Face-off/face-on

Jak przygotowywaliśmy salę na pasowanie zdziwiło mnie, dlaczego co roku DEKORACJE robi się na nowo. Panie wycinają litery, rodzice robią ołówki, a kolejne roczniki rodziców przechodzą burze mózgów jak uatrakcyjnić ten dzień. Wszystko fajnie, ale JA akcesoria imprezowe przechowuję. Wychodzi tego karton na każdą okazję, ale gdy zbliża się taki taki Halloween, to wiem, że gdzieś tam w wielkim, chyba wiśniowym, pudle mam rzeczy, które się przydadzą.

Dzisiaj byliśmy na zajęciach o MASKACH. I zrobiliśmy cztery maski, które do Halloweenowych gadżetów dołączą 🙂

Maski to taki element kultur głównie azjatyckich. Wykorzystywane przez szamanów miały wzbudzać strach i zachwyt. Symbolizowały twarze bogów, duchów, demonów i mitycznych bohaterów, „ożywianych” poprzez rytuały. Musieliśmy nauczyć się odróżniać indonezyjskie od lańkańskich, albo indyjskie od gwinejskich 🙂 Super wypadł Mieszko, który był bardzo aktywny i okazało się, że ma dużą wiedzę. Gdy rozmawialiśmy o tym do czego służy, która maska i była maska przeciwgazowa, Mieszko się zgłosił i powiedział, że ją zakłada się gdy jest niezdrowe powietrze. Ubawił mnie też gdy mówiliśmy o tym, jakie współczesne zawody noszą maski i dzieci podawały chirurga, aktora, kosmetyczkę, naukowca (Lilka), a Mieszko powiedział: ZŁODZIEJ 🙂

Ach, no i w jakich filmach były maski? Dla nas to głównie produkcje Marvela. Ant-man, Spiderman, ale też Biedronka i Czarny Kot. No i oczywiście Czarna Pantera. Jeśli jeszcze nie oglądaliście to obowiązkowo. Koniec słaby, cliffhanger po napisach też, ale całość świetna.

Selfiaczki w damskiej toalecie 🙂

<><>

Lilka uczy się do historii. Powtarza cały dział. Od Egiptu, przez Mezopotamię, Indie, Chiny, itd. Pytam się jej:

  • Judaizm. Jaki to rodzaj religii?
  • Monotejzing.
  • Monoteizm.
  • To powiedziałam.
  • Nie do końca. A Indie?
  • Politejzing.

Żeby było śmieszniej, pisze prawidłowo. Btw. chaos czyta jako czaos. :DD

One szukają kogoś takiego jak Ty. Takich jak ja mają w domu.

Uwodziciel, 2017, Dania, z cyklu dopopołudniowe prasowanie. Mi się film podobał!

 

Pasowany! Przejęty, galowy i witający gości. Tych ról miał zresztą więcej i spisał się na medal! Zgrzyt wyszedł ze strojem, bo maławych białych koszul się już pozbyłam i jedyne biało to było kusawe polo. Za krótkie na brzuchu i na ramionach :/ Odkryłam to wczoraj wieczorem… Na szczęście znalazły się ładne spodnie 🙂 Ach, no i ja tradycyjnie się podczas takich uroczystości wzruszam. „My jesteśmy pierwsza B-e, z nami nie zadziera się!” 🙂

<><>

Łucja wróciła do domu z KOLEJNYM marzeniem:

  • Mamo, a Kaja ma toaletkę.
  • Ja też mam.
  • Ale ONA ma.
  • Wiem, wiem. Ale u Was w pokoju NIE ma miejsca.
  • A gdyby wywalić szafkę? Ona ma taki pokój jak TY sypialnię.
  • Bo to mój dom i mam prawo do NAJWIĘKSZEGO pokoju. 🙂 Poza tym ja załatwiłam Ci przystojnego ojca. Widziałaś ojca Kai?
  • Tak.
  • Wolałabyś?
  • No, nie 🙂

