Dzieci przyjechały wczoraj koło 20-stej. I trąbią pod domem. Myślę: O, co to chodzi? I wyszłam przed dom… A oni z auta krzyczą: LIS!!! I wyobraźcie sobie, że lis był pod moimi drzwiami i na wprost wyskoczył mu Klarens. Mniejszy od niego o połowę. I tamten uciekł. A roztrzęsionego kota wniosłam do domu na kilka spodeczków śmietanki. Sierść miał nastroszoną jeszcze przez kwadrans 🙂
Lisy zagryzają koty. Mam też wrażenie, że Klarens już na nie wpadał, bo czasem wracał w tak koszmarnym stanie, z ranami gryzionymi wokół szyi, że musiał to zrobić lis. Mieliśmy dziś podjechać do veta, ale ja kolejny dzień w urzędach spędziłam i się nie wyrobiłam. Jutro.
Kot, który stawił czoła lisowi wygląda tak… Jest naprawdę wyjątkowy! 🙂


<><>
Wychodziłam ze szkoły z Lilką i zagadałam się ze znajomą. Panna to wykorzystała, wepchnęła mi tornister i rzuciła: Idę z Mają! A potem Łucja zrobiła mi awanturę:
- Czy Ty jej w ogóle pilnujesz?? Czy Ty wiesz, że one chłopakami poszły na pola???
Zaniepokoiłam się i przepytuję Lilkę:
- Lilka, co to były za chłopaki?
- Jakie chłopaki?
- Te z którymi poszłyście na pola?
- Aaa… Olek i Mikołaj.
Ufff… To dwa klasowe nerdy.
- Aha. I co tam robiliście?
- Nic. Oni powiedzieli, że chcą się wysikać, więc my z Mają poszłyśmy dalej.
:)
