- Mamo, a skąd miałaś chińskie zupki?
- W sensie, gdzie je kupowałam, Mieszko? Są w każdym sklepie.
- A ile kosztują?
- Chcesz sobie kupić? Są tanie. Poniżej dwóch złotych.
- To JESZCZE tyle mam!
Dochodzę do wniosku, że mężczyźni rodzą się z umiejętnością do rozmachu. Lilka sumiennie zbiera do skarbonki pod łóżkiem. Doczekać się nie może aż będzie mieć 13 lat i otworzę jej rachunek w banku i wtedy WSZYSCY przestaną jej cichaczem podbierać… Łucja TEŻ zbiera. Na deskorolkę. Idzie jej słabo, bo ona ma częste wyprawy do kawiarni i maka z koleżankami. Za to Mieszko kieszonkowe od dziadka wydaje na pniu. Po szkole idzie do żabki/czy czegoś w tym stylu i kupuje sobie CZIPSY. Albo coś innego. Codziennie dopóki nie wytrzepie do końca tego co dostał. A wczoraj widziałam brata jego kolegi. Lilka go kojarzy, bo on jest w równoległej do niej, szóstej klasie. I otóż jechał na skate park ze świeżo kupionym szampanem. Za nim gnał kumpel na drugiej deskorolce z kolejną butelką. Robiłyśmy taką pętlę, więc widziałyśmy jak dojechali na ten skate-park, wbiegli na rampę i po uprzednim potrząsaniu otwierali. Finały formuły! 🙂
<>
Na fali szukania jedzenia przekopałam się przez informację CO teraz, na przedwiośniu JEŚĆ. W sensie na CO jest sezon! Pisałam już Wam o batatach, są też kiełki (u nas wygrywają takie na ciepło z patelni oraz surowe słonecznika, które dzieciaki biorą do szkoły) i kapuściaste. One akurat mają szczyt sezonu. Ostatnio cała ekipa zjadła na obiad brukselkę, a ja przypomniałam sobie o pak-choi-u. Z cebul polecam szalotkę… Od przyszłego tygodnia mają być na rynku już ogórki 😀
<>
Temat wirusa zdominował wszystko. Dzieci żyją, tym zamkną szkoły czy nie, a ja mam nadzieje, że do końca tygodnia będą JEDNAK czynne. Na insta mnożą się posty z hasztagiem kaszel, albo okrzykami: It’s korona time. Spotted koronowirus jest ciekawy, a wszystkie nastolatki wrzucają na swoje profile selfie w maseczkach. Pannę niżej znacie!

