24 h przed godziną zero

  • Mamo, na stronie szkoły są już podręczniki jakie mamy kupić.
  • Tylko do religii?
  • Tak. Resztę dostajemy.
  • Super, Łucja. Ważne pytanie: czy Lilka będzie mieć tę książkę, którą miałaś TY w ubiegłym roku?
  • Nie wiem.
  • To drugie pytanie: czy książka jaką ma mieć Mieszko jest na w domu? Bo któraś z Was ją miała?
  • A, to tego to już zupełnie nie wiem.

Dużo tych przygotowań! Wyprawkę mamy, bo kompletowaliśmy na początku sierpnia. Zamówiłam pocztą NOWE maseczki, bo będą potrzebne na przerwach (przesyłki już do nas idą, dotrą pewnie do końca tygodnia). Buty zmienne pannom kupiłam na wyprzedażach, z młodym idę do sklepu w czwartek. To co się dzieje w sklepach to jakiś kataklizm. Tłum przewalający się w poszukiwaniach rzeczy do szkoły jest większy niż na święta. Wczoraj zrezygnowaliśmy z zakupów bo nas to przeraziło, ale dziś natężenie NIE słabnie. Gdzieś mi mignęło, że ze względu na zapaść gospodarczą wrócą niedziele handlowe i patrząc na ludzki zapał do zakupów powinniśmy szybko odbić.

Ja dziś rano miałam odczulanie. Przełożyłam je z przyszłego tygodnia, bo wtedy nie wiadomo jak będę mogła, a tak przesuwam dylemat o miesiąc. Byłam też z Łucją u fryzjera. Pannę podczas pandemii obcinała babcia, obiecane miała wyrównanie u fryzjera latem, a lato już się KOŃCZY! Na razie mówi, że wygląda, jak Willy Wonka, ale jak umyje, to wszystko się ładnie poskręca 😉

<><>

Mini książkownia! Kupowałam tę religię (koniec końców tylko Łucji i Mieszkowi) i do bezpłatnej dostawy dorzuciłam dwie lektury (Kamienie na szaniec i Balladynę) oraz książkę dla siebie. Kasztanowego ludzika miałam w schowku od dawna i miałam ochotę przeczytać go właśnie jesienią. W mixie niżej uwzględniającym jedynie zakupioną beletrystykę 😉 jest jeszcze jedna książka DLA mnie. Nadzieja. To rzecz, o której jest dość głośno, bo napisali to nasi najlepsi pisarze podczas pandemii. Napisali ją bez honorariów i są to opowiadania. Dostępna jest np. w owadzie, ale wydawała mi się dość droga. W miniony weekend wszystkie książki mieli -50% i wtedy ją kupiłam!

<><>

I tak archiwizacyjnie wrzucę jeszcze kilka zdjęć, które dosłał dziadek z ich wakacji z wnukami. Skanseny i zamki cd! Btw. towarzystwo JUŻ wybrało CO jutro nakłada i wieczorem muszę to tyko przeprasować!

Lato 2020

W piekarniku robi się szarlotka, którą dzisiaj zawieziemy do dziadków, a na dworze ZIMNO i pada. To wszystko sygnały, że nadchodzi kolejna pora roku! Moja zresztą ulubiona… Jakie było to lato? Dziwne, jak cały rok. Pojawiło się nawet słowo: staycation, które miało to opisywać. Wypoczywaj, ale się nie przemieszczaj. Kręć się po okolicy, ale unikaj tłumów. Rób przetwory, porządki i remonty, ale pozostawaj z najbliższymi. Btw. gdzieś mi mignęła polska wersja tego słowa: domokacje, ale brzmi to jakoś jak deklinacje czy demokracje i angielska wersja jest zdecydowanie lepsza!