Dwie doby przed ciszą wyborczą

Przez te wybory przeżywam nieustanne rozczarowania łudząc się, że po miesiącu przerwy, odwiedził nas w końcu listonosz… Przebolałabym te ulotki z bonusami urodzinowymi, które zawsze schodzą pod koniec września, ale czekam na jakieś mini paczuszki ze słuchawkami dla dziewczyn i boję się, że tradycyjnie nie przyjdą :/ A iluzję pełnej skrzynki robią ulotki wyborcze. Okazuje się, że kandyduje również inkasent od wody (nie będę na niego kandydować, bo nie ma wykształcenia wyższego i za najważniejsze uważa nowe boisko do piłki nożnej i bogatszy program dla seniorów) oraz mama jednej koleżanki Łucji. Wszędzie ci kandydaci albo agitujący. A! W kwestii wyborów, bardzo podoba mi się ta akcja, żeby po wyborach banery oddać do schronisk. Bo to bardzo dobry materiał, odporny na wilgoć i wiatr. Można nim wyłożyć klatki i osłonić budy. Brzmi logicznie.

Dzieci się wyborami specjalnie nie przejmują, bo one żyją już Halloween. Dziewczyny się ustawiają z koleżankami na wspólne domokrążstwo, Mieszko robi listę gości, więc nawet JA zaczęłam myśleć o stroju… Lilka ma urodziny kolegi w weekend i prezent też będzie związany z Halloween 🙂 Mieszko nawet nie myśli o jutrzejszym pasowaniu, chociaż ja zostałam wrobiona w dekorowanie sali i fotografowanie imprezy. Baa, nawet sądziłam, że ja tam NIE muszę iść, bo w tych godzinach mam akurat siłownię, ale Łucja mnie bardzo za takie podejście zbeształa.

<>

Mam dla Was fotkę z południowego Sachalina. Obchody Dnia Miasta w ubiegłą niedzielę. To na stolikach, to NIE jest porzeczka! Tam się TAK radni starają! Ja też chcę na taką wyżerkę… Skoczyłabym na ten stół! 🙂

Siła, masa, moc, kiełbasa

Podobno dzieci najwięcej mówią przed snem. Jak są wykąpane, spacyfikowane w piżamki i półmrok. Od Mieszka wczoraj usłyszałam historię jak rok temu na Zielonej Szkole urządzili imprezę i wpuszczali do pokoju „tylko z przekąskami”, a od Liliany jak wykopywały z Mają warzywo. Wracały ze szkoły przez pole i trafiły na COŚ czego nie znają. Poszły więc na plac zabaw po plastikowe łopatki i wróciły na miejsce znaleziska…

Ma Lila pewien problem. Otóż na w-fie przy grach zespołowych zawsze jest wybierana JAKO ostatnia :/ Trudno się dziwić bo takie słabe chuchra zawsze tak mają. Ja TEŻ tak miałam. I tłumaczę jej, że wynik jest ważniejszy później. Wygrywa ten, kto dłużej utrzyma sprawność, a nie ten kto miał ją wcześniej. I że na to wybieranie trzeba patrzeć jak na lekcję wzmocnienia. Psychicznego. To, że ją NIE wybierają uczy dystansu i uodparnia na porażki. Widocznie innym nie pisana jest wielkość 🙂 I chyba, w takim doraźnym trybie, przekonałam 🙂

Łucja natomiast zaczęła chodzić na kółko przyrodnicze. Super!

<><>

Liliana odrabia biologię. Ja z lapem leżę na jej łóżku.

  • Mamo, a co daje woda?
  • Nawadnia.
  • A białka?
  • Budują masę… Czekaj! Sprawdź w podręczniku jak oni to nazwali.

Weszła na to Łucja:

  • Siła, masa, moc, kiełbasa.

