Zbliża nam się do końca Karnawał, Lutka we wtorek robi ostatkowe przyjęcie dla znajomych (ziemniaki i śledzie), czas więc na skruchę i popiół… Przyznam się Wam do jednej przygody. Rok temu, na wiosnę. No bo się przydarzyła. Akcja, akcja i oto zmierzamy po schodach, w stronę mojej sypialni. Po drodze mijamy MEDALE. A to był ten typ spostrzegawczy.
- Ile masz medali!
- Kilka. Ja wiem czy dużo? – bo rzeczywiście w świecie moich biegowych znajomych kolekcje są zdecydowanie WIĘKSZE.
- Nie no, jednak sporo.
I ponieważ widzę, że jakiś problem z tymi medalami to szybko dodałam:
- Weź olej te medale! Przecież to za udział. Wszyscy dostają!
Ale było za późno. Tak się tymi medalami spiął, że było po zabawie i na tym etapie zakończyła się ta dobrze zapowiadająca znajomość…
<>
ABY więc przybić moją samotność kolejnym gwoździem, zdobyłam NASTĘPNY medal!
Bieg Miłośników Lasu, to impreza, której staram się nie przegapiać 🙂 Wcześnie rano, gdy wyszłam na spacer z Bibką był grad, lecz gdy dotarłam na miejsce startu to już nie siąpiło, a przynajmniej nie w trybie ciągłym. W lesie, mam na ogół słabe wyniki -> to wynika z ukształtowania terenu, wąskiego gardła na starcie i pierwszym kilometrze, kiedy właściwie się truchta, a nie biegnie, no ale kolejne 5 kilometrów pokonane!

Mam też dla Was life-hacka. Spadła Wam kiedyś kiełbaska do ogniska? Na pewno! A jednocześnie jak nacinacie to staracie się by jak najwięcej tych nacięć zrobić i jak najgłębiej, bo ten opieczony środek jest najlepszy, nie? No więc, pokażę Wam, jak leśnicy nacinają kiełbaski. Musicie spojrzeć na środek ogniska i tam widać jak gość to zrobił. Nacina krańce – takiego robi kwiatka, a w nienacięty środek wbija kijek. Genialne!

