Ciemność trwała tak długo, że zapomniałam, jak wygląda światło.

-„Czarownica ze wzgórza”

Straaaasznie nie chciało mi się wczoraj malować… Najpierw zaczęłam wyszukiwać czy MOŻE można gdzieś podjechać żeby wesprzeć Białoruską brać? Jakiś wiec, demonstracja, zgromadzenie? NIC… Działo się w niedzielę, ale nie wczoraj… Potem znalazłam bezpłatny trening boksu dla początkujących z którymś tam naszym olimpijczykiem. A potem przypomniało mi się, że temperatura w nagrzanym aucie przekroczyła 40 stopni, nie ma co zostawiać psa SAMEGO i kombinować, BO TRZEBA zabrać się za robotę! Na dodatek kolejni sąsiedzi się wyprowadzają i wywalają wszystko co przez te 20 lat nagromadzili. Zamówili kontener, wrzucają na olx-a i śmieciarkę, ale i tak jest tego dużo. I np. resztek farb mają stertę wielkości połowy malucha… Podeszłam tylko zapytać, czy mogę sobie przekopać tę górkę, bo może jakąś białą do ścian znajdę. I znalazłam! Nie ma bata -> to był ostateczny ZNAK, żeby ruszyć z podmalowywaniem! Bo umyłam ściany i chociaż dzieci już nie brudzą, to jest pies, który brudny potrafi się oprzeć i zrobić plamę. Do poprawki jest też co roku sufit w łazience, który od wilgoci szarzeje… Spryskuję ten kąt specjalnym preparatem, no a potem maluję!

Zrobione! Bardzo się z tego cieszę, jeśli na jesieni ruszy Erasmus, w którym jest Łucja, to będziemy mieć ZAGRANICZNEGO gościa, a dom jest JUŻ wyszykowany! A propo Łucji, wkleję Wam fragment rozmowy z panną. Pokazała mi zdjęcie swojego crusha… 🙂

I jeszcze śliweczki. Taka jestem sprytna, że pojechałam na targ bez pieniędzy. Wyzbierałam to co było w torebce i kupiłam… śliwki… Pojadę w tym tygodniu jeszcze raz, a śliwki (i morele) przydadzą nam się JUTRO!