Z okazji Dnia Kobiet dostałam zaproszenie na strzelnicę. Ale nie TAKĄ na godziny dla lamusów, lecz do strzeleckiej sekcji dużego klubu sportowego na prawdziwe zawody strzeleckie! I powiedziano mi, że jeśli jeśli będę mieć jeszcze dwie dziewczyny, to zmontuję drużynę. Lecz nikomu nie pasowało… Ktoś tam wyjeżdżał, ktoś miał inne plany i odpisałam znajomej, która mnie na listę zawodników wciągnęła, że chyba będę sama i czy jest szansa, żeby dołączyć mnie do innej drużyny? A ona mi odpisała, żebym wzięła córki!
No i to była już inna rozmowa! Schody się zrobiły DZIŚ rano, podczas szykowania, kiedy Łucja się zaparła, że ona NIE pójdzie na strzelnicę. I nie, bo nie Czasu było mało, siłowanie nie miało sensu, więc pojechałam TYLKO z Lilką. Na miejscu dorzucili nam inną dziewczynę, która była ŚWIETNA (a była sama, bo przyjechała tylko z małą córeczką). W klasyfikacji drużynowej zdobyłyśmy więc czwarte miejsce! A Lilka zdobyła czwarte miejsce wśród dzieci! I to są dwa super wyniki, choć za czwarte miejsca nie było pucharów… Mamy za to dyplomy, Lilka ma medal i OBIE potrafimy już strzelać! Miałyśmy cudownego instruktora, który trzymał Lilce dość ciężki pistolet (lufę) przez całe zawody. Strzelałyśmy z broni pneumatycznej, impreza trwała pięć godzin, po drodze wyrwałyśmy dużą babską ekipą do indyjskiej knajpy na placki naan i mango lassi 🙂 Na kolejne zawody mam nadzieję zabierzemy już Łucję!


