a jak trochę jeszcze poleży, to po prostu dostanie NOWY. Zmieniam i wietrzę pościel, a wieczorem odkurzałam ZA łóżkami. Wyhodowali tam sobie konkretne stada kotów… Gdy trochę się ochłodzi, zajmę się uszczelnianiem poddasza, ale nie mogę tego zrobić przy tych temperaturach, które są TERAZ. Natomiast to co mogę i powinnam to przycięcie ogródka sąsiadów. Jedni się wyprowadzili, drudzy wprowadzają się za dwa tygodnie, a od poniedziałku ma wjechać ekipa remontowa. Nowi lokatorzy się śpieszą, bo lada moment rodzi im się dziecko i chcą zdążyć. Planują więc tylko przemalowanie ścian. Poprzedni właściciele mieli taki meksykański dom: czerwone i żółte ściany, ciężkie ciemne, kolonialne drzwi i trochę antyków, a nowi użytkownicy chcą wszystko białe. Mają takie prawo, więc niech sobie tak robią! Info dla mnie jest takie, że przez chwilę, ten ich segment to taka ziemia niczyja i JA dyskretnie przytnę ich ogródek. Ich róże, iglaki, winogrona, są od strony, z której wpada do mnie słońce. I ono nie wpada, bo jest za gęsto. Wytnę więc to co wyrosło ponad płot i będę mieć jaśniej. Potrzebna mi będzie większa drabina, ale przywiozę ją sobie od dziadków, gdy pojadę w odwiedziny do kota Kropeczka.

Co jeszcze?? Kultura odpada. Denerwują mnie te ograniczenia i maseczki, zresztą świadomy obywatel unika teraz wszystkiego… Chciałam iść do kina na Tenet-a, ale wchodzi dopiero w przyszłym tygodniu, czyli za późno. Dziś zaczyna się Jarmark Jagielloński w Lublinie i chociaż pająk w bramie wygląda cudownie, to tym roku wystawcy są wyłącznie z Polski, a zresztą z psem i tak NIE pojadę. W przyszłym tygodniu muszę dwa razy podskoczyć do szkoły, za to jutro rano pojadę sobie na parkruna. Na inne treningi za gorąco, ale może do sklepu zamiast autem będę śmigać rowerem?

<><>

U góry macie fotki, które ze swoich telefonów przysłały mi maluchy, a niżej rozmowę z Łucją… No drama, bo tam nie ma fajnych chłopaków! 😀

metoda samouczenia

Dziwny jest ten Montessori. Wiele rzeczy jest genialnych i skutecznych. Nauka pisania, bez mozolnego robienia ślimaczków i przepisywania całych stron. Nauczyciel ma prawo nie wiedzieć, uczniom się nie podpowiada (mają znaleźć sami rozwiązanie) i w żaden sposób nie podgania (równanie mogą robić cały dzień). Można pokazać jak coś wykonać… Albo matematyka. To, że 1-szo klasiści robią działania na dużych (4 cyfrowych liczbach) to jest niesamowite. Przekładają na drewnianych tabliczkach kulki i mówią ile to jest 323×682. Lub 2380:12. Wszystko to robią przenosząc powoli drewniane elementy, co przy okazji ćwiczy chwyt pęsetkowy. Podejrzewam, że nie ma w tej technice dzieci takich jak Lilka, które w wieku lat 12-stu cały czas trzymają długopis pięścią. Btw. panna potrafi normalnie, lecz gdy się odwrócisz przechodzi do tego co lubi… No i puzzle do geografii, które są mistrzowskie i chyba nawet takie NAM kupię…

Założycielka (Marta Montessori) wpadła na pomysł takiego nauczania w klinice psychiatrycznej i metodę początkowo przeznaczono dla dzieci w wieku lat trzy do sześciu. Szło dobrze, dlatego rozbudowano to o szkoły. Pomieszczenia są odchudzone z przedmiotów i zupełnie nie technologiczne. Niskie symetryczne regały, na których stoją (nie obok siebie – po 3 na półce) logiczne pomoce. Dzieci nie są rozproszone i zajęcia odbywają się w ciszy. Przypomina mi to co kiedyś Wam pisałam o Internecie. Gdy się pojawił, wszyscy mieliśmy startową onet lub interię i zanim dotarłeś do poczty, nie mówiąc o informacji po którą wszedłeś, wiedziałeś już jaki dekolt miała J.Lo. na Oscarach, kto z kim jest w ciąży i gdzie są najpiękniejsze plaże, których jeszcze nie znasz. Teraz na powitanie mamy wyszukiwarkę, lub pustą stronę.

