Gdyby Garcia Lorka nie napisał ani jednego wersu, 2+2 równałoby by się 4, gdyby Napoleon 200 lat temu najechał na Hiszpanię i prowadziłbym lekcje po francusku 2+2 równałoby się 4…

-Magical Girl, reż. Carlos Vermut

Na Ninotekę, w ramach Wielkiego Kina, wrzucili na kilka dni, kolejny Gutek-owy wynalazek. Jest niezły! Reżyserem zachwycał się Almodovar, a i mi dawno nic tak nie pomieszało w głowie jak ten film. Jak już myślisz, że wiesz o czym to będzie, to następuje zwrot. I zostawia całą masę pytań.

Gorąco cd. Przypomniała mi się dzisiaj historia, którą kiedyś już Wam opowiadałam. W połowie ’80-tych Krzycho bronił doktorat z maszyn budowlanych w Moskwie. By środek lata i suche miejskie upały przebijające się przez kamienne, metrowej grubości, ściany katedry ekonomii. I jeden z egzaminujących się pocił. Ale to jak… I wyrywał z zeszytu kartki i wycierał sobie nimi czoło. Niesamowite, nie? Aż można sobie wyobrazić to drapanie papieru po skórze.

Ja dziś wytestowałam przysmak z PRL-u. Pamiętacie sernik z galaretkami? Robiło się różnokolorowe galaretki, kroiło się je w kostkę i mieszało z serem wymieszanym z najjaśniejszą z galaretek (na ogół cytrynową). Nie wyszła mi 1-wersja masy serowej – wymieszałam twaróg z mascarpone z przezroczystą galaretką o smaku winogron, którą wcześniej rozpuściłam w małej ilości wody. LECZ pojawiły się grudki żelatyny, których NIENAWIDZĘ. Zrobiłam więc ponownie masę serową, ale ponieważ już nie miałam TWAROGU to użyłam tylko mascarpone, mleka kokosowego i końcówki ricotty. Z żelatyną. Wyszło doskonałe i tę wersję wymieszałam z kwadracikami galaretek!

Te małe biszkopciki były NA DNIE. Bo jak przewróciłam (i polałam wrzątkiem miskę) to góra stała się dołem. Logiczne.