Truskawki na obiad i na kolację. Z makaronem (1), ze śmietaną (2).

Mamy na osiedlu dużo dzieci. Te najbardziej widoczne to przedział wiekowy 3-6. Młodsze są jeszcze w wózkach, starsze już siedzą w telefonach, albo spotykają się z kumplami gdzieś dalej. Patrzyłam jak krążyły te starsze od moich dzieci, potem na moje, no a teraz jest kolejna ekipa. Chłopców jest mniej i oni zawsze gdzieś tam w rogu osiedla (przy płocie), knują jakiś plan. Za to panny robią pętlę za pętlą na rowerach, głaskają snujące się koty i łażą zagadując do dorosłych. Zaczęły też wyprowadzać Bibi. NIE liczę tego do regularnych psich spacerów, ale jak przyłażą z pytaniem: Czy mogą wyprowadzić psa?, to daję. To nie jest PEŁNY spacer z sikaniem, ale bardziej kilkuminutowe przeciąganie jej na smyczy. Bibi zresztą to uwielbia i szczeka pod drzwiami, gdy one już do nas idą. Bibi w ich oczach jest najpiękniejsza, podobnie jak Miaustra, co do której żywiły wielkie nadzieje, że może będzie miała małe kotki (niemożliwe). Ale czasem mnie te dziewczynki zastrzelą… Przyszły wczoraj (ich jest trzy) i ta najstarsza (6) mówi:

  • My już jesteśmy po kolacji. Dziś miałyśmy pyszną kolację! Leniwe. Mniam!
  • My też już jesteśmy po kolacji. U nas były truskawki ze śmietaną.
  • Truskawki na kolację? To chyba na podwieczorek? – a widząc moją zdruzgotaną minę, szybko dodała – No ale w sumie to taka LEKKA kolacja.

Ja tu byłam taka dumna, że ogarnęłam na minimum kolację, ale widzę, że inne matki są jednak lepsze z organizacją 🙂

Robimy ciasto i jedziemy do dziadków. U nas hitem wśród ciast są przepisy, które bierzemy z opakowań budyniów. Te przepisy dołączane do czegoś ZAWSZE wychodzą. Robiliśmy już dwa razy straciatellę (pycha), a teraz porwiemy się na kajmakową kostkę. Ja rano z psem pobiegałam, więc mogę! I u dziadków zostaje dwójka dzieci, a ja wracam do domu z Lilką. Panna jutro ma urodziny, więc jak ją wyprawię to po tę dwójkę wrócę!

Budynie, Miaustra śpiąca na oknie na strychu (KOT z dołu!) oraz zapakowany już na jutro prezent!

You’re Monday morning, I’m Friday Night

-napis z mojej dzisiejszej koszulki-> lubię koszulki z sinsey-a, bo są niewiarygodnie tanie, mają dobrą długość rękawka, a ja tę część garderoby konkretnie zużywam. Na ogół mają napis i zawsze dłuższą chwilę myślę, czy to nie będzie żenada. Zawsze JEST, ale w sumie kto by się tym przejmował? W sumie gorzej by było gdyby pisało na nich: Versace. Btw. była też koszulka z napisem : „Jestem Grażyną” i chyba sobie taką sprawię. Jak będą przyjeżdżali z olx-a po odbiór gratów to będę miała co nałożyć 🙂

Poszłam dzisiaj rano z Bibs na spacer. Szłyśmy polami i skręciłyśmy w zboża, gdzie czasem nam śmigają lisy. Idziemy i ja widzę, że w trawie wystaje męską głowa… Idę więc dalej i widzę, że to młody gość, z GOŁYM torsem i zamkniętymi oczami… Idę bez lęku, w końcu mam obronnego psa, który już kiedyś zaatakował ekshibicjonistę skacząc mu na interes 😀 Po prostu psa (WTEDY) uznała, że to zabawne, zresztą nie nawykła do nagich mężczyzn. Ale TEN dziś rano on był za przystojny na ekshibicjonistę (tu chętnych do oglądania nie sądzę by brakowało)… Idę wiec dalej, a on siedzi po turecku. Jogin! Zaczęłam więc biec, żeby szybko go minąć, by Bibi go NIE ruszała, ale PSA postanowiła go UMYĆ! Gość zaczął się śmiać, a już kawałek odbiegłam, więc tylko odkrzyknęłam, że PIES NIC nie zrobi i że przepraszam, ale to było trochę nieoczekiwane! 😀 Także stay-tune: nagi mężczyzna w polu maków może uprawiać jogę!

