Mamy na osiedlu dużo dzieci. Te najbardziej widoczne to przedział wiekowy 3-6. Młodsze są jeszcze w wózkach, starsze już siedzą w telefonach, albo spotykają się z kumplami gdzieś dalej. Patrzyłam jak krążyły te starsze od moich dzieci, potem na moje, no a teraz jest kolejna ekipa. Chłopców jest mniej i oni zawsze gdzieś tam w rogu osiedla (przy płocie), knują jakiś plan. Za to panny robią pętlę za pętlą na rowerach, głaskają snujące się koty i łażą zagadując do dorosłych. Zaczęły też wyprowadzać Bibi. NIE liczę tego do regularnych psich spacerów, ale jak przyłażą z pytaniem: Czy mogą wyprowadzić psa?, to daję. To nie jest PEŁNY spacer z sikaniem, ale bardziej kilkuminutowe przeciąganie jej na smyczy. Bibi zresztą to uwielbia i szczeka pod drzwiami, gdy one już do nas idą. Bibi w ich oczach jest najpiękniejsza, podobnie jak Miaustra, co do której żywiły wielkie nadzieje, że może będzie miała małe kotki (niemożliwe). Ale czasem mnie te dziewczynki zastrzelą… Przyszły wczoraj (ich jest trzy) i ta najstarsza (6) mówi:
- My już jesteśmy po kolacji. Dziś miałyśmy pyszną kolację! Leniwe. Mniam!
- My też już jesteśmy po kolacji. U nas były truskawki ze śmietaną.
- Truskawki na kolację? To chyba na podwieczorek? – a widząc moją zdruzgotaną minę, szybko dodała – No ale w sumie to taka LEKKA kolacja.
Ja tu byłam taka dumna, że ogarnęłam na minimum kolację, ale widzę, że inne matki są jednak lepsze z organizacją 🙂
Robimy ciasto i jedziemy do dziadków. U nas hitem wśród ciast są przepisy, które bierzemy z opakowań budyniów. Te przepisy dołączane do czegoś ZAWSZE wychodzą. Robiliśmy już dwa razy straciatellę (pycha), a teraz porwiemy się na kajmakową kostkę. Ja rano z psem pobiegałam, więc mogę! I u dziadków zostaje dwójka dzieci, a ja wracam do domu z Lilką. Panna jutro ma urodziny, więc jak ją wyprawię to po tę dwójkę wrócę!

