Zaklinanie – cz. III

Rok temu zabrałam Łucję na motanki… Trochę pomieszałam, bo założyłam, że panny będą MOTAĆ na 11-ste urodziny i jak Lilka zbliży się do tego wieku to zabiorę i ją. Czyli wypadało by iść gdzieś na wiosnę przyszłego roku. Ale teraz wydawało mi się, że to miało być na 10-te, czyli to taka zaległość, która wisiała nade mną i Lilką od marca… :/

Poszłyśmy więc WCZORAJ. Ja i Lilka. I znowu było wspaniale! Zmieniam więc założenie i postanawiam, że motać będziemy raz do roku! Kiedyś motano na Szczodre Gody, czyli przed Bożym Narodzeniem, a my będziemy motać na jesieni!

Ponownie robiłyśmy Ziarnuszki. Lilka JĄ, czyli kobietę odpowiedzialną za dom, atmosferę i rodzinę, a ja Bogacza, czyli JEGO. On pilnuje finansów i odpowiada za dobrobyt. Podobnie jak rok temu włożyłam do niego monetę. Tym razem było to 5 Eurocentów, które dziewczyny znalazły na plaży. Ma spodnie z wzorem w niedźwiedzie, żeby był silny i brązową brodę. Lilki Ziarnuszka ma mnóstwo fartuszków, bransoletki, rudy warkocz i dzierży czerwony len. Ubiegłoroczne Ziarnuszki powinnam uwolnić. Rozwiązać, spalić albo rozsypać. Dobrze wykonały swoją rolę i widzę, że się sypią i rozpadają. Czas dać im odpocząć. Te nowe wyszły nam większe, chociaż przy robieniu wydawało mi się, że są dokładnie takie same. Też są naszpikowane owsem, gryką, piołunem i całą masą innych rzeczy. Mają goździki i ochronne bagienne bagno. Musimy je jeszcze z Lilką czymś w domu obdarować i postawić w centralnym miejscu domu 🙂

A to już galeria w domu. Po lewej ubiegłoroczne 🙂