A potem pojechaliśmy z Mieszkiem na bubble tea. Mieliśmy zabrać jego kumpla, ale on już na jeziorem, razem z dziadkami, więc namówiłam młodego na wyprawę TYLKO ze mną! Ja oczywiście w SPECJALNEJ koszulce…

Czekali, już gotowi w przedpokoju. Na plecach mieli plecaki – brzemię dzieci, których rodzice się rozwiedli.

-„Lontano”, już Wam polecałam, bo to dobra książka!

Też tak macie, że jak coś przełożycie, to ten NOWY termin okazuje się, dużo gorszy? I że jak właściwie jak z czymś się NIE wyrabiamy to lepiej wywalić z grafiku? BEZ tego punktu? Wypadła mi siłownia we wtorek, bo fryzjer. Przełożyłam zajęcia na dziś, a dziś rano Mieszko z Lilką mieli pianino. Ja pojechałam na siłownię, a dzieci dotarły na zajęcia same. Na rowerach. No i w drodze powrotnej złapał ich deszcz!

Zbliża nam się koniec roku szkolnego! Dziś w jednej z klas mam zebranie on-line, ale wygląda na to, że świadectwa dzieci będą odbierać w PIĄTEK, w wyznaczonych godzinach. Każdy ma przyjść w maseczce i z własnym długopisem. Opowiadałam wczoraj Lutce, że jak byłam mała to zawsze śpiewała mi na 1-go września: Żeby tak do szkoły po prostu można było iść oraz to drugie, czyli: Ćwierkają wróbelki od samego rana/ Ćwir, ćwir. Dokąd idziesz Justysiu kochana? (w oryginale była chyba Marysia, ale babcia to zmieniała). I nienawidziłam jej (tej mojej mamy) WTEDY. A teraz mamy taki dziwny okres, że Mieszko, raz po raz, mi się skarży, że on już NIE chce takich dni jakie MAMY i on by chciał do SZKOŁY!!!! A my tu jeszcze musimy zmęczyć wakacje! Mam tylko nadzieję, że od września będzie już jednak nauka przebiegać normalnie.

<><>

Mieszko zadręcza nas żarcikami z tik-toka. Albo absurdalnymi pytaniami, też sądzę stamtąd… Żadna z nas nie doceniała… Ale oto spotkał się z kolegą i zapytał go:

  • Dlaczego ziemia nazywa się ZIEMIA, choć składa się w 70 % z wody?
  • Bo rosną na niej ziemniaki!

I obaj się długo z tego śmiali 🙂

<><>

Pokaże Wam również mojego ukochanego kloszarda. Dziś wrócił, tym razem w nastroju: jestem udomowiony. DAŁ się wziąć na ręce, postawić na stół w kuchni i spoić śmietanką. Na szyi ma bardzo krótką sierść, bo tam nie miał skóry i dopiero odrasta. Jest więc trochę… niesymetryczny. Ale i tak jest pięknym kotem o duszy wielkiego wojownika!

Rzuć i podaj!

Łucja zadręcza się co założy na rozpoczęcie w roku w LICEUM. Przypomnijmy, że jest w klasie siódmej 😉 Ale jechaliśmy DZIŚ autem i wszędzie szli ci ośmioklasiści. Bardzo fajnie zresztą poubierani. Szły np. takie trzy dziewczyny w luźnych spodniach za kolana i białych wąskich koszulach. I każda miała założony fluo błękitny krawat. Wyglądały świetnie. Tak też powiedziałam Łucji. Przygotujemy trzy stroje na egzaminy w klasach ósmych, a do liceum założy jeden z zestawów. Panna uważnie śledzi TEŻ pytania egzaminacyjne. Wczoraj pytała mnie o Telimenę, bo ona jeszcze nie miała Pana Tadeusza. No więc coś tam jej o niej powiedziałam. Wspomniałam o XIII księdze, gdzie jest więcej o ich relacji i nieco odbiegając od tematu, o Mr.Robinson – jako układzie. który w przyrodzie się zdarza (choć trwały nigdy nie jest). Nie wiemy także, czy „ukochany” Łucji był Team Telimana, czy Team Przemówienie?? Drama, pełna 😀

