Zielnej

My tu gadu gadu, a w sobotę było jedno z piękniejszych kościelnych świąt. Wstyd się przyznać, ale kojarzę je dopiero od jakichś pięciu lat… Wtedy mignął mi gość, który zbierał zdjęcia bukietów, jakie robią kobiety 15 sierpnia, do swojej doktoranckiej pracy. Nie mam pojęcia, czy obronił, ale tego typu etnograficzną książkę, sama chętnie bym przeczytała. Gdy zaczęłam kopać w temacie okazało się, że takie bukiety robiła moja babcia! A ciekawostką jej bukietu było jabłko, które wbijała na patyk (zakładam, że NIE bambusowy 😉

Tego dnia kobiety przynosiły do kościoła bukiety, składające się z kłosów zbóż (również owies), do których dodawano len, makówki, konopie oraz warzywa: marchew, gałązki z wiśniami i z orzechami, owoce jarzębiny i zioła. Taki poświęcony bukiet chronił później dom, a ziołom w nim użytym przypisywano dużo mocniejszą moc. Babcia wkładała też suszki, żeby bukiet był ładny i takie suszki zawieźliśmy w sobotę Lutce. Nasz domowy bukiet, który na razie podsycha na magnolii był taki skromny: wrotycz, nawłoć i liść chrzanu, ale umówmy się to NASZ pierwszy i projekt za rok rozbudujemy! 🙂

suszki dla Lutki i nasz