Cisza wyborcza

Dwa razy podchodziłam… Rano z Mieszkiem podczas spaceru z psem (była kolejka i chociaż Bibi mogła zaczekać z młodym, to i tak nie miałam maseczki i długopisu), a drugi raz przed chwilą. Bardzo to pozytywne, że tyle ludzi w lokalach wyborczych – jednak niezależnie od wyników warto być częścią społeczeństwa obywatelskiego 🙂

Warto też pójść, bo drugich takich (z tymi pandemicznymi zabezpieczeniami) już nie będzie! Przynajmniej mam taką nadzieję. Długopis wzięłam Łucji, z Muzeum Pergamonu. Tworzymy w końcu historię! No i tradycyjnie na wybory pognałam na hulajnodze! Ona się już lada moment rozpadnie, ale miałam lenia i nie chciało mi się na piechotę iść!

Karta wyborcza – na zdjęciu jeszcze NIE zakreślona! 😀

<><>

Tną komary. Jak za godzinę, dwie trochę mocniej podeschnie ziemia w ogródku (mam doły wykopane przez Bibi, które są teraz wypełnione wodą) będę kosiła. Tnące paskudztwa w tej wysokiej trawie lęgną się na potęgę. Patelnia. Prawie 30 stopni, a do ogródka wyjść nie można, przez to bzyczenie…