A jechaliśmy dziś nad WODĘ! Zajęć w szkołach nie ma, pogoda piękna, więc zrobiliśmy sobie wycieczkę. Było super światło, razem z nami na plaży było kilka ekip fotograficznych, no ale postaraliśmy rozłożyć od wszystkich na tyle daleko, żeby Bibi nie porywała im rekwizytów! Mamy własne psie fetysze, jak PATYKI!

Tak, wiem, że JEST strasznie chudy :/ Ekipę foto z ekranem widzicie?

El Jardín de Bronce

Odkryłam fajny serial (TEN z góry). W recenzji z netu było, że nie tylko Szwedzi potrafią robić kryminały. Produkcja argentyńska, a po tym, jak „Genialna Przyjaciółka” doskonale przypomniała mój włoski, miałam ochotę odświeżyć mój hiszpański. Pierwszy odcinek nie był obiecujący, bo strasznie irytowała mnie jedna z bohaterek, ale ginie zaraz na początku, a akcja robi się coraz lepsza. Są oczywiście motywy karteli, których zawsze pełno w filmach z Ameryki Południowej, ale przede wszystkim pojawia się pewien nietypowy surrealizm, którego próżno szukać w produkcjach amerykańskich.

I byłam u fryzjera! Trochę było z tym zamieszania, bo gdy spojrzałam na kartkę, na której zapisywałam sobie godzinę miałam na niej dwa słowa: moje nazwisko i słowo strzyżenie :DD Czyli rozmawiając z fryzjerką zsynchronizowałam się tak bardzo, że zapisałam to co ona. Tyle, że ona wpisywała do kalendarza z godzinami, a ja na świstku papieru. Dzwoniłam więc wczoraj późno wieczorem, żeby się dopytać NA którą mam być! Miałam z włosami problem, bo zniszczyłam je złym szamponem. Nie ma tych kosmetyków, które znałam i ostatnio ciągle z czymś eksperymentowałam. Doszłam do wniosku, że trzeba je odżywić i kupiłam coś (z obklejającymi włosy olejkami) i stała się katastrofa. Powinnam była po pierwszym użyciu przeznaczyć go do sekcji mycia auta, ale w tym pandemicznym trybie zero-waste absolutnie wszystkiego zużyłam specyfik do końca… Mam jednak super fryzjerkę, która dziś z tym wszystkim walczyła i jest doskonale :))

Relax cd. Nieopatrznie weszłam wczoraj na Teamsa Lilki i odkryłam kolejne zaległości. Puff… Dawno temu myślałam, że zdecyduję się z nią na nauczanie domowe. Gdy miała iść do szkoły i nie wiadomo było czy będzie się umiał z socjalizować z rówieśnikami… No więc, z NIĄ nauczanie domowe by nie wypaliło. Ten narastający materiał ją przerasta. I mnie zresztą też!

włosy, serial i Bibs

Prekursorzy

Chwilowo laba w lekcjach. Jutro ruszają egzaminy klas ósmych, więc za wiele się nie dzieje. Przechlapane mają Ci ośmioklasiści… I na dodatek nowa matura, o której tegoroczni maturzyści mówią, że jest NIE do zdania obejmie po RAZ pierwszy właśnie tegorocznych ośmioklasistów. Duże uff, że Łucja NIE poszła do szkoły wcześniej!

