NASZ dzień!

Ósmy marca, to od zawsze, była Manifa. Właściwie nie od zawsze, lecz od 9 lat, bo pierwszy raz poszłam z Mieszkiem. Takim jeszcze małym bobasem w chuście. I potem co roku… Ale w tym roku NIE chciało mi się iść. Rok temu miałam dużo wątpliwości, że marsz kobiet jako idea babskiej siły, albo hołd dla tego co wywalczyły KOBIETY – TAK!, ale jako walka z mężczyznami i opresją NIE… Może gdybym szła w jakiejś neutralnej grupie to było by łatwiej? Ale zawsze podczepiam się pod skrajne aktywistki i nie umiem skandować o ucisku. Ja, jako JA, go nie czuję. Mało tego uważam, że kobiety są w każdym zawodzie, a są profesje (np.artystyczne), gdzie biały, heteroseksualny mężczyzna jest z góry skazany na porażkę 🙂 Wiele lat temu zaczęłam obserwować Iwonę Blecharczyk, która zdobyła tytuł miss i została kierowcą Tir-a. Jeździ na całym świecie, z wielkimi ładunkami, podobnie jak inne kobiety, ale co ciekawsze jest w tej chwili najbardziej rozpoznawalnym tirowcem. W zawodzie kojarzącym się z mężczyznami ona jest osobą, która walczy o ich prawa. Kobieta w świecie mężczyzn, która walczy o ich pensje, kolejność rozładunku, dostęp do toalet i bezpieczeństwo. No więc Manifa w tym roku nam odpadła! Wymyśliłam spacer po miejscach gdzie palono czarownice i naznaczano kurtyzany i wykład o kobietach islamu w świecie technologii. To drugie ciekawiło mnie bardzo, bo uważam, że Bliski Wschód jest bardzo technologiczny. Na wyprawie do Rzymu kobiety w hadżibach były jedynym, spośród tych które widziałam, które płaciły blikiem i smartwach-ami.

I?? I rano okazało się, że Lila musi zrobić Mieszkowi lekcję angielskiego (foto niżej), Łucja musi pouczyć się na sprawdzian i zrobić wianki na drzwi (dla nas powstał fioletowy, dla dziadków wiosenne KROPLE wody). Od przyszłego tygodnia panna najstarsza będzie też dawać Mieszkowi korki z polskiego. Nie są mu jakoś specjalnie potrzebne, ale ona chce, podręczniki uzupełniające do tego przedmiotu mamy, więc może z nim pracować! W żadne z zaplanowanych atrakcji więc nie pojechaliśmy… Pojechaliśmy za to na obiad do dziadków!. Dostałyśmy od dziadka (my, dziewczyny) piękne tulipany, ale pokażę Wam je jutro! 🙂

<>

Marcowy manifest!

Mówię to co roku, więc powtórzę raz jeszcze: FAJNIE jest być kobietą. Niezmiennie jestem upojona ogromem możliwości jakie daje nam nasze ciało. Korzystajmy z niego! Cudownie jest być matką, ale nie musimy nią być. Chimeryczność i zmienność cyklów i hormonów sprawia, że każdy dzień zaczynamy z innymi możliwościami. Zmieniamy się. Lata przynoszą nowe umiejętności i reakcje. Mamy wspaniałe i nieprzewidywalne umysły. Mamy cudowną dedukcję i niezrównaną intuicję (tysiące lat doświadczeń). Mamy coś co niektórzy nazywają pamięcią ciała, albo pamięcią pokoleń. Po prostu wiemy. Lutka kiedyś rozmawiała z koleżanką i ta powiedziała: Och jakbym chciała mieć znowu 18 lat! A mama odpowiedziała: A ja nigdy w życiu! Jaki człowiek był wtedy głupi! 🙂 Rozejrzyjmy się wokół i dostrzeżmy, jak dużo mamy. Tu i teraz!