Dostosowaliśmy się do trendów i zaleceń i wakacje spędzaliśmy w Polsce. Raz po raz ktoś ze znajomych się wyrywał, na włoską albo grecką wyspę, ale nie miała to tego rozmachu co w latach poprzednich. Za to dużo osób adoptowało psa. Jak chodzę z Bibs na spacery, to widzę całą masę nowych psiaków rasy OGÓLNEJ. Bardzo to fajne! Dużo jeździliśmy na rowerach – wszyscy je mamy i śmiało można powiedzieć, że było to rowerowe lato! Sporo było wycieczek jednodniowych i po raz pierwszy dzieci pojechały na wakacje TYLKO z dziadkami!

Emocjonowały nas wybory, wybuch w Libanie i obawy czy BĘDZIE szkoła… Wystartowała bezzałogowa misja na Marsa, mieliśmy pożary i plagę szarańczy. DUUUŻO czytaliśmy…. Pierwszy raz, od dość dawna, NIE opaliłam sobie brzucha. Po prostu ani razu nie nałożyłam kostiumu kąpielowego (poza basenami), chociaż nogi i ręce mam dobrze nasłonecznione przed zimą. To były dobre wakacje, ale czuję te ograniczenia i bardzo bym NIE chciała kiedykolowiek coś takiego PONOWNIE przechodzić. Nie wzięłam udział w żadnym kulturalnym czy sportowym wydarzeniu. Nie byliśmy na żadnym festiwalu, zlocie czy nawet większej imprezie. Nie poznaliśmy nowych osób, a dzieci nie były na koloniach. Ale obiektywnie muszę przyznać, że nasza wyprawa nad morze była bardzo fajna (i być może dlatego, że było pusto?), wycieczka na Podlasie była cudowna i do powtórzenia, a urodziny Łucji w formie wyjazdowej to był strzał w dziesiątkę!

BEST TRENDY:

  • słowo: stacayion
  • pozytywny nurt: adopcje psów
  • kierunek: Polska
  • skład: ojciec-syn -> to jest kolejne b. fajne zjawisko. Matki z córkami krążyły od dawna. Babskie wycieczki są takie miejskie i smaczne. Mam znajomą, która ze swoją 9 letnią córką chodzą razem na krewetki. Ma też syna, ale to właśnie z córką chodzi na owoce morza. Za to w tym roku, spora grupa znanych mi ojców wyrwała się gdzieś ze swoim synem. Na ogół jeździli w nasze góry. Jeden to nawet zrobił męsko-pokoleniowy wyjazd bo zabrał nie tylko syna, lecz też własnego tatę na wycieczkę w Bieszczady. Brawo!
  • kosmetyki: Ziaja. O tym będzie w podsumowaniu roku, ale gorszy dostęp do kosmetyków z zagranicy spowodował, że zaczęłam testować polskie marki. Cała masa tu wtop, ale są też perły. Latu dedykuję firmę z Gdańska. Najpierw szampon z linii MED, uratował moją skórę głowy, która była po poprzednich eksperymentach w takim stanie, że wydawało mi się, że muszę z tym iść do lekarza, a potem odkryłam serię PRO z kosmetykami do stóp: krem do pękających pięt czy krem do złuszczania są doskonałe. TAKICH stóp jak w tym roku (całe lato w japonkach) nie miałam co najmniej od dekady.
  • HIT: hitów za bardzo nie ma… Watermelon High się nie przebił, za to Pięć gram koksu jest najczęściej miksowanym kawałkiem.
  • sport: kajaki i żagle. Pokłosie wypoczywania w Polsce, gdzie te sporty rozwijają się bardzo dobrze. Na kajakach można pływać już chyba na każdej rzece i to chyba się staje naszym sportem narodowym. Bardzo dobrze, my też pływamy!
  • zioło: mięta – rośnie mi w ogródku, choć przez sierpień trochę podeschła. Testowaliśmy też przepisy z miętą właśnie!
  • kwiat: ależ kwitły róże w tym roku! Rok temu każdemu zakwitała juka, ale tegoroczny lipiec był zdecydowanie różany!
  • danie: ja odkryłam sos tamandrynowca i jest to coś co muszę koniecznie przypomnieć sobie przed kolejnym latem. Sporo jadłam serów i sałatek, ale przy tych upałach, nie było ochoty na nic innego. Ach, no i KWIATKI!!! Jadłam kwiaty w Supraślu i przyrządzałam kwiaty cukinii!!
  • napoj: kwas chlebowy! On tak nam migał… Przy wysokich temperaturach miałam na niego ochotę. Był świetny przy cięższych potrawach.Gdy byliśmy w Swołowie, do gęsiny, którą tam serwują, też pasował kwas, no i z Podlasia przytachałam kilka butelek litewskiego kwasu.
  • FOTO motyw: sesje w roślinach: rzepak, mak, lawenda i zboża!
  • DESER: bubble tea
  • porażka kosmetyczna: odżywka do włosów na dzień. Raz na kilka lat kupuję taki wynalazek, by UŻYWAĆ do mycia włosów po plaży i nie używam. Na dodatek się to nie spłukuje i włosy wyglądają jak brudne.
  • kolor LATA: zielony. Polska jest taka zielona, odzieży nam doszło trochę właśnie w tych kolorach (chociaż Lilka lubi miętowy, Łucja fluo, a ja ciemnozielony), no i bardzo zielona była książka Cieplarnia, która była tak inna, że mocno mi się wbiła do głowy.
  • influencer: Twardoch. Nie czytałam go w social mediach, zaczęłam i gość jest niesamowity!
  • strój: sukienki. Nosiłyśmy ich dużo i kilka doszło. Rok temu dominowały krótkie spodenki, a tym razem udało się tak!
  • FILM: dzięki Ninatece, obejrzałam kilka doskonałych filmów WIELKIEGO kina. Było też sporo dobrych dokumentów. W kinie nie byłam, ale w serialach najlepiej trzymały się lata ’20. Babyllon Berlin i Perry Mason.

