Spotkanie to początek rozstania

-japońskie przysłowie

Widziałam się z weekend z dziadkami i miałam burzliwą dyskusję z Krzychem o książkach. Dziadek upolował na pchlim targu ostatnią, brakującą mu książkę z serii o Tomku Szklarskim i był bardzo z tego dumny. No i okej – to jest cenne dla niego, LECZ nie są to koniecznie książki, którymi zachwyci się NOWE pokolenie (co nie znaczy, ze NIE sięgną po „Przygody Tomka” w wieku dorosłym). Pomijając język i styl niestrawialny dla dzisiejszych nastolatków, rodzaj podróżowania jakie uprawiał bohater jest w tej chwili potępiany. Nawet infantylna Nela jest mniej szkodliwa, bo nie wchodzi się w obcą kulturę z potrzebą zmieniania jej. Robi się wszystko, żeby wpływ turystyki na resztki pierwotnych cywilizacji był jak najmniejszy. Na fali różnic i tego, że kolejne pokolenie jest inne niż było dziadka, czy moje przeszliśmy do „Szatana z VII klasy”. BO dziadek nie może przeboleć, że Lila do NIE chce TEGO czytać. I też się spięliśmy, że ja uważam, że ta książką nie pokazuje niczego oprócz tego, że uczniowie zawsze czuli się bardziej cool niż nauczyciele. I że jak stara instytucja szkoły, tak stare są metody uczniowskiego prześlizgnięcia się przez naukę oraz, że film „Genialna przyjaciółka” zdecydowanie więcej mówi o latach ’50 i ’60 niż ocenzurowane książki, którymi w ramach lektur męczone jest kolejne pokolenie. W filmie pokazane jest np. że edukacja była NIE oczywista i że były dzieci, które chciały się uczyć i nie było im to dane!. Że szkołę uważano za wymysł. Ale tutaj linią obrony dziadka było to, że inteligentny Polak powinien sięgać po literaturę wcześniejszych pokoleń i próbować ją zrozumieć (w kontekście tego, że język w „Szatanie” jest dla Lilki archaiczny i niezrozumiały). Itd, itd… Dogadać się oczywiście NIE dogadaliśmy 😀

Książki na luty to naprawdę mini-porcja. Dzieci mają co czytać, za to JA na ferie, do pociągu, zabrałam kilka książek i znowu jestem na zero. W ramiach książkowej wymianki zamieniłam się z jedną biegową znajomą: „Dziewczynę w Konbini” ->na poradnik o japońskiej sztuce szczęścia (ta osoba to akurat miłośniczka kultury japońskiej). Schowek w wirtualnej księgarni mi pęka w szwach, ale zamawiać więcej będę w marcu! Na ZAJĄCZKA!

„Pobudzeni” to książka o hormonach, którą wszyscy teraz czytają, a „Fabryka Lalek” to wiktoriański thriller.