Zdemaskowana…

Siedzieliśmy przy tym niedzielnym stole i rozmawialiśmy sobie na różne lekkie tematy.

  • Jak zbierałam te kwiaty, to zastanawiałam się czy nie dołożyć maków. Ale potem pomyślałam, że taki papieski monolit jest ładny. Poza tym pamiętałam, mamuś, że lubisz kaczeńce.
  • To nie są kaczeńce.
  • Sprawdzałam w Internecie! Rosły koło wody! I są żółte!!!
  • To może jakieś zmutowane? Są bardzo ładne. A kolory ładne, chociaż zawsze mi się przypomina, że ten felietonista Iwaszkiewicz, śmiał się, że takie kolory ma Gudzowaty w łazienkach dla służby.
  • Takie kolory to barwy Ukrainy – wtrącił Krzycho.
  • Albo kampanii Hołowni – dodała Lutka.
  • Ikea- rzuciła Lilka
  • Ale niesamowite!- zachwyciłam się– My tu flagi, łazienki, a ona sklep! Mieszko, a Tobie z czym się kojarzy to połączenie kolorów?
  • Z niebem. Albo domami. Gdy są żółte i mają takie prawie niebieskie dachy.
  • Grafitowe.

Było więc tak miło i sympatycznie, a potem zbierałyśmy z Lutką naczynia i rozmawiałyśmy o różnych innych sprawach. No i babcia powiedziała:

  • Matka zna własne dziecko. Czy Ty myślisz, że ja nie wiem co Ty zrobisz? Albo Marcin?

No i strasznie mnie tym zirytowała… Poskarżyłam się potem Łucji w aucie:

  • Rozumiesz, Łuczku?? Uważam, że to prawidłowo, że ja znam Ciebie na wylot i potrafię przewidzieć Twój każdy ruch, ale to że MOJA mama mnie zna, to mi nie pasuje! Przecież ja jestem nieprzewidywalna. I nikt mnie nie ma prawa rozgryźć!
  • Aha.

<><>

Poniedziałek. To cały czas dzień największej napinki. Łucja walczy o tą średnią i postanowiła pofarbować włosy (a miałam czystą łazienkę). Znowu zawaliłam jakąś urzędową sprawę, a Lilka nabawiła się zapalenia spojówek (kolejna z alergią). Chciałam się dostać na wizytę do pediatry, ale okazało się, że są tylko teleporady. Lekarz do mnie oddzwonił i jutro na recepcji przychodni będą na mnie czekać recepty. Powiem Wam, ze to straszna bzdura, bo ja zawsze jestem słaba w tych pytaniach o STAN. Swędzi czy bardziej piecze?. Czy w którymś miejscu mocniej czy słabiej? Czy łzawią? Czy jest katar? Nienawidzę tego, bo zawsze człowiek myśli: no tak, w sumie tak. Albo: Nie potrafię powiedzieć. To tak jak ktoś się pyta: Nie czułaś, że jechałaś na flaku? No nie czułam!… Grrrr…

Za to zaczęły się matury. Łucja mówiła, że o 23-ciej na tik-toku wszyscy puszczali „10 godzin do maturki”. I panna się dziwiła, CZEMU nie śpią? A przecież to emocje takie, że jak tu spać?? 🙂