Ale nie wiem, czy chciałabym żeby moje dzieci chodziły do takiego przedszkola. Widzę tą czystość przekazu i łatwość stymulowania. Tam nie ma zabawek z reklam i poklejonych obrazkami ścian. To rzeczywiście może być edukacja przeszłości? Tylko, że te powyklejane liśćmi okna (Pani Jesień), potem gwiazdki i bałwany oraz te obrazki, które tak naprawdę robią panie, a nie dzieci, są KOCHANE i urocze. Rozmawiałam o tym z Lutką, że rodzona matka NIGDY Ci tak okien nie ozdobi (chociażby dlatego, że niedawno myła 🙂 Gdy jedziesz autem i mijasz takie miejsce, to wiesz, że tam jest przedszkole. U nas było trochę na odwrót: w domu dzieci miały zabawki stymulujące (fakt, nie drewniane, bo tony plastikowych klocków) i w przedszkolu miały kontakt z tymi prawdziwymi zabawkami jak wózki dla lalek i plastikowi strażacy. Albo piórniki w tym systemie Montessori… Dzieci ich nie mają, bo za każdym razem gdy chcą coś zrobić, biorą specjalną kuwetę i wybierają z półki w pomocami TYLKO te, które będą im potrzebne. W ten sposób nie ma konfliktów, pożyczania i rywalizacji o najpiękniejsze flamastry. Ładne, ale przecież szkoła ma uczyć radzenia sobie w konfliktach, nie? I nie ma podręczników oraz kart pracy. Jak to?

Jakby by nie było wygląda na to, że od pierwszego września i ja w tym będę. Szkolenie kończy mi się w tym tygodniu (jednak), ale ta druga część BĘDZIE. Choć nie wiadomo kiedy. Może będą to wrześniowe weekendy? Placówka, która mnie CHCE, mieści się w trzech budynkach (szkoła, przedszkole i jeszcze jedna szkoła) i ja pewnie będę w obu szkołach. Tak, wiem, że jeszcze nic nie wiem. Ta jedna, w której będę na 100% ma w okolicy parking wyłącznie płatny, ale kawałek dalej, tuż pod więzieniem 😉 wyczaiłam bezpłatne miejscówki. Znalazłam też kebaba i dwie cukiernie. Luz. Dzieci do szkoły chodzą w mundurkach, a kadra jest bardzo fajna. Zupełnie nie wiem jak to wyjdzie w trakcie, więc cd refleksji z pewnością nastąpi!

Tylko jedno w głowie mam

Łucja miała dziś mieć wizytę u ortopedy. Przełożoną przez pandemię z kwietnia. W czerwcu miała iść do sanatorium, ale termin wizyty przesunięto na koniec sierpnia (a razem z nim wszystko)… Jechać miała z babcią, lecz wczoraj zadzwonili ze szpitala, że za muszą rozrzedzić liczbę osób i przesuwają pannę na drugiego września. No i dramat jest straszliwy, bo przecież drugi września to najważniejszy dzień w roku! Usadzanie się w ławkach, zaklepywanie miejscówek na przerwach, itd… Nie zmieniamy jednak tego, bo jeszcze kolejny termin to koniec października, a panna MUSI być już znowu na liście do terapii!

