Coś jakby nowy tydzień

Zaczynamy kolejny poniedziałek! Dziś rano pojechałam do piekarni z Mieszkiem, bo się wczoraj rozmarzył, że chciałby drożdżówkę. I że ZAWSZE zazdrościł kolegom, którzy mają w szkole drożdżówki. Więc pojechał ze mną, żeby wybrać! Z Młodym jest akurat awaria, bo spuchło mu dziąsło. Skarżył się od kilku dni, ale zwaliłam to na karb wyrastającego zęba. Zgubiliśmy ostatnio kawałek mleczaka i tak to połączyłam. Niemniej jednak rano do sypialni wszedł wyglądając jak człowiek-słoń, z policzkiem spuchniętym jak bania. Myślałam nawet, że coś ma w ustach, ale niestety nie. Dentystę już namierzyliśmy, takiego co nas przyjmie i najprawdopodobniej będzie antybiotyk. Buuu…

Za to gdy jechaliśmy sobie po te drożdżówy to rozmawialiśmy o tym, że aż nie chce się wierzyć, że jeszcze nawet miesiąc NIE minął. Ten stan zawieszenia i ograniczeń wydaje się być od zawsze. Na początku nawet myślałam, co będzie jak się skończy, jak to odświętować, ale teraz już wydaje mi się, że to nie będzie takie oczywiste jak koniec wojny i wow bawmy się! Dzieciaki powielają szkolne plotki, że we wrześniu szkoła zacznie się od drugiego semestru. Rzeczywiście za czymś takim optowała np. Dorota Zawadzka (super niania) i ma to sens. Zapomnieć o tej szkole teraz, bo to jest nie do ogarnięcia czy ocenienia i powtórzyć wszystko. Program i tak jest przeładowany, wiec nawet jeśli coś na zapas przerobią, to może solidniej. Łucja miała dziś matematykę on-line i na żadnym kompie konferenecja się nie odpaliła. Ale za to zaskoczyła na komórce. I dobrze!

  • Wiesz mamo, tak mi głupio, bo zanim ten wirus się zaczął to Cię oszukałam.
  • Nie szkodzi Łuczku.
  • Nie chciałam pójść do szkoły i zrobiłam sobie makijaż, żeby źle wyglądać i jak mnie zobaczyłaś to powiedziałaś, że niezdrowo wyglądam.
  • Ale poszłaś?
  • Tak, w końcu tak. Ale Ciebie oszukałam.

Widzicie jaka spryciara? Co tam ściema na wysoką temperaturę nabijaną na kaloryferze! Można sobie zrobić makijaż chorobowy 😉

<><>

Poranek. Dzisiejszy. Za oknem sypie śnieżek, zimno, a na moim łóżku pole bitwy. W nogach Bibson, pod/nad kołdrą Miaustra. Kocica do mnie NIGDY nie przychodziła, za to teraz czasem rano zagląda, żeby podnieść psu ciśnienie 😉 Na pierwszym zdjęciu kot jest NA MNIE, a pies się oblizuje. Na drugim zdjęciu ręka w paszczy Bibi należy do Lili, a kot leży POD kołdrą OBOK mnie! 😀