I tę mądrość tak Wam tu, pod wieczór zostawię :)

październik

Aaaale dobre rzeczy można kupić na rynku jesienią! Łucja stale zamawia kiszona kapustę. Kupuję u tego samego gościa w kółko i dziś przede mną były dwie babki, które mówiły, że on ma najlepszą 🙂 Zawsze dochodzą też nasze ulubione ziemniaki, które dzieci czasami zamawiają jako danie SOLO 🙂 Dziś nie brałam jabłek, mam za to truskawki. Te, które owocują 2 x do roku. Tydzień temu w Bałtowie na krzakach były jeżyny, a u dziadków stale dojrzewa jakaś kolejna gałązka z malinami. Łucją z którą zakupy konsultowałam on-line powiedziała, że MAM schować i NIKT ma NIC nie jeść, zanim ona nie wróci ze szkoły.

<>

Rozmawiam z Lilką o kolegach Mieszka. Mówię:

  • Wszyscy mali chłopcy są podobni. I na ogół się dogadują.
  • Rafał nie jest podobny.
  • No tak. On jest irytujący.
  • A Mieszko mówi do niego Rafaella.

🙂 Lilę to bawi bo jej rafaello kojarzy się z kokosową kulką. A mnie to rozśmiesza bo to wielki chłopiec jest, a taka ksywa to mi się z jakąś draq queen. Btw. Na pasowaniu na ucznia Mieszko będzie witał ze sceny zgromadzonych gości. I ćwiczy w domu: Serdecznie witamy uczniów, rodziców, panią dyrektor, zastępcę dyrektora i pania Wójcik. Więc poprawiłam, że chyba panią WÓJT :))

taki właśnie jest poniedziałek

Weekendy bez dzieci mają jeden NADRZĘDNY cel. Sprzątanie. Dwa tygodnie temu mnie nie było, więc kumulacja kurzu i paproszków była potężna! Zaraz jak w piątek kidsy ruszyły zaczęłam ogarniać. Ustawiłam tornistry pod ścianą i zdałam sobie sprawę, że NIE ma jednego. Łucji… Panna w piątki ma po szkole wypady z koleżankami. Jeżdżą autobusami na lody, albo do Mac-a. W planach mają wyprawę do kina i galerii handlowej. Raz nie mogły znaleźć przystanku to odpaliły sobie w komórkach nawigację 🙂 I znalazły ten przystanek. Napisałam do niej:

  • Proszę powiedz, że zostawiłaś tornister w szkolnej szafce, a nie zgubiłaś na wyprawie z dziewczynami.

Odpisała:

  • Tak.

???

  • Mogę rano odprowadzić Lilę i przynieść Ci tornister.
  • To świetny pomysł.

Taka jest kombinatorka!!! Od razu tak założyła, że ponieważ ma na drugą zmianę, to rano ja jej go doniosę 🙂

<>

I byłam rano w banku. Miałam aż trzy sprawy do załatwienia, więc nie mogłam JUŻ tego odwlekać. Plus okazało się, że mój token (wszyscy chcą mi go zabrać, żebym przeszła na sms-kody) nie obsługuje mojego kredytu. I to też chciałam załatwić. Poszłam więc do mojego ulubionego pilota:

  • Czy dałem już moją wizytówkę?
  • Dałem. I nawet jak sobie wklepałam numer to odkryłam, że oboje mamy whats-upa.
  • Nic nie dostałem!!
  • Bo nic nie wysyłam.

I wyszłam z banku i zanim wróciłam do domu miałam aż cztery filmiki do obejrzenia na whats upie :))

I dzień drugi, w podobnym stylu

Ruszyłam rano spod domu i coś mi drapało dach… Myślę sobie, że to jakieś gałęzie od sąsiadów i jak odjadę to przestanie… Ale patrzę też, że mam niedomknięte drzwi. Zatrzymałam, wysiadłam, a na dachu Miaustra !!!?? Dobrze, że te drzwi były któreś źle zamknięte, bo ona się bała zeskoczyć, chociaż ja wolno jechałam!