<><>

Wyprowadzili mi się sąsiedzi. To ważne, bo często się w życiu przeprowadzałam i nigdy nie było tak, że ścianę w ścianę żyłam z kimś 17 lat. To byli dobrzy sąsiedzi. On był taki wielki, przystojny i w domu potrafił zrobić wszystko, ona była długowłosa, niewysoka i z włoskim temperamentem (btw. to on ogarniał dom i dzieci, a ona zarabiała). W zimie stali wieczorami koło swojego garażu. Ona w klapkach i futrze, on w crocsach i krótkim rękawku. Palili papierosy i gadali. Mafioso i Donatella Versace 😉 Gdy zaczynali się kłócić (ale tam nie wydarzyło się nigdy NIC złego) wrzeszczeli na siebie oboje. Zamykali okna, ale i tak było słychać. A raz, tak go zirytowała, że pięścią zrobił dziurę w ścianie. Byli barwni i niekłopotliwi. Mam już zaproszenie na parapetówę do nowego domu, gdzie ich córa będzie miała większy pokój, a syn profesjonalną pracownię informatyczną. On jest nerdem komputerowym i patrząc na jego nastoletnie sukcesy myślę, że powinnam zdecydowanie lepiej wyposażyć sprzętowo Mieszka.

<><>

Weszłam dziś do kebabowni, bo umierałam z głodu 🙂 I przede mną był gość, który na kostce miał Sponge Boba… Straszne. Ja rozumiem, że można nie mieć pomysłu na tautuaż, ale Gąbkę?? Really?? 😀

Zielnej

My tu gadu gadu, a w sobotę było jedno z piękniejszych kościelnych świąt. Wstyd się przyznać, ale kojarzę je dopiero od jakichś pięciu lat… Wtedy mignął mi gość, który zbierał zdjęcia bukietów, jakie robią kobiety 15 sierpnia, do swojej doktoranckiej pracy. Nie mam pojęcia, czy obronił, ale tego typu etnograficzną książkę, sama chętnie bym przeczytała. Gdy zaczęłam kopać w temacie okazało się, że takie bukiety robiła moja babcia! A ciekawostką jej bukietu było jabłko, które wbijała na patyk (zakładam, że NIE bambusowy 😉

Tego dnia kobiety przynosiły do kościoła bukiety, składające się z kłosów zbóż (również owies), do których dodawano len, makówki, konopie oraz warzywa: marchew, gałązki z wiśniami i z orzechami, owoce jarzębiny i zioła. Taki poświęcony bukiet chronił później dom, a ziołom w nim użytym przypisywano dużo mocniejszą moc. Babcia wkładała też suszki, żeby bukiet był ładny i takie suszki zawieźliśmy w sobotę Lutce. Nasz domowy bukiet, który na razie podsycha na magnolii był taki skromny: wrotycz, nawłoć i liść chrzanu, ale umówmy się to NASZ pierwszy i projekt za rok rozbudujemy! 🙂

suszki dla Lutki i nasz

Los złączy co nierozłączone

-Godność, s01e03

Ten rok zdecydowanie będzie należał wizualnie do Niemiec. Po Babylon Berlin szukałam serialu… I nic mi się NIE podobało… Perry Mason był dobry (ta sama epoka, choć na innym kontynencie, pojawiło się więcej kaznodziejów i wątków z pieniędzmi), no a potem trafiłam na kolejny niemiecki hit. Tym razem miejscem akcji jest Chile i motyw koloni, którą utworzono by pomagać w latach ’70 chilijskim chłopom… Kolonia (istniała faktycznie i sądzę, że nie jedna) to fasada, pod którą ukryto przemyt broni i nadużycia wobec dzieci. Naprawdę niezły serial!!! Btw. Nie porwał mnie niemiecki Dark, chociaż byli tacy, którzy mówili, że to Stranger Things dla dorosłych, podobnie jak 4 Blocks, ale do tego drugiego MOŻE jeszcze wrócę?

