Czy to z powodu histerii coronawirusem, czy z powodu ogólnego sezonu grypowego, frekwencja w szkole jest mizerna. U Łucji i wczoraj, i dzisiaj była dziewiątka dzieci, ale to i tak sporo bo w jednej pierwszej klasie jest od początku tygodniu trójka dziennie… I Mieszko mi zaczął smarkać. Ferie coraz bliżej, a on z glutem! Wczoraj miał nie iść, ale rano zadzwoniła wychowawczyni, że mają występ i Mieszko ma ważną rolę i czy może przyjść przynajmniej na przedstawienie. Puściłam go nawet wcześniej i na cały dzień, bo stał w drzwiach, że on MUSI iść, bo próba. Ale dziś już miał labę i zabrałam go na wycieczkę! Zabieram dziewczyny czasem, należało się więc i jemu. Gdzieś – gdzie on BARDZO chciał pójść, a panny umiarkowanie (inna sprawa, że bilety nie były tanie, a na tygodniu jest niższa taryfa…)
Wybraliśmy się więc oglądać klocki! Te klocki. KLOCKI. Co można z nich zbudować, jak wyglądają wszystkie możliwe serie i że WCALE nie mamy tak dużo klocków w domu 😀 I podobało mu się. Przy niektórych ekspozycjach stał całkiem długo, chociaż MNIE ten klockowy świat trochę nużył!