Nowy tydzień. W czwartek dzieci mają pianino. Będą miały w tym roku szkolnym jeszcze dwie lekcje. Zajęcia były przerwane w marcu, ja miałam na koncie GOK-u nadpłatę na te, które się NIE odbyły i placówka w ten sposób chce to wyrównać. Bardzo dobrze! W planach fryzjer (ze mną), a w przyszłym tygodniu może z Lilką. Dziś byłam na rowerowej przejażdżce z Mieszkiem i jego kolegą. Pojechaliśmy do stony na lody, a potem na plac zabaw. Ach, no i w nocy pojawił się Klarens. Wystawiłam kubełek po serniku (takim wymieszanym ze śmietanką, cukrem pudrem i odrobiną likieru cytrynowego) i słyszę, że się ktoś tłucze. Myślałam, że to jeże, bo one wchodzą to tego kubełka jak chomiki i nim idą, a to był KLARENS! Kocura nie było dwa tygodnie, ale wygląda dobrze. Już myślałam, że go jakiś lis zjadł, bo rudzielców u nas sporo, ale oto mój kot wrócił. Oczy mu się błyszczą, futerko bez wielkich ran, lecz postanowił (ZNOWU) zostać dzikim kotem i NIE dał mi się nawet pogłaskać. Cóż, jak go obiją, to tradycyjnie zmieni zdanie.

Wkleję Wam ogórkowego sucharka. Co jedliście na śniadanie? U nas były grzanki, ale tylko dlatego, że nie ma żadnych chrupek i musli. „A wiecie, że twórcą tej potrawy był szwajcarski lekarz żyjący na przełomie XIX i XX wieku? Szwajcar Maximilian Oskar Bircher-Benner po ukończeniu studiów medycznych w Zurychu otworzył własną klinikę, gdzie wprowadził bardzo nowatorskie jak na owe czasy metody terapii chorych. Bircher-Benner opracował dietę o znacznym udziale surowych warzyw i owoców. Jego pacjenci musieli uczestniczyć w treningach fizycznych, pracach ogrodniczych i kłaść się spać o 21. Był prawdziwym prekursorem zdrowego stylu życia” 🙂

<><>

I serduszko. To kolorowe zrobił syn znajomego ze swoją mamą. I zaczęliśmy towarzyską wymianę klockowych serc. Ja mam inne. Moje dostałam od Mieszka. Mieszko zrobił dla Lili na urodziny, a potem mi na Dzień Matki. Ma też przygotowane dla Łucji, na JEJ urodziny 😉

Do góry te kwiatki!

krzyknęłam do biegacza na polu. Gość wracał z porannego treningu już idąc, ale za to z wielkim naręczem maków. Pięknym, zakładam, że dla żony. Ja za to szłam z naprzeciwka z biegnącą obok BIBI. Odkrzyknął, „czy lubi ich zapach?!” Więc ja odkrzyknęłam, że MOŻE ZJEŚĆ! Więc uniósł kwiaty nad głowę i w tej pozycji się minęliśmy 😀

Niewiarygodnie dużo rzeczy zrobiłam w ten weekend! Wszystko co sobie zaplanowałam, plus porządki na biurkach dzieciaków, pranie plecaków a także mycie na mokro dywanu, bo gdy sobie tak pięknie poustawiałam kwiaty to doszłam do wniosku, że mój dywan jest nieświeży. Spryskałam róże czymś na mszyce i przejrzałam nawet kubełki ze skarbami, które stały na pianinie (kluczyki, woreczek z rozdartymi koralami – nawleczone oraz rozdysponowałam też w odpowiednich miejscach znalezione tam pisma urzędowe i monety). Skosiłam trawę, włożyłam Lilce pod poduszka prezent (bo wczoraj u dziadków wykręciłam jej ruszającego się mlecznego kła) i podjechałam do drogerii, bo w tych kubełkach znalazłam przedpłaconą kartę, którą Łucja dostała rok temu na urodziny. Karta ciągle jest ważna i jest na niej jeszcze 30 pln, więc w poniedziałek podskoczymy by ją zużyć, zanim znowu zginie. Znalazłam też mój voucher do innego sklepu kosmetycznego, który też jest o dziwo ważny, więc przejrzałam wizasa, co tam warto jeszcze mieć. Żeby nie osiadać na laurach sukcesu minionych dni, zaraz jeszcze wyjdę do auta i posprzątam w środku! Tak minimalnie, bo w końcu dziś niedziela. Żeby sierść, błoto i zapomniane plastikowe rękawiczki wygarnąć spod siedzeń!

