–to nie moje słowo, Łucja twierdzi, że tak TO już w necie nazywają
Rano miałam spotkanie. Przedłużyło się, a gdy wyszłam i jechałam szybką windą wyciągnęłam z torebki komórkę. Morze esemesów i powiadomień… O Bosze – powiedziałam do kuriera, który wsiadł ze mną- Zamknęli szkoły!!!
Podjechałam do sklepu, bo potrzebowałam kolendrę. Wymyśliłam, że podjadę to takiej hurtowni, bo tam zawsze pusto, kupię tę kolendrę i może kiełki i gnam do domu. NIE było wózków. Nie było miejsc na parkingu. Weszłam i pytam takiej babki przy wejściu, czy mogę bez wózka, ona powiedziała, że tak jeśli pomieszczę w rękach to co kupię. Tak zakładałam, więc weszłam dalej. Szał przed Bożym Narodzeniem to mały pikuś przy tym co zobaczyłam… Mijały mnie wózki z kilogramami mąk i cukru, a już na wejściu straszyły puste półki, w miejscach gdzie kiedyś BYŁ papier toaletowy (podobno nigdzie już nie ma, podobnie jak środków na mole, bo ludzie je kupują, żeby im się nie zepsuła ŻYWNOŚĆ, która gromadzą???). Za to koniec świata będzie na wesoło, bo wiele osób brało również szampana… Odstawiłam tę kolendrę na półkę i wyszłam. Podeszłam znowu do tej babki przy wejściu, gdzie się wyrabiało karty i pytam:
- Czy otrzymali Państwo informację, że sklepy będą zamknięte?
- Nie.
- Czy dostawy do sklepu będą przerwane?
- Nie mamy takiej informacji.
- TO dlaczego jest TYLE ludzi?
- Tak wygląda PANIKA.
Szkolenia Łucji z dziś i jutra odwołali, komunikator mi stale pika powiadomieniami o kolejnych przełożonych wydarzeniach (kasują nawet biegi z maja, a jak przekładają to dopiero na październik), a dzieci będę mieć w domu co najmniej przez dwa tygodnie. Mieszko jeszcze jutro idzie, bo będą zajęcia na świetlicy, ale panny już mają labę. Co my będziemy robić? Może do jakiegoś lasu na spacer pojedziemy??
<><>
Rekreacyjnie wrzucę Wam moje kwiaty, bo są piękne. Podgryza je Miaustra, bo ona była tym kotem niewychodzącym i nie może się nauczyć, żeby skubać trawę i woli kwiatki. A może też jej się podobają? Ten wielki pierzasty bukiet to od dziadka dla córki i wnuczek. Gładkie różowe mam od braciszka, żonkile sprawiłam sobie sama, a Łucja przyniosła ze szkoły tulipana. W klasie Lilki dawali róże, ale jej w poniedziałek nie było, więc w ramach rekompensaty dostała czekoladę!




