14 lutego!

Miałam w głowie dla Was Walentynkowego sucharka… Niestety nie pamiętam, czego dotyczył, więc przywołam go w innym momencie. Wrzucę natomiast DWIE Walentynkowe przypowieści. Oraz zdjęcie Lilki z jednym z wielkich misiów, które porozstawiane są po całym Berlinie.

Pierwsza to Bibek… Jak wiecie, na czas naszego wyjazdu wylądowała u dziadków. Moim zdaniem było już po cieczce, dziadki mają duży solidnie ogrodzony ogród, więc wydawało mi się, że będzie to łatwe. No więc NIE. Psy z całej okolicy krążyły wzdłuż płotu, a jeden (największy) zrobił podkop :/ Lutka w porę się zorientowała, do niczego nie doszło – a podkop zasypano. Dziś byłam z nią u weta, cieczki już na 100% nie ma, ale czy rzeczywiście do czegoś doszło- czy nie, dowiemy się za czas jakiś. Nie będziemy się tym na razie martwić.

Druga historia dotyczy Berlina. Gdy w dniu wyjazdu do domu dotarliśmy na dworzec, wrzuciliśmy plecaki do schowka na godziny i włóczyliśmy się po dworcu… Zjedliśmy pizzę w niezłej pizzerii w pobliżu dworca i zajrzeliśmy do drogerii na R. Co ciekawe, wszędzie wiszą billbordy, że mają 3000 sklepów w Europie i moim zdaniem co najmniej 1000 jest w Polsce. Przy kolorówce była nieduża grupka dziewczyn z Polski, która WIEDZIAŁA co kupować – stanęłam obok i podsłuchiwałam, a dzieciaki się rozlazły. Po chwili przylazła CZERWONA Łucja.

  • Co się stało słońce?
  • Fuj. Para dziadków, starsza od babci i dziadka wybiera prezerwatywy.
  • Wiesz, Łucja, tym wieku, to już nie chodzi o antykoncepcję, tylko o zabawę.

Zajrzałam za regał jak też ci ZEPSUCI niemieccy emeryci wyglądają… Rzeczywiście byli starsi od moich rodziców. On był wielki i wyciszony, ona miała mocny makijaż i czapkę w stylu s/m. Byli CUDOWNI. Nie wiem czy to był taki spontan na Walentynki (tam nikt tego nie obchodził!), czy oni tak regularnie (?), ale TEGO Wam życzę! Żeby nam się zawsze chciało! 😀

Miasto z niedźwiedziem?

Odkryciem 2019 roku było dla nas podróżowanie koleją. Pociągi są eko, są szybkie, bezpieczne i wygodne. No i są tanie. Dworce w przeciwieństwie do lotnisk są w centrach miast, na nogi masz miejsca więcej niż w każdym innym środku transportu, a do celu docierasz szybciej niż autem. Każdy kto podróżował z dzieckiem zna to koszmarne pytanie „Daleko jeszcze?”, które pada już pod przysłowiowym blokiem. Kolejne to: Co mamy do jedzenia, oraz CZY mamy COŚ jeszcze do jedzenia? W pociągu dzieciom łatwo się przemieszczać, no i zawsze można wygonić do Warsu. Nasz bilet do Berlina kosztował 29 euro w jedną stronę. UWAGA: Była to cena dla jednej osoby dorosłej i trójki dzieci.- > CENA za wszystkich NAS. Z powrotem zapłaciłam dokładnie tyle samo, bo była to cena regularna. Bez żadnych zniżek czy kart lojalnościowych. Tak tanio jeszcze nie podróżowaliśmy! No i dojechaliśmy tam w pięć godzin. Wow!!!

WARTO tam pojechać z dziećmi BO: Jak wiadomo z Indiany Jones 😉 podczas drugiej Wojny Światowej faszyści zgromadzili w swoich zbiorach absolutnie wszystko oprócz Arki Przymierza. A muzea w Berlinie są często dla dzieci bezpłatne!!! I jeszcze: na jedną Kartę Berlinen Pass dla osoby dorosłej może podróżować bezpłatnie trójka dzieci! Karta obejmuje CAŁĄ komunikację miejską i spory pakiet zniżek (w tym na zakupy w sklepie Ritter Sport).