Dziś kolejna piąteczka. Bieg był dla miłośników lasu i to trzeci bieg organizowany przez nadleśnictwa, w którym wzięłam udział. Byłam ze znajomą i ona była w szoku ile ja tam osób znam. Spotkałam znajomą z siłowni, której powiedziałam: Beatka, czy Ty nie możesz biegać piątek? Tylko te maratony 🙂 Ale mi odpowiedziała, że pobiegnie swoje 10 i potem jeszcze moje pięć 😉 Spotkałam gościa, którego poznałam kiedyś na szkoleniu dla nauczycieli, a biega ze swoją 12-letnią  córką, potem znajomą z parkrunów, która biega z psem i gościa z targu, który jest rolnikiem i kupuję u niego kiszoną kapustę. Na końcu nadziałam się nawet senseja Mieszka :0 Więc powiedziałam tej mojej znajomej, że to MOJE AKWARIUM. Ona jak wchodzi na te biznesowe sympozja i konferencje to wszystkich tam zna :)a ja znam wszystkich tych co gdzieś mi sportowo mignęli :))

Ciekawostka: Był niesamowity koleś z ptakami. Ta sowa, którą trzyma to puszczyk syberyjski (czy jakoś tak). Jedyna w Polsce. On trzyma ja w wolierze. I mówił, że sowy to głupie ptaki, które wolno przetwarzają informacje, ale gdyby nam wsadzić takie wielkie oczy (proporcjonalnie to musiałaby być piłki tenisowe) to też nie było by miejsca na mózg. W niewoli taki ptak żyje 50 lat. Na wolności połowę krócej. I sowy zjadły mu koty. Jastrzębie też miał i chwalił, że dużo mądrzejsze. I że ptaki nie latają dla przyjemności. Latają w celach godowych, do Afryki, albo by zdobyć pokarm. Nie lubią latać, bo to niebezpieczne i dużo rzeczy może się zdarzyć. Tak jak ludzie nie lubią biegać. To prawda. Wczoraj jak wystartowaliśmy to gość przede mną powiedział: Jak ja nie lubię biegać 🙂 TO taki logiczny sprzeciw organizmu przed wysiłkiem. Lubimy start, metę i satysfakcję. Ale sam proces jest męczący. 😉

Wczoraj zakwasów nie miałam, ale TERAZ pod wieczór, boli mnie wszystko 🙂 I to akurat takie przyjemne uczucie z dobrze wykorzystanego weekendu!

Nie znam się na religii, ale w taką pogodę, spędzać weekend w domu, to grzech

– z radia

W kółko o tym trąbie, ale jesień dużo ma dobrego. I wcale nie chodzi o slogan: jesienna depresja, czyli ciesz się tym co masz 🙂 Dobrze się śpi, dobrze się je, a kalendarz  różnych wydarzeń sportowo-kulturalnych jest aż przeładowany. Ten weekend mam biegowy. Dziś miałam jeden bieg: Bieg z dynią, a jutro mam KOLEJNY. Oba po 5 km, czyli tak bardziej rozgrzewkowo i na obu mnie nakarmią. Dziś dostałam zupę dyniową i bigos, jutro sądzę będzie grochówka i kiełbaska 🙂 Koszulkę wybrałam sobie za małą, ale przekażę ją Lutce. Jest ładna, a taki techniczny t-shirt przyda się babci na siłownię!.

<>

Wracając zajrzałam do mojej ulubionej apteki i kupiłam złoża witaminy D oraz zamówiłam tran. Potem jeszcze po kocią karmę do drogerii R, gdzie uległam szaleństwu tłumów (-55% na kolorówkę) i mam puder sypki, fluid i nową pomadę do brwi 🙂 Resztę dnia będę SZALEĆ z odkurzaczem. Jak zabawa, to do CAŁY dzień! 🙂

siła praprzodków/moce seniorów

Jak rok temu, latem, przyszła do nas Miaustra nie byłam specjalnie zachwycona. Weszłam do domu, ruszyłam po schodach na górę, a tam na biurku Lilki spał duży pasiasty kot. Wystraszył się mnie i zeskoczył, więc szybko powiedziałam: Zostań. No i została. Sprawdziłam czy ktoś jej nie szuka u weterynarza i postanowiłam, że niech będzie… Bałam się czipowania na wiosnę, bo istniało ryzyko, że ona ma czipa i gdzieś jakiś dom. Ale nie miała. Była za to kiedyś wysterylizowana i mieszkała nie wychodząc na zewnątrz.