A teraz, na dniach, pojawił się kolejny niemiecki hit, choć w obszarze Tik-toka. To, że Trump zamyka Tik-Toka w Ameryce pewnie wiecie. To zagrywka polityczna, rozeźlili go jeszcze fani k-popu, ale Tik-Tok, czyli apka, którą kochają nastolatki, to w US OGROMNY rynek (najbardziej znana twórczyni jest z USA – Charlie Damelio i ma 80 mln obserwujących ??!). Łucja rozżalona powiedziała: O, nie! Będę skazana na polski tik-tok? Ale pewnie będzie można to jakoś ominąć… Btw. polski Tik-tok to głównie żarciki, które uwielbia Mieszko. Tymczasem, mam wrażenie Tik Tok zaczął promować, twórców innych krajów. Tak na wszelki wypadek, gdyby Amerykę rzeczywiście odcięto. I TO o czym głośno od kilku dni: pewien nastoletni Niemiec w ciągu tygodnia zdobył milion followersów. Jednym filmikiem (TYM). A dziś ma już ponad 2 mln?! To jest niesamowite, a najdziwniejsze, że nam DOROSŁYM, patrząc na to, trudno zrozumieć JAK to mogło się stać??? CO takiego należy zrobić, żeby tak ruszyć statystyki??? Polscy Tik-Tokerzy robią z nim tzw. duety, w których pytają: Dziewczyny, CO Wy w nim widzicie?? Ale jest, w tej chwili, numer jeden nastolatek na całym świecie 🙂

kumulacja

Są takie momenty, które najchętniej byśmy przeskoczyli. Tak, żeby już było PO. Odczuwamy lęk przed podróżą, sterylizacją psa, nową szkołą, koloniami czy ważnym wydarzeniem. Śluby nie są sielanką tylko dużym przedsięwzięciem logistycznym, w którym każdy element może nawalić. Albo porody…. Nie znam kobiety, która by czekała na „cud narodzin”. Chcemy, żeby już było po, żeby JUŻ mieć to dziecko przy sobie, bo pamięcią poprzednich pokoleń pamiętamy, że w dziejach ludzkości to bardzo często nie kończyło się dobrze. Martwimy się wcześniej, bo wiemy, że jak się zacznie, to nie będzie czasu na przerażenie i zmianę zdania. Czekamy na moment wejścia do samolotu, bo wtedy podróż zaczyna się nieodwołalnie, podobnie jak boimy się, będąc nastolatkami, momentu gdy jedziemy na obóz. Wsiadamy do autokaru i jest ten moment histerii, a co JEŚLI nikogo nie poznam i z nikim się nie zaprzyjaźnię? Żeby już było te kilka dni później!

Przede mną właśnie taki okres. Do przeskoczenia! Albo przyspieszenia, jak na kasecie magnetofonowej… Dwa tygodnie szkolenia pedagogicznego, które mocno szarpną codzienną logistyką. Zaczynam jutro. O 9 rano i do 16:30. Grafików na pozostałe dni jeszcze nie mam, ale jest już info, że od wtorku zaczynamy od ósmej! Dołóżcie po godzinie z każdej strony na dojazd i otrzymujemy duży przedział czasowy, w którym Bibek musi być sama. Jej maksymalny czas samotności to było 3 godziny! Dlatego od jutra do środy będzie razem z dziećmi u dziadków. W środę psa przywożę, bo w czwartek całe towarzystwo jedzie na wakacje! I wtedy ja będę pomieszkiwać u dziadków. BO? BO:

  1. mieszkają w połowie drogi do szkoły, czyli szybciej będę docierać
  2. mają dużo większy ogród, niż to moje 4×4 i psu będzie tam lepiej
  3. mają kota, którym przy okazji będę się zajmować.

Dlaczego więc nie zamieszkam u nich na te dwa tygodnie ciągiem? No bo, ja TEŻ mam kota, który za mną tęskni i NIE mogę na tak długo zostawić! Problem nr dwa to wyjazd dziadków z wnukami. Tu wątpliwości jest sporo, a najmniejsza z nich, to jak oni mają się zmieścić do niedużego auta dziadków? Dobrze, że będzie ciepło, to zapakuję dzieci w CIENKIE rzeczy letnie, bo jedna ciepła bluza to zajmuje pół walizki. Wymiana na auta nie wchodzi w grę, bo auto dziadków jest jednak lepsze, wygodniejsze i ma sprawne spryskiwacze (moje nie wiem kiedy wymienię, bo w serwisie chcą, żebym przyjechała w tym tygodniu RANO, to od razu zrobią próbę olejową, ale w tym i przyszłym tygodniu JA rano nie mogę!).