Super wycieczka i niezależnie od tego, kiedy byliście ostatnio w BERLINIE polecam!!! To jest miasto fantastyczne, no i dla nas do powtórki absolutnej. Mieliśmy zaklepane wejściówki do Reichstagu, ale odpuściliśmy, bo wymyśliłam WEJŚCIE TAM na poranek po przyjeździe, a poranek po przyjeździe to ja z Łucją poszłyśmy na zakupy spożywcze… Więc chociażby tam musimy JESZCZE zajrzeć. Mam też ochotę na Muzeum Stassi, Muzeum Terroru, Panoramę Berlina w latach ’80 i Dungeon Berlin czyli podróż przez mroczny Berlin.

Tym razem były klasyki. Brama Branderburska, Muzeum DDR, Pergamon wraz z Panoromą (wpadła nam przypadkowo i zachwyciła Łucję), Checkpoint Charlie, East Side Gallery i Muzeum Historii Naturalnej. Weszliśmy też do Katedry i obeszliśmy większość znanych placów. Naszym typem jest jednak Wschodni Berlin, ale o tym napiszę kiedy indziej.

Jedzeniowo też było świetnie. Jedliśmy pizze porównywalną z włoską, dzieciaki złamały się na kebaba (tzn. pita z mięsem bez sosów i warzyw, a Łucja pita z frytkami), ja posilałam się w wegańskiej knajpie (tłumacząc im, że nie ma nic lepszego niż brak ograniczeń w żywieniu :), no i odkryliśmy nowe doskonałe napoje. Pijaliśmy tam coś co się nazywa Ginger Booster i jest gorącym napojem z imbirem oraz gorący sok jabłkowy z kawałkami jabłek. Obie rzeczy bardzo nam smakowały!

Wrzucam więc kilka fotek i pochwalę się tylko Łucją. Poruszanie się po Berlinie jest proste. Absolutnie doskonała jest miejska komunikacja. Na przystankach tramwajowych są wyświetlacze, kiedy będzie kolejny i autentycznie co 2 minuty jest kolejny. Naszym pilotem była Łucja. Ona ma takie wyczucie nawigatora, że jest to niesamowite. Patrzyła na mapę i wiedziała czym mamy jechać. Wchodziliśmy do metra i ona wiedziała w którą stronę jechać i ile przystanków. Wychodziliśmy na powierzchnię i ona wiedziała z której strony mamy wyjść, żeby trafić na konkretny przystanek. Uważam, że radzę sobie w nowych miastach, ale jej do pięt nie dorastam 🙂

Brama, brama, brama
Pergamon
A to już Panorama, czyli rzeczywiście panorama mitycznego Pergamonu, którą można podziwiać z czterech piętr wieży
Muzeum DDR! Ależ to był hit!
To ja oglądam sportowe ciuszki z NRD 😉
A tu Lilka Wam prezentuje domową kosmetyczkę
Oraz socjalistyczne przedszkole…
Za to Mieszko stoi w kolejce po KAPUSTĘ…
Te misie to symbol Berlina i one były wszędzie! 🙂
MUR – East Side Gallery. Tam nas trochę wywiało
TO takie ujęcie, jakie sobie wszyscy robią. Uścisk ponad podziałami
Słupek graniczny
Checkpoint Charlie. Mieszko miał pozować, ale akurat wyjechał wóz na sygnale i go to zajęło.
US Army Chackpoint
Pinsa z tym napisem też sobie kupiłam!
I to już królestwo czekolady -> po co tam dotarliśmy dowiecie się w MARCU! 😀
Budynek Opery
I muzeum Historii Naturalnej
Dotarliśmy tam PO TE lornetki. To jest niezłe. Nakierowujesz ją na któryś szkielet i widzisz animację jak szkielet wypełniają wnętrzności, potem mięśnie i skóra. I jak to zwierzę biegnie w swoim świecie.
No i WRACAMY!!!