Mam dla Was obrazek. Bardzo mi się spodobał. ON przyniósł syrenę do domu… W domu, jak widać, dzieci, kot i ŻONA. Gdzie ją trzymać? Jak ją karmić? Ona tam nie pasuje: jest rybą, a w domu jest kot! Syn patrzy z podziwem, że kiedyś też przyniesie syrenę, a dziewczynka się boi, że coś się zmieni. Nieważne. On przyniósł SYRENĘ. Uratował ją! 😀

<><>

Wrzucę Wam fragment wymiany komunikacyjnej z dziećmi. Wpierw napisał do mnie Mieszko:

A oto jak odpisała Łucja:

Odbyłam jeszcze rozmowę z Lilianą, która mi wyjaśniła, że ŻADNYCH czipsów NIGDY nie było i że Łucja po prostu wkręciła Mieszka, tak samo jak wkręciła go wcześniej, że da mu coś jak przyniesie jej wodę. Bo ona LEŻY przed telewizorem i ogląda SERIAL. :DDD Ależ przechlapane być najmłodszym!

Wind of change w upale

Odkryłam jaki jest plus noszenia maseczek… Można bezkarnie pójść do sklepu w krótkich spodenkach! HA! Bez obawy, że ktoś Cię rozpozna! A do sklepu poszłam po akcesoria do łazienki. Ja wiem, że możecie być zdumieni, moim podnieceniem kubełkiem za 17 pln, ale zmiany to jest coś co NIE przychodzi mi automatycznie. Muszę sobie to zaplanować, bo nie umiem naturalnie dojść do wniosku, że „potrzebuję NOWE ręczniki”. Albo że „coś do czegoś nie pasuje”. U mnie w domu takim motorem zmian jest mama i ani ja, ani mój brat NIE mamy TAKIEJ cechy… W moim małżeństwie taki dar miał Diabli (i on widzi, że zamiast „iść w koszyczki” powinnam wymienić umywalkę na zabudowaną oraz zlikwidować „starożytną” nogę) i tę cechę ma po nim Łucja. W okresach gdy nic nie dochodziło musiał przynajmniej przesuwać meble, żeby była jakaś zmiana -> Łucja nieustannie chce przemalowywać swój pokój (był malowany chyba rok temu!), dodawać jakieś listwy świecące, przyklejać lustra albo wstawiać toaletki. Męczące to, ale w sumie przymiot rzadszy niż częstszy i cieszę się, że taką cechę MA!

Before&After. I ja NA KRÓTKO!

<>

Drugi ważny, poranny news, to wybrałam się na parkruna! Oficjalnie, spotkania odwołane są do końca czerwca, LECZ odbywają się NIELEGALNE zgrupowania. Byłyśmy z Bibs 10 minut przed czasem i prawie nikogo nie było… Psa była niepocieszona, choć w sumie dobrze, bo kondycję mam po tych 3_miesiącach_BEZ_biegania tra-gi-czną! Żeby nie móc przebiec 5 km ciągiem?? Przerwy, kiedy przechodziłam do marszu miałam chyba cztery… Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że gorąco i że Bibs się nawet położyła w rowie z wodą i że RÓWNIEŻ ledwo dała radę, ale FAKT jest TAKI, że się jednak zastałam…

Laba

Wywiozłam dzieci do dziadków! Razem z pakietem ubranek do niedzieli, dostali serniczki, bo to nasze seryjne letnie ciasto. W lodówce są dwa kubełki twarogu w zapasie i co kilka dni robię kolejne. Bo są np. takie egzemplarze jak Łucja, których budulec ciała to owoce i ciasta… Jutro do nich pojadę, z kolejnym ciasteczkiem (tym razem zrobię takie z przepisu na budyniu, bo te przepisy dołączane do produktów zawsze wychodzą), a na razie mam czas wolny! Chciałam pójść do fryzjera, ale udało mi się zapisać dopiero na wtorek, więc pewnie zabiorę się za ogródek. Skoszę trawę, przewietrzę psie legowisko i podwiążę kilka krzewów. Przez te burzo-tornada wszystko jest poprzewracane… Btw. od dziadków przywiozłam naręcze piwonii bo w nocy im wszystkie połamało. Lutka ma zastawione wszystkie wazony, więc i mi się dostało do domu! 😀

