Ale na to się pisałam, tak czy siak… Do biegu, start! Sama drogę tę wybrałam, chciałam tak.

Rzutem na taśmę pojawiło się półgodzinne okienko w serwisie i pojechałam na próbę olejową. Olej dobrze, trzeci raz NIE jadę, ale to że NIE działają spryskiwacze, to okazało się być sprawką gryzoni, które przegryzły mi wężyki… Grr… Byłam w warsztacie miesiąc temu i one przez tę chwilę, dały radę zrobić kolejną szkodę! Spryskiwacz już działa, ale ja podjechałam później (OD RAZU!) do budowlanego, po środki odstraszające. Mam preparaty w spreyu i tak będę sobie raz w tygodniu otwierać maskę i psikać, żeby auto nasiąknęło tymi nieprzyjaznymi zapachami TAK, by szkodniki nie pchały się mi do środka. Z takich przyjemniejszych ciekawostek czekając na auto poszłam do dużego sklepu na L, do którego na ogół nie chodzę i tam trafiłam na matchę w proszku, którą TO używa się do deserów! Moje ulubione donuty są właśnie z zieloną polewą z matchy. Wątek powróci gdy pojawią się dzieci i będziemy myśleć CO za DESER można z taką sproszkowaną zieloną herbatą zrobić?

<><>

Wrzucam Wam listę medycznych muzeów. Link powtórzę w podsumowaniu wakacji, żeby też MI było łatwiej znaleźć. Kilka mamy już odwiedzonych… Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie (chociaż powinniśmy byli odwiedzić również osławione Charite), Muzeum Medycyny w Białymstoku, a nawet Apteka w Muzeum Nafty w Bóbrce pasują do tematu! Do zwiedzania takich placówek przydaje się książka Pobudzeni, która teoretycznie jest o hormonach, ale dużo tam o rozwoju medycyny. Źle się ją czytało, ale tak nasiąknęłam informacjami, które w niej były, że odbiór medycznych placówek sprzed stu czy dwustu lat jest zupełnie inny!

<><>

Poszłam z Bibs na spacer… Z naprzeciwka szła babeczka, którą znam i ona ma psa podobnego do Bibi, choć mniejszego i bardziej „skundlonego”. Btw. Zawsze mam problem, czym w nim się tu zachwycić. Jakby nie było psy się znają i lubią, więc z daleka spuściłyśmy je ze smyczy, by do siebie biegły. Potem doszłyśmy do siebie i my, i zaczęłyśmy gadać. Ona:

  • Ale, ta Biba urosła! Ona jest o połowę od niego większa!
  • Kajmakowi widzę to nie przeszkadza… Jemu natomiast pięknie się błyszczy sierść. On jest wyczesywany?
  • Nie. Ja go NIE wyczesuję. Jestem złą matką. Ale on pochodzi z rozbitej rodziny i gdy spędza czas ze swoim drugim rodzicem, który jest taki dokładny, to tamten może go wyczesywać.
  • Ojej, ileż to przeżyć w życiu takiego małego pieska! Opieka naprzemienna!
  • Tak. Ja nawet na niego alimenty dostaję. 200 złotych miesięcznie.
  • Niesamowite! Zawsze wiedziałam, że nie umiem się ustawić 🙂
  • A ja umiem 🙂 Były mąż płaci na syna, a ex na psa.

Zabawne, nie? I w gruncie rzeczy bardzo pozytywne! Opowiadałam to Łucji i ona się śmiała, że to trudno uwierzyć, że o psie rozmawiałyśmy!