Na przyszłe lato? Kosmetyki do stóp kolejna porcja 🙂 Zainteresował mnie też jeden kierunek wyjazdowy, w kierunku zachodnim… Zgodnie z obietnicą wklejam ponownie linka do medycznych muzeów, które warto wrzucać do grafika odwiedzin. Wydaje mi się to wyjątkowo ciekawe. W przyszłym roku chciałabym całą ekipę wysłać na kolonie. Marzy mi się powtórka Podlasia i festiwal literacki. No i cyklinowanie podłogi też przechodzi na KIEDYŚ!

Masz, człowiek. Zabiłem dla Ciebie liścia.

Dziś KOLEJNY dzień przesiedziałam na szkoleniu… Wiem, już WAS to nuży, więc dodam tylko, że W DOMU mieliśmy równolegle próbę generalną z organizacji i dzieci dały radę! Miały pójść sobie na obiad do pizzerii (mamy niedaleko jedną naprawdę wybitną) i dotarły. Wpierw oczywiście przyszedł JEDNAK rozpaczliwy esemes od Liliany „Umieram z głodu”…. A była to 12-sta. Odpisałam, że mają chałkę, ale oni po prostu poszli po pizzę. I jest to jakieś rozwiązanie! Natomiast MNIE dziś szkolili z odbywania rozmów z rodzicami. Mieliśmy zebranie całej kadry ->btw. tam wszyscy mają tatuaże – może nie wszyscy, a 1/3, ale to i tak sporo. NAWET babka z sekretariatu, która jest tak szałowa i bystra, że aż onieśmiela (naprawdę babeczka premium!), ma tatuaż bransoletkę… Ale o tych rozmowach, bo tematy ROZMÓW pochodziły z sytuacji które miały w tej placówce miejsce (to w sumie siedem szkół i przedszkoli, a nie trzy jak myślałam początkowo).

