El Jardín de Bronce

Odkryłam fajny serial (TEN z góry). W recenzji z netu było, że nie tylko Szwedzi potrafią robić kryminały. Produkcja argentyńska, a po tym, jak „Genialna Przyjaciółka” doskonale przypomniała mój włoski, miałam ochotę odświeżyć mój hiszpański. Pierwszy odcinek nie był obiecujący, bo strasznie irytowała mnie jedna z bohaterek, ale ginie zaraz na początku, a akcja robi się coraz lepsza. Są oczywiście motywy karteli, których zawsze pełno w filmach z Ameryki Południowej, ale przede wszystkim pojawia się pewien nietypowy surrealizm, którego próżno szukać w produkcjach amerykańskich.

I byłam u fryzjera! Trochę było z tym zamieszania, bo gdy spojrzałam na kartkę, na której zapisywałam sobie godzinę miałam na niej dwa słowa: moje nazwisko i słowo strzyżenie :DD Czyli rozmawiając z fryzjerką zsynchronizowałam się tak bardzo, że zapisałam to co ona. Tyle, że ona wpisywała do kalendarza z godzinami, a ja na świstku papieru. Dzwoniłam więc wczoraj późno wieczorem, żeby się dopytać NA którą mam być! Miałam z włosami problem, bo zniszczyłam je złym szamponem. Nie ma tych kosmetyków, które znałam i ostatnio ciągle z czymś eksperymentowałam. Doszłam do wniosku, że trzeba je odżywić i kupiłam coś (z obklejającymi włosy olejkami) i stała się katastrofa. Powinnam była po pierwszym użyciu przeznaczyć go do sekcji mycia auta, ale w tym pandemicznym trybie zero-waste absolutnie wszystkiego zużyłam specyfik do końca… Mam jednak super fryzjerkę, która dziś z tym wszystkim walczyła i jest doskonale :))

Relax cd. Nieopatrznie weszłam wczoraj na Teamsa Lilki i odkryłam kolejne zaległości. Puff… Dawno temu myślałam, że zdecyduję się z nią na nauczanie domowe. Gdy miała iść do szkoły i nie wiadomo było czy będzie się umiał z socjalizować z rówieśnikami… No więc, z NIĄ nauczanie domowe by nie wypaliło. Ten narastający materiał ją przerasta. I mnie zresztą też!

włosy, serial i Bibs