Lecz, żeby NIE marudzić, podkreślę, że bardzo się z tego szkolenia cieszę. Nie uczyłam przez lat 20 i jest mi to niezbędnie konieczne. Szkoła ma własne metody, muszą mi zrobić „pranie mózgu”, że są to metody najlepsze na świecie i chętnie się temu poddam. Równolegle będę mieć dwa parogodzinne webinary on-line, które będę oglądać wieczorami… Mam zrobione niemalże kwarantannowe zakupy, bo jak będę wracać do psa, to nie będę szła do sklepu na godzinę, bo mi się zapasy skończyły… A wczoraj pobiegłam ostatniego parkruna, bo weekendy TEŻ będę mieć zajęte i na kolejne sobotnie bieganie wyrwę się dopiero za trzy tygodnie! Uff…

Rozluźniająco, fotka z Torunia. Ja figurkę pokazywałam, nie napis! Te figurki na murach, w różnych miejscach miasta, były cudowne!!!

14-ste- oficjalne

Świętujemy dalej! Po turze koleżeńskiej i zakupowej, był czas na klasyczny torcik! Torcik zamówiłyśmy w zupełnie innym miejscu niż zawsze ->Łucja wybrała go sobie z katalogu i był wybitny!!! Czekoladowy z mascarpone i z owocami, które jakimś cudem nie oklapły i nie zmieniły smaku, choć odbierałyśmy go wczoraj. Cukiernia do której będziemy wracać 🙂

Ale do meritum. Łucja jest wspaniała. Jest odpowiedzialna i bardzo inteligentna. Ma poczucie humoru i nieustannie jest zakochana. Strasznie namieszał ten wirus, jeśli chodzi o relacje koleżeńskie, no ale wrzesień lada-moment i będzie nadrabiać. Myśli dużo o szkole średniej (chociaż to jeszcze rok) i o studiach. Jedno i drugie pewno będą się dynamicznie zmieniać, ale cieszę się, że chce się uczyć i planuje obie te rzeczy. Pochłania masę książek, widzi problemy i wydarzenia na świecie. To fajne, bo np. Lila jest dużo bardziej skoncentrowana na sobie i odbiera świat w mocno zawężonej formie. Mam również wrażenie, że ma trochę za duże poczucie misji. Ogarnąć rodzeństwo, pomóc mi, zbawić świat i zachowywać się stosownie do miejsca. Nic z tych rzeczy od niej nie wymagam i oto najczęściej ją strofuję. „ZOSTAW. To nie jest TWÓJ problem”. Jest doskonałym nawigatorem i ma wyjątkową orientację w nowych miejscach. Może to zasługa tego, że od sześciu lat jest moim samochodowym pilotem? Cóż, powinnam czasem zrzucić to na Lilkę, żeby ona odpoczęła. Nie boi się ubrać TAK, żeby wyglądać INACZEJ (dziś postanowiła nałożyć mrocznego t-shirto- sukienkę z Frankesteinem, na którą naciągnęła wczoraj babcię) i doskonale wie, czego chce. Podobnie jak Mieszko, musi mieć wpływ na każdy element swojej garderoby i swojego otoczenia. Tornistra, ścian, tortu, zeszytów czy spodni. Tym rozmachem życiowym, który jej implementuję (co być może NIE jest dobre), nieco odstaje od przyjaciółek i to jest powodem jakichś tam tarć. Ale tak uważam. Dream High. Im bardziej się rozpędzisz, tym dalej wylądujesz. Zawsze sięgaj po więcej!

  • Łucja, czego najbardziej boisz się w starzeniu? Ja wiem, że Wy nie myślicie o starości, że jest to odległe, ale co Cię w niej przeraża?
  • Hmmm… Chyba najbardziej brak sprawności. Bo nawet jeżeli będę fit, będę dbała o dietę i uprawiała jakiś sport, nie będę już tak sprawna jak teraz.
  • A co z atrakcyjnością? Nie boisz się jej spadku?
  • Nie. Przede wszystkim będę się wolno starzała. I zawsze znajdzie się jakiś staruszek, który się we mnie zakocha.
btw. widziecie suszki za Lilką? Zawiozłam je babci, żeby były na stół, ale babcia OD RAZU je zawiesiła DO SUSZENIA, a na stół dała SWOJE hortensje! Dzięki nim było, jak to powiedział Mieszko: „uroczo”!

Nie mają wystarczająco dużo chleba? Niech jedzą ciastka!

