– z netu
Jesień jest porą roku cudowną. Nareszcie dobrze mi się śpi, jedzenie jest pyszne i nie jest mi gorąco. Ale pojawiają się pierwsze gile (ze szkoły przyciągnęła Łucja) i to jest akurat słabe. W domu zimno, wymieniłam sobie kołdrę na cieplejszą, powinnam zamówić drewno, ale wpierw muszę wywieźć rowery, żeby mieć gdzie je układać. No i zaczynamy jesienny przegląd dentystyczny… Lilka miała wczoraj zrobioną piątkę (mleczną) i wyrwane resztki mleczaków, które nie wypadały gdy wyrastały stałe. Ona ma te zęby dziurawe i mleczaki wypadają po kawałku. Trzeba było zastygnięte w dziąsłach fragmenty powyrywać, bo stałe zęby już obok stoją. Dentysta z Łucją jutro!
Ach, plusem jesieni jest to, że znalazł się Dzióbek! Mieszko miał go w kieszeni szlafroka i wczoraj jak zaczęli po kąpieli się przechadzać w ciepłych skarpetach i szlafrokach to Nr 2 się znalazł! Jest z tym problem, bo bawi się teraz dwoma naraz (drugim i trzecim) i musi zbudować bliźniacze legowiska dla obu…
<><>
Linknę Wam i sobie jeden artykuł. Bohaterka jest z Iranu, ale jest zachwycona polskimi kosmetykami. A ja sobie wklepię, że jeśli kiedyś do Iranu dotrę to muszę kupić: olej z gorzkich migdałów i mydło z krowiego tłuszczu 🙂
