Mówią, żeby jednak się dotleniać, więc pojechaliśmy w plener. Siedząc z gugiel mapą wynalazłam jakiś porzucony poligon i wydał nam się dobry. Zabraliśmy tylko z nami Bibkę oraz dziadka i ruszyliśmy! Było pusto. Trafiliśmy na jakąś parę z dwójką synów. I to akurat było zabawne, bo ci chłopcy biegali po tych porzuconych powojskowych atrapach w pistoletami na wodę. Ale mieli nalaną nie WODĘ, lecz płyn dezynfekujący 🙂 Znak czasów??
Btw. Powiem Wam, że człowiek bez żadnej dyscypliny to ma jednak LENIA… Gdy dzieciaki wyjeżdżają na wakacje to mam jednak łatwiej, bo też sobie poplanuję, ale podczepiam się pod inne grupy i jakoś to działa. A tu chciałam poćwiczyć, bo wszyscy trenerzy robią teraz treningi online, ale SAMEJ, w domu, zwyczajnie mi się nie chce… Muszę się jednak sprężyć, bo mówią, że ta szkolna laba, to będzie aż do Wielkanocy!!! Mamy pierwszy przypadek w gminie (napięcie rośnie), czyli warto się jakoś odstresować. Jutro dzień w domu. Odrabiamy lekcje, których jest sporo!