Panny chcą, żebym przejrzała letnie buty i tworzę już siatę tych ZA małych, do przekazania DALEJ. Mizernie wyglądają letnie kolekcje w sklepach, ale jak za tydzień ruszą wyprzedaże, to będę wiedziała któremu co kupić. Chciałabym też wynaleźć sobie nowy serial i przejrzeć strony wydawnictw, bo skoro mam chwilę czasu, to powrzucam do schowka mojej księgarni kolejne propozycje…

I na dodatek mówią tam o vansach w biało-czarną kratkę, a one są TERAZ najmodniejsze!

-Łucja zachwycająca się „Zamiecią”. Zapytałam się czy vansy w tej książce to plecaki i oburzyła się, że to przecież o butach.

Obejrzałam wczoraj pewną konferencję o fotografii na komórkach. Możliwości, a przede wszystkim narzędzia do obróbki. Zdobyłam listę apek, no i te bezpłatne zaczęłam testować… Zachwycona poszłam do Lilki i prowadzę cały ten wywód, puentując:

  • Z tego wszystkiego spodobały mi się dwie. Snapseed i VSCO CAM. Pokażę Ci co ten Snapseed potrafi. Zobacz jakie czadowe retro filtry…
  • To wszystko potrafi PicsArt. To są klisze, tu są ramki… Mamo, czy Ty myślisz, że mnie czymś zaskoczysz? Ja ZNAM wszystkie ważne apki do zdjęć i filmów. Zobacz Vinkle.

I mnie zakasowała! Nie wiem jakim cudem ta panna, która takie rzeczy łapie w lot nie mogła zrobić prezentacji o ssakach na biologię?? Miała by o stopień wyższą oceną z każdego przedmiotu z którego można było coś takiego zrobić, ale ona NIE zrobiła. Za to Vinkle jest extra. Na szybko zmontowałyśmy filmik ze zdjęć jakie miałam w aparacie i wyszło niesamowicie (znacie te zdjęcia – były, chodzi o efekt). Wybierasz zdjęcia i apka sama to mixuje!

Za to z Mieszkiem zrobiliśmy smoka z płyty CD. Zwierzę mogło być dowolne, a płytę użyliśmy z Teletubisiami zakładając, że tego NIE będziemy oglądać. Smoka Mieszko nazwał SYTY SMOK STEFAN. Bo chciał, żeby wszystko było na S (pokłosie tych zabawek o imieniu na tą samą literę co gatunek: Nietoperz Nikodem, Borsuk Bartek, Dzięcioł Dominik, itd). Miał problem z sytością, bo chciał, żeby zaznaczyć, że jest gruby, więc mu podpowiedziałam słowo SYTY. I przez chwilę myślałam, że jesteśmy na zero z lekcjami, ale odpaliłam teamsa Lilki i widzę, że z muzyki mamy do odsłuchania kilka koncertów, a z historii filmy o Bonaparte i walce o niepodległość na Ukrainie. Powiedźcie mi jaki ma sens w szóstej klasie mieszać tak różne tematy??? Mogłabym odesłać info, że obejrzane, ale chciałabym by RZECZYWIŚCIE to obejrzała! Wystarczy, że przyłapałam Łucję, że jak ma do obejrzenia film i napisanie recenzji to szuka w necie recenzję i robi recenzję recenzji. Matury na Podlasiu to mały pikuś przy jej talencie do upraszczania… Możemy zresztą tam ruszyć, bo mamy 😀 profesjonalny ODBIJACZ radaru policyjnego:

<>><<>

A to w ogóle to dziś Boże Ciało! Piękne, obsypane kwiatami święto! W planie z lutego DZIŚ mieliśmy ruszyć na Śląsk, eksplorować kopalnie, a Śląska to chyba w ogóle w tym roku nie odwiedzimy. W planie z maja mieliśmy z dziadkami wyskoczyć gdzieś na jeden dzień… No ale prognozy burzowe i chociaż koniec końców jest tak parno, że nie da się oddychać wycieczki nie zaryzykowaliśmy.