Życie jest jak jazda na rowerze. Aby utrzymać równowagę, musisz jechać do przodu

– Einstain, za „Zagarem Czarnoksiężnika”.

Inne mieliśmy plany na dziś… Ale tak mnie wszystko niemożebnie BOOOLIII, że zawlekliśmy się WYŁĄCZNIE do kina. Mieliśmy kupony, a filmy o czarodziejach zawsze mamy po drodze 🙂 Ach, no i utknęliśmy przy lekcjach, bo one zawsze SIĘ odrabiają w niedzielę ://

<>

Wrzucę Wam kilka fotek z wczoraj. Nie na wszystkich JESTEM (właściwie to jestem tylko na czterech), ale im dłużej czasu mija, tym bardziej uważam, że zabawa była przednia 🙂 Tak sobie myślę, że marzył mi się stampunkowy festiwal, ale w sumie to w podobne klimaty trafiłam 🙂

Jestem wyżej i jestem niżej 🙂 Gadam ze znajomym, który mnie na listę swojego teamu wciągnął 🙂

W tym zadaniu niżej chodziło o to, żeby się wspiąć po oponach i zadzwonić dzwonkiem:

Niżej też trzeba było zadzwonić. Wyskoczyć z trampoliny i wskoczyć do wody dzwoniąc po drodze (nie udało mi się to :/

A to było takie zadanie, kiedy leżąc w wodzie trzeba było się przeciagnąć pod drucianą siatką (u nas też 12 stopni w dzień:) na drugi brzeg (10 metrów w wodzie na plecach). Niżej, to nie JA. Ja miałam białe (przynajmniej w momencie startu) rękawki…

Było też czołganie…

I jeszcze atrakcja, która nazywała się Indiana Jones XXL, czyli skok z wysięgnika na linie do wody. Spadasz do niej i tak, pytanie tylko na ile od brzegu. Ja spadłam dość daleko 🙂