- Mamo, wbił mi się CIERŃ w nogę!!!
- Łucja, to nie Izrael, to żaden cierń, a zwykła jeżyna.
Był nam potrzebny spacer… Nawet więźniowie wychodzą na spacerniak, by się przewietrzyć! A my, żeby znaleźć pusty las, do którego można wejść, połączony na dodatek z parkiem krajobrazowym musieliśmy KAWAŁEK jechać. Ale było warto, bo powietrze było TAKIE, że zmuliło nas zaraz gdy otworzyliśmy drzwi auta. I nikogo nie spotkaliśmy! Dwie godziny łażenia i nawet w oddali, czy za płotem, nikt się nie pojawił.
U nas w sklepach jest już wdrożony system zwiększonego bezpieczeństwa. W sklepie może być określona ilość osób, więc stoi się w kolejce na zewnątrz w dużych odstępach. Wpuszcza ochraniarz, dostajesz wysterylizowany wózek, lecz zanim go dotkniesz musisz umyć ręce środkiem dezynfekującym i nałożyć rękawiczki (wszystko przy wejściu). W środku przez głośniki leci zepętlony komunikat o zachowaniu odległości, a przed kasami są krzyżyki, które pokazują w jakich miejscach masz stanąć. Wczorajsza wyprawa po oliwę do Stony, zamiast 30 minut zajęła mi przez to półtorej godziny. Procedura jest w każdym okolicznym sklepie. A gdy tam pojechaliśmy, to tam, po drodze wszystko działa normalnie. Ludzie wchodzą, pchają wózki, trzymają się na odległość, ale zagadują do siebie. Może dlatego, że tam bez przypadków pozytywnych, a u nas w powiecie już są?
Nie sądziłam, że podczas jednego spaceru można się tak oderwać od tego wszystkiego. Głowa jest czysta, a myśli są odstresowane!





Tutaj Lilka na pniu, a NIŻEJ nasz KOŃ w susie przez ten PIEŃ!!! 😀






<><>
- Mamo, mogę sobie zrobić napój na drogę?
- Pewno, Łucz. Lemoniadę?
- Nie Sussy Water. Potrzebuję świeży ogórek, imbir, tarkę do imbiru i cytrynę. I wodę mineralną.
- Dodaj jeszcze sól i cukier. To wyjdzie taki izotonik.
- Ale że sól????
- Tak. Sól to URATUJE.
I rzeczywiście uratowała. Pite dużymi łykami, po takim spacerze nie było najgorsze 😉