I był temat (mi opadła szczęka), który jest dosyć ważny i szokujący. Wydawanie dzieci rodzicom, którzy mają ograniczone prawa rodzicielskie. I mogą np. odebrać tylko w określone dni w tygodniu. Że NIE można wydawać w inne dni. Że NIE można puszczać do szatni, na chwilę, żeby się zobaczył z tatą, bo ojciec bierze dziecko na rękę i z nim ucieka (a to już jest porwanie). Że GDY zbliża się rodzic, który ma ograniczenia i W TEN dzień, albo w ogóle NIE ma prawa spotykać się z dzieckiem, żeby przede wszystkim DZIECKO schować. Żeby nie widziało rodzica i nie było szarpane. Była dziewczyna, która uczy muzyki i na jej lekcję wszedł ojciec odepchnął jej koleżankę, wziął dziecko na rękę i wyszedł. I wtedy jest policja, blokady i zamknięta szkoła. Że są sytuacje, że dziecko dostaje esemes od rodzica, żeby na chwilkę wyszło i by takie momenty też kontrolować. Niezłe.

<><>

Tak relaksacyjnie KOTY. Najpierw fotki z netu, które wczoraj śmigały i są przecudowne. Masz człowiek, zabiłem dla Ciebie 🙂 Mi najbardziej chyba się podoba zabita torebka od herbaty 🙂 Albo kiełbaska zarąbana z grilla sąsiadów!

A teraz OSTRA fotka z Miaustrą 🙂 Wrzuciłam Wam ją wczoraj na twittera, ale zasługuje to bycie w głównym time-linie. Okno na poddaszu (tu siedziałam cały wczorajszy dzień) i kotka OD spodu!!! Widzicie jaki ma kremowy brzuch?

Projekt rok po roku

Czas bez dzieci spędziłam ambitnie. Pod łóżkami jest odkurzone (WSZYSTKIMI), meble poodsuwałam, a sądząc po ilości kremów do stóp pod moim łóżkiem nie robiłam tego od DAWNA… Ogródek jest nieźle przycięty, a śmieciarze wywieźli mi dziś PIĘĆ dużych worków zielonego. Baardzo rano byłam w piekarni i na rynku, a teraz siedzę (buu) na zoomie. Towarzystwo ma się ogarniać same, a ja co chwila wyskakuję na jakiś 10-minutowy BREAK i coś zarządzam. Herbatkę, ścielenie łóżek, typowanie kogoś na spacer z Bibs, szybki obiad (kalafior i kasza) albo zdjęcia!!!

Bo zleciał prawie rok, a nie było zdjęcia rok po roku! Pokazałam dzieciom moją pościel i pytam CO to oznacza??? I dla ułatwienia pokazałam zdjęcie na ścianie… Ooo, nie!!! -wykrzyknęła cała trójka, ale z przyjemnością zapozowali! Do zestawu chciała dołączyć BIBI, no ale idea jest TYLKO z dziećmi, więc wersja ostateczna jest bez niej 😉 JEDNAK.

PSIA INWAZJA:

DLA porównania oryginał z 2012 roku! 🙂

Wakacje z… zamkami!

Są, wrócili! Dziadki zapewniły wnukom super wyprawę! Bo pojechali na wakacje do… zamku! Mamy w Polsce kilka zamków, w których można wynająć pokoje i do takiego wielkiego rycerskiego apartamentu zameldowali się dziadkowie z dziećmi. Śniadanie mieli w ogromnej rycerskiej sali (smarki nic nie jadły, tylko wybierały z baru śniadaniowego po BUŁCE, co było powodem konfliktów) a do praktycznie prywatnego użytku mieli rowerowe gokarty i zamkowe jezioro z łódkami. Zwiedzali INNE okoliczne zamki i kościółki (pasja dziadka), a ponieważ byli w okolicy najsłynniejszego pola bitewnego w Polsce, dotarli również na Grunwald!

