Zeszłam sobie rano do kuchni i włączyłam wodę w czajniku… Wyjęłam pranie z pralki i poszłam zawiesić. Zeszłam do tej wody i usłyszałam, że w sypialni dzwoni mi messendżer… Poleciałam odebrać, a to ze szkoły:
- Zapomniałam Ci powiedzieć, ale dziś mamy zebranie. Możesz przyjechać?
- Tak. A na którą?
- Teraz.
- Będę najwcześniej za godzinę!
Łyknęłam zieloną herbatę i pojechałam. Bibsowi musiał wystarczyć wyskok do ogródka 😦 Wróciłam późno z burczącym brzuchem i jutro i pojutrze cd. A taki miałam wspaniały plan uszczelniania poddasza, bo rano pochmurno było… No trudno, w któryś wrześniowy weekend ogarnę! Z dobrych niusów, Miaustra ma się lepiej. A miała się gorzej? Tak. Coś jej utkwiło w gardle i od kilku dni nie jadła. Ona z tych niedotykalskich kotów i wisiała DZIŚ nad nami wizyta u wet. Co chwila robiła ten ruch wymiotujący, ale nic nie wylatywało… Znacie ten ruch kociego gardła z kłaczkiem? Zawsze się człowiekowi wydaje, że to coś poważnego, a to tylko kłaczek… No i jakoś to sobie wypluła, co jej gdzieś tam podeszło i JE!
<><>
Szłam sobie z Bibs i szła para. Dzieciaki, ciut starsze od Łucji. Z psem. I ona go coś zapytała. O byłą dziewczynę. I on odpowiedział:
- Myśmy się znali ze szkoły. Ona było zero dwa.
Znacie to? ONI mówią na swój rocznik tymi skrótami. Zero coś tam. Mój rocznik tak nie mawiał, bo to była za duża liczba, ale Łucja tak mówi też. Ona jest ZERO SZEŚĆ. I jak pisała z którymś tam adoratorem to on też jej napisał, czy ona jest zero sześć i jak ona potwierdziła, to on powiedział, że on jest ZERO CZTERY. Strasznie mi się to podoba. Sądzę, że jeszcze ekipa Mieszka będzie tak o sobie mówić. Że on jest JEDENAŚCIE. Super!