Maria Antonina

Pojechałam rano do piekarni. Tłum… Patrzę, jak wyglądają kolejki do innych piekarni obok (tam jest kilka obok siebie) i wszędzie kolejki… I to jeszcze dłuższe. Stanęłam za gościem i się pytam:

  • Dlaczego tak dużo ludzi wszędzie… Zawsze tak w piątek rano jest?
  • Dzisiaj jest szczególny piątek.
  • No tak! Jutro jest wolne!
  • TO będą nawet DWA dni wolnego!

I tak zgodnie staliśmy dalej… Lecz podeszła jakaś babka i się zapytała:

  • W TEJ piekarni jest jeszcze chleb?
  • No a dlaczego ma nie być? – zaskoczyło mnie to pytanie.
  • Bo w innym piekarniach zostały już tylko ciasta.

Zajrzeliśmy przez okno z tym gościem, a tam chleba już nie ma i ludzie tylko bułki kupują!

Pomyślałam więc, że sensu TO nie ma i że pewnie koło 11-stej przywiozą nowe pieczywo, a wtedy podjadę… Chleb to jednak chleb i na bułki i drożdżówki ochoty nie miałam. Refleksja tylko taka, że tak nas ten tryb pandemiczny przećwiczył, że naród w obliczu nadciągających dni BEZ zakupów zbroi się jak na wojnę… Zafrasowana ruszyłam do auta i po drodze mnie olśniło, że może uderzę do piekarni gruzińskiej! BO tam chleb puri był! Nie od razu, musiałam na niego 10 minut zaczekać, ale to jest NASZE pieczywo, na najbliższe dni 😀

A dzisiaj Łucja spotkała się z babcią! Dziewczyny poszły na kawę i urodzinowe zakupy, bo panna chciała góry (wąskie z długim rękawem) i szerokie spodnie. Już na jesień! Pogoda na to nie wskazuje, upały męczą nas dalej, ale lato dobiega końca! I zapisałam się na pierwszy jesienny bieg! Te wirtualne zupełnie mi nie pasowały i będzie to pierwszy bieg, od chyba lutego!

Małe te ludzie kiedyś rosły… 😀 Chyba od tych CIASTKÓW???

Rządzić znaczy służyć. Tylko wygnaniec jest wolny.

-„Cieplarnia”. W obie strony jadąc przeczytałam… Od deski do deski! Zielony świat postapokalipsy!

Pojechałyśmy z Łucją rano po Bibs. Pies, od wtorku, był u dziadków i chociaż z równoletnim kotem Kropkiem bawił się świetnie (ramię w ramię upolowali mysz, a potem spali bok przy boku) za nami się stęsknił! Zawiozłyśmy dziadkom rurki z kremem, bo po drodze zajrzałyśmy do cukierni, zamówić tort na urodziny Łucji. Sobotę jak wiecie, mamy ustawowo wolną, więc party pewnie zrobimy w sobotę, bo ciasto odbierzemy jutro wieczorem… W ZAMIAN (za rurki) dostałam od Lutki sało, czyli dobrze przyprawioną słoninę. Babcia widziała się ze swoim bratem z Zamojszczyzny i on gdzieś tam takie przysmaki kupuje. I jest to rzecz BARDZO dobra 🙂

Dzisiaj regeneracja. Piorę wczorajsze ubrania i leżymy. Wczoraj gdy wracaliśmy pociągiem mieliśmy nieoczekiwany półgodzinny postój, bo jeden z pasażerów źle się poczuł i czekaliśmy na karetkę. Widzę, że dzisiaj jakoś wszyscy jadą po PKP, ale to jest ogromna instytucja, gdzie pewnie NIE wszystko jest idealnie, ale pracuje tam wiele wspaniałych ludzi. Ten postój wczoraj, spowodował, że spóźniliśmy na kolejny pociąg, ale chwilę zaczekaliśmy i był inny. A np. jedna z koleżanek Łucji zostawiła powerbanka w przedziale i pociąg odjechał tę minutę później, bo ona go szukała (był okazało się w plecaku). Także tak… Zawsze z drugiej strony jest człowiek, któremu zależy i nie ma co na wszystkich hurtem psy wieszać.