Towarzystwo już przejęłam, dziadkowie niech odetchną, a ja mam tradycyjną GÓRĘ prania. Dziś i jutro mam całodniowe (8:30 – 17:30) zoomowe szkolenia, ale raz na jakiś czas mamy przerwę i wtedy będę się z dziećmi integrować. Duże jest napięcie końca wakacji, ale w końcu też wrzesień się chyba zacznie?

zamek i plaża
sala do śniadań i Grunwald
A to chyba z wizyty w jakimś skansenie? Albo to Gietrzwałd?

Chwilę przed obiadem

Też tak macie, że we własnym domu zawsze macie co jeść? Ktoś Wam zagląda do lodówki i twierdzi, że nic nie ma, ale Wy wiecie, że macie gdzieś tam ulubioną kaszę, z mascarpone i jednego pomidora można zrobić małą porcję sosu do makaronu, a jak ma się ochotę na coś słodkiego, to można zjeść kanapkę z żurawiną. Wstawcie sobie w te miejsca potraw Wasze frykasy… No jak by nie było, gdy jadę do dziadków i oni pozornie mają wszystko to kończy się tak, że muszę grzebać Lutce w zamrażarce, żeby coś sobie wynaleźć. DLATEGO, na TEN przyjazd zabrałam swoje jedzenie… Mam polędwiczkę, którą jadam z marmoladą z pigwy oraz mascarpone! Tak wyposażona dotrwam u nich do powrotu dzieci!

<<<<>>>>

Wkleję Wam tegoroczną odezwę z Festiwalu Języka Polskiego. Też lubię zdrobnienia… Nawet o tym miałam jakieś wykłady dawno temu na studiach. Nie lubię zdrabniać pieniędzy, ale lubię zdrabniać jedzenie. I moim zdaniem, gdy ktoś chcę Cię zachęcić i lubi jeść to właśnie używa zdrobnień. Słyszałam dziś w radiu gościa, który opowiadał o kiełbaskach, które serwują i gdy doszedł do ogóreczka, pomyślałam, że chętnie bym taką bułę z wędzoną kiełbasą zjadła 🙂

zero siedem i zero sześć

Zeszłam sobie rano do kuchni i włączyłam wodę w czajniku… Wyjęłam pranie z pralki i poszłam zawiesić. Zeszłam do tej wody i usłyszałam, że w sypialni dzwoni mi messendżer… Poleciałam odebrać, a to ze szkoły:

  • Zapomniałam Ci powiedzieć, ale dziś mamy zebranie. Możesz przyjechać?
  • Tak. A na którą?
  • Teraz.
  • Będę najwcześniej za godzinę!

Łyknęłam zieloną herbatę i pojechałam. Bibsowi musiał wystarczyć wyskok do ogródka 😦 Wróciłam późno z burczącym brzuchem i jutro i pojutrze cd. A taki miałam wspaniały plan uszczelniania poddasza, bo rano pochmurno było… No trudno, w któryś wrześniowy weekend ogarnę! Z dobrych niusów, Miaustra ma się lepiej. A miała się gorzej? Tak. Coś jej utkwiło w gardle i od kilku dni nie jadła. Ona z tych niedotykalskich kotów i wisiała DZIŚ nad nami wizyta u wet. Co chwila robiła ten ruch wymiotujący, ale nic nie wylatywało… Znacie ten ruch kociego gardła z kłaczkiem? Zawsze się człowiekowi wydaje, że to coś poważnego, a to tylko kłaczek… No i jakoś to sobie wypluła, co jej gdzieś tam podeszło i JE!

<><>

Szłam sobie z Bibs i szła para. Dzieciaki, ciut starsze od Łucji. Z psem. I ona go coś zapytała. O byłą dziewczynę. I on odpowiedział:

  • Myśmy się znali ze szkoły. Ona było zero dwa.