Zawsze jak coś dużego mi się w życiu działo to dochodziło zwierzę w takim podeszłym wieku. ONA. Jak kończyłam mój pierwszy poważny związek to od byłej niedoszłej teściowej dostałam starą czarną kocicę. Potem chwile przez rozstaniem z Diablim doszła wiekowa labrador. No a teraz ni stąd ni zowąd pojawiła się 8-letnia Miaustra. Wierzę, że ma to jakiś sens i chociaż bywa irytująca poranną histerią o jedzenie to ma dużo dziwnych zalet. Poluje na komary i jak ktoś krzyczy (u nas to na ogół Łucja) to podchodzi do tej osoby i ją uspokaja. Łasi się o nogi, a jak to nie pomaga to może nawet ugryźć. Mieliśmy taki wybuch właśnie wczoraj i Miaustra to ogarnęła 🙂

<>

Przede mną wolny weekend. Do dziadków tym razem nie jadę, by pomóc im w wożeniu bambetli, bo już niewiele zostało, a oni chcą zrobić imprezę pożegnalną dla sąsiadów. Zaprosić tych, koło których przez te 25 lat mieszkali oraz nowych właścicieli. Żeby się poznali. To bardzo fajny pomysł i właściwie to tak należy robić. Krzycho nawet chciał, żeby każdy przyszedł ze swoim talerzem, ale Lutka takiej prowizorki nie zaakceptowała. Jedzenie będzie kanapkowo-przekąskowe, stół zostawiają, a echo pustych ścian mają wyciszać porozrzucane tu i ówdzie zapełnione kartony.

Zrobiłam też rentgena płuc, które chciał alergolog. Nie wiem jak Was, ale mnie zawsze irytują w opisie stwierdzenia typu: aorta w normie do wieku. DO WIEKU??? Jakiego znowu wieku?? :/

Kochasz mnie, bo wszyscy kochają frajerów

-Kroniki Times Square, drugi sezon jest rewelacyjny. A ja kocham James-a Franco 🙂

W Międzynarodowy Dzień Dziewczynek zrobiłam Łucji zaległy bilans. Nie ma oczywiście czegoś takiego jak bilans dwunastolatka, ale raz do roku robimy sobie przegląd. Wzrok dobry, wzrost – 154, waga 41. Super 🙂 Mamy zalecenie na podawanie witaminy D i poprosiłam o skierowanie do poradni dermatologicznej. Lilka jest jest już pod ich stałą opieką, wrzucę teraz do systemu Łucję. W przyszłym roku nie możemy się tak spóźnić z bilansem, bo 13-latki mają już obowiązkowe szczepienia.

Za to Lilka miała dziś wycieczkę do Manufaktury Cukierków i do kina! Na Wielką Stopę. To taki spóźniony prezent na Dzień Chłopaka. Rodzice podjęli decyzję, że kolekcjonujemy emocje, a nie przedmioty i wszystkie święta mają być okazją do wycieczki! A Mieszko po raz kolejny rozgromił wszystkich w szachy. W czwartki mają przedmiot: szachy (czy to będzie przez trzy lata, czy tylko w pierwszej klasie to nie wiem) i załapał.

><

  • Mamo, czy Ty jesteś marzycielem czy realistką?
  • No nie wiem Mieszeczku. Lubię myśleć, że stoję mocno na ziemi, ale realista kojarzy mi się z pesymistą.
  • A Ty jesteś optymistką!
  • Dokładnie tak!
  • A ekstrantykiem czy introwertykiem?
  • EKSTRAWERTYKIEM 🙂 Chyba tak pół na pół.
  • Tak jak ja!