Lody. Najlepsze w Toruniu są podobno u Lenkiewicza! Niżej macie figę z orzechem, piernikowe i… kiwi… Gość od cytrusów rozważał też nieśmiertelną cytrynę…

14-ste!

Kto by pomyślał, że mam takiego „starego piernika” w domu?

Kombinowałyśmy jak tu zrobić urodziny takiemu DUŻEMU dziecku? Tym bardziej, że możliwości TERAZ za wiele nie ma… No i wymyśliłyśmy, że panna Łucja pojedzie z koleżankami do Torunia! W planie a)miała jechać SAMA z koleżankami (bo tym jak doskonale rozgryzła na ferie Berlin, wydawało mi się, że nie będzie z tym problemu), lecz ponieważ inne mamy nie wyraziły na to zgody, pojechałam z NIMI. ONE były w jednym wagonie, a w drugim ja (z Mieszkiem i z Lilką). Na miejscu kręciły się beze mnie i spotykałyśmy się z powrotem na dworcu. Cała podróż przebiegła pociągiem, a w właściwie dwoma pociągami, bo była przesiadka. Na miejscu zaklepaną miały wizytę w Muzeum Żywego Piernika, gdzie zrobiły pierniczki. Łucja miała im też kupić lody w najsłynniejszej toruńskiej lodziarni.

Ja w tym czasie, wraz z Lilą i Mieszkiem włóczyliśmy się po Toruniu. W Pierniczym Muzeum już byliśmy, więc weszliśmy na wieżę oraz poszłyśmy do CSW w Toruniu, gdzie to są wystawy, o których pisał np. Szczygieł.

Czy byłam potrzebna? I tak, i nie. Pociąg zanim dojechał do stacji Toruń Główny (dokąd mieliśmy bilety) zatrzymał się na stacji Toruń Miasto. A tam szybko z inną babką ustaliłam, że stąd na Starówkę jest 500 metrów… Wow! Z Toruń Główny do centrum idzie się ponad pół godziny! Super, wyskoczyliśmy wcześniej, LECZ z powrotem coś mnie tknęło, że może nie być tak łatwo… Byłam już na tym Toruń Miasto, to taka mała stacja bez IT i na rozkładzie jazdy NIE było naszego pociągu. Dziewczyn jeszcze nie było, a do odjazdu pociągu mieliśmy KWADRANS… Do stacji Toruń Główny pieszo gugiel pokazywał 51 minut… Zadzwoniłam więc po dziewczyny żeby przyspieszyły i wyszłam przed budynek dworca… Tam zobaczyłam taksówkę. JEDNĄ. Gość zadzwonił po kumpla, który dotarł tam ze stacji PKS i tymi DWOMA taksówkami („Panowie, musimy tam być za SZEŚĆ minut”) pognaliśmy. Na miejscu dzieciaki poleciały na peron, ja dałam obu taksówkarzom z górką i zdążyłyśmy. I NASZ pociąg jechał INNĄ trasą i RZECZYWIŚCIE nie przejeżdżał prze Toruń Miasto… ALEEEE, gdyby mnie nie było, to przecież NIE wysiadły by wcześniej i takie ryzyko by się nie pojawiło!

Całe towarzystwo wypompowane i ZADOWOLONE. I za rok, na wycieczkę, chcą jechać już SAME 😀

Filutka pamiętacie??? Jego pies FILUŚ pilnuje jego parasolki i melonika tuż koło rynku!!!

Najpierw, zjedliśmy (burgery :), no a potem weszliśmy na WIEŻĘ. Tu mieliśmy pierwsze upolowanie dziewczyn, bo dojrzałam z góry ŁUCJĘ… I robiąc jej obciach na CAŁY Toruń, krzyczałam z tej wieży: ŁUUUCJAAAA! tak długo, aż na nas spojrzała!

A tu już CSW Toruń. Fajna wystaw plakatów, możliwość wyjścia na dach, no i najbardziej nas uderzająca wystawa o Apokalipsie!

Czy wiecie, że Kopernik jest w maseczce??

No i te dziewczyny… Miałam się im na oczy nie pokazywać, więc tak tylko je z tyłu złapałam 😀