Znacie to? ONI mówią na swój rocznik tymi skrótami. Zero coś tam. Mój rocznik tak nie mawiał, bo to była za duża liczba, ale Łucja tak mówi też. Ona jest ZERO SZEŚĆ. I jak pisała z którymś tam adoratorem to on też jej napisał, czy ona jest zero sześć i jak ona potwierdziła, to on powiedział, że on jest ZERO CZTERY. Strasznie mi się to podoba. Sądzę, że jeszcze ekipa Mieszka będzie tak o sobie mówić. Że on jest JEDENAŚCIE. Super!

Im piękniejsza kobieta, tym więcej ma tajemnic

-„Nasza młodsza siostra”, reż. Hirokazu Kore

Na Ninatece jest kolejny film z cyklu Wielkie Kino. Wspaniały! Można bawić się w metafory, że tak naprawdę niewiele powoduje, że nasze życie się rozwidla, ale TO przede wszystkim cudowny emocjonalnie film. Piękna jest Japonia, która tam jest i cudowny jest w którym mieszkają bohaterki („Spodoba Ci się. W zimie mamy zimno, ale latem jest pięknie” -zupełnie jak nasz!).

Mój misterny plan przycinania kłączów i krzewów sąsiadów upadł. Przywiozłam od dziadków drabinę, lecz ONI już są. Przycinam więc tylko, to co wyrosło po mojej stronie :/ Dwa wory gałęzi już mam, zrobiłam sobie przerwę na herbatę i wracam do cięcia. Tradycyjnie, szaleję z sekatorem do ODCISKÓW na rękach i wtedy pauzuję 🙂 Dom ogarnięty, więc wyboru innych zadań NIE mam!

I znowu to samo magiczne myślenie, które nie prowadzi donikąd, tylko do użalania się nad sobą.

-„Uśpienie”… W sumie nie była to zła książka!

Wygląda na to, że parkrunów nie będzie. A na pewno NIE do końca roku. Na oficjalnych grupach parkrunowych (podejrzewam, że na całym świecie) ścierają się dwie skrajne grupki: tych, którzy chcą walczyć z wirusem całkowitą izolacją całego społeczeństwa, bo TYLKO tak doprowadzimy do końca pandemii oraz tych nadmiernie wyluzowanych, co uważają całą sytuację za światowy spisek ekonomiczny. I nie rozstrzygniemy kto ma rację, choć wszyscy chcemy TEGO samego, czyli by było tak jak WCZEŚNIEJ. Parkrun ruszył w Nowej Zelandii, ale tylko na chwilę, bo już z powrotem zamknięty. Sobotnia ekipa biegowa, w której jestem, utworzyła więc SKS-y, czyli spontaniczne klubowe spotkania i tak zamierzamy dotrwać do momentu uruchomienia oficjalnych spotkań! Na pierwszym spotkaniu, było nas jeszcze NIE dużo, ale był już jeden pies, więc Bibi była przeszczęśliwa!

<>

Moja etnograficzna ściąga podpowiada mi, że dziś DOŻYNKI, czyli „największe święto gospodarskie w rolniczym kalendarzu wegetacyjnym”, czyli czas pożegnania ze zbiorami i zaklinanie przyrody o dobre plony w kolejnym roku. Na polach zostawał ostatni snopek, który symbolicznie ścinał gospodarz, a potem zaczynała się gościna, nazywana pępkowym, czyli uczta dla żeńców (tych, którzy pracowali). Był wieniec dożynkowy z jabłkami, jarzębiną, a czasem nawet żywym ptakiem (kogutem!) i korowód. Na tę okoliczność wyszłam do ogródka dziadków (bo od wczoraj u nich siedzę) i przez dobry kwadrans ogołacałam krzewy z borówką 😀

Na dożynkowy deser wrzucam Wam Bibsa! Poranne ujęcie jest na kanapie, gdzie spędziłyśmy noc… Dziadki są netflixowe, więc nadganiam Dark-a! Widzicie PRAWDZIWĄ (nie-pozowaną) Bibi. Bibi, która stała się kobietą. Pupa urosła, stała się trochę niezgrabna i z całą pewnością mniej filigranowa niż kiedyś 🙂 Ale cały czas bardzo piękna!

