- Młody poszedł do szkoły – powiedział ten w zielonej koszulce.
- Kim będzie? – spytał go znajomy
- Budowlańcem. Pierwszym w rodzinie.
- Poważna sprawa! A czego dokładnie będzie się uczył?
- Komputerowego projektowania domów 3D – [czy coś w tym stylu :/]
- Zdecydowany był na to?
- Tak. Chociaż gdy go odprowadzałem to pytam się: synu, może jednak do liceum? To jednak krótsze… to się zdziwił, że technikum jest dłuższe.
<><>
Zajęciówka na sobotę nam się zmieniała… Mieliśmy rano wszyscy biegać, ale Lilka urządziła scenę furii przed północą i towarzystwo miało zarwaną noc. Więc rano, gdy po siódmej zadzwonił mi budzik, ubrałam się i pojechałam sama. Lubię tę moją ekipę od porannych sobotnich przebieżek, a rozmowę wyżej właśnie tam usłyszałam. Notabene, Mieszko gdy usłyszał, że są takie szkoły, też JUŻ o niej myśli 🙂
Gdy wróciłam i zrobiłam gofry (również sobotnie menu) przyszła koleżanka Łucji, bo robią projekt na polski. Następnie mieliśmy jechać na podwórkowy teatrzyk o piratach. Ale na porannym bieganiu dostałam ulotkę, że dziś są dni otwarte w prywatnej placówce zbiorów art deco i koniec końców pojechaliśmy tam. Dzieciaki były trochę zażenowane tą moją egzaltacją, ale były włoskie przekąski, więc po prostu ogołociły elegancki stolik z przystawek 🙂





Ta szafka niżej i ta karafki, jeszcze niżej BaRDZO mi się podobały! 🙂


A potem poszliśmy na dłuuugi spacer!

<><>
Wrzucę Wam jeszcze Lilkę. Ona zmieniała sobie profilowe w którymś tam komunikatorze i pozowała ze SWOJĄ Ziarnuszką 🙂