Ale na to się pisałam, tak czy siak… Do biegu, start! Sama drogę tę wybrałam, chciałam tak.

Rzutem na taśmę pojawiło się półgodzinne okienko w serwisie i pojechałam na próbę olejową. Olej dobrze, trzeci raz NIE jadę, ale to że NIE działają spryskiwacze, to okazało się być sprawką gryzoni, które przegryzły mi wężyki… Grr… Byłam w warsztacie miesiąc temu i one przez tę chwilę, dały radę zrobić kolejną szkodę! Spryskiwacz już działa, ale ja podjechałam później (OD RAZU!) do budowlanego, po środki odstraszające. Mam preparaty w spreyu i tak będę sobie raz w tygodniu otwierać maskę i psikać, żeby auto nasiąknęło tymi nieprzyjaznymi zapachami TAK, by szkodniki nie pchały się mi do środka. Z takich przyjemniejszych ciekawostek czekając na auto poszłam do dużego sklepu na L, do którego na ogół nie chodzę i tam trafiłam na matchę w proszku, którą TO używa się do deserów! Moje ulubione donuty są właśnie z zieloną polewą z matchy. Wątek powróci gdy pojawią się dzieci i będziemy myśleć CO za DESER można z taką sproszkowaną zieloną herbatą zrobić?

<><>

Wrzucam Wam listę medycznych muzeów. Link powtórzę w podsumowaniu wakacji, żeby też MI było łatwiej znaleźć. Kilka mamy już odwiedzonych… Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie (chociaż powinniśmy byli odwiedzić również osławione Charite), Muzeum Medycyny w Białymstoku, a nawet Apteka w Muzeum Nafty w Bóbrce pasują do tematu! Do zwiedzania takich placówek przydaje się książka Pobudzeni, która teoretycznie jest o hormonach, ale dużo tam o rozwoju medycyny. Źle się ją czytało, ale tak nasiąknęłam informacjami, które w niej były, że odbiór medycznych placówek sprzed stu czy dwustu lat jest zupełnie inny!

<><>

Poszłam z Bibs na spacer… Z naprzeciwka szła babeczka, którą znam i ona ma psa podobnego do Bibi, choć mniejszego i bardziej „skundlonego”. Btw. Zawsze mam problem, czym w nim się tu zachwycić. Jakby nie było psy się znają i lubią, więc z daleka spuściłyśmy je ze smyczy, by do siebie biegły. Potem doszłyśmy do siebie i my, i zaczęłyśmy gadać. Ona:

  • Ale, ta Biba urosła! Ona jest o połowę od niego większa!
  • Kajmakowi widzę to nie przeszkadza… Jemu natomiast pięknie się błyszczy sierść. On jest wyczesywany?
  • Nie. Ja go NIE wyczesuję. Jestem złą matką. Ale on pochodzi z rozbitej rodziny i gdy spędza czas ze swoim drugim rodzicem, który jest taki dokładny, to tamten może go wyczesywać.
  • Ojej, ileż to przeżyć w życiu takiego małego pieska! Opieka naprzemienna!
  • Tak. Ja nawet na niego alimenty dostaję. 200 złotych miesięcznie.
  • Niesamowite! Zawsze wiedziałam, że nie umiem się ustawić 🙂
  • A ja umiem 🙂 Były mąż płaci na syna, a ex na psa.

Zabawne, nie? I w gruncie rzeczy bardzo pozytywne! Opowiadałam to Łucji i ona się śmiała, że to trudno uwierzyć, że o psie rozmawiałyśmy!