Wataha idealna na binge watching

Co prawda warto zastosować stary patent mojego znajomego i WŁĄCZYĆ napisy, chociaż to film polski. Ja nie wiem co się dzieje z nagłośnieniem w naszych filmach, a po trzech odcinkach pierwszego sezonu, kiedy NIE rozumiałam co oni mówią odpaliłam napisy. I film jest rewelacyjny. I drugi sezon pierwszemu nie ustępuje. Binge watching natomiast to takie kompulsywne oglądanie seriali. Ciągiem 🙂

 

No więc szkoła. Lila z Mieszkiem poszli na 7:45. Niewyspani i marudzący. Mieszko się rozżalił, że nie ma żadnej odpowiedniej koszulki, bo wszystkie jak podnosi ręce są za małe 🙂 Pan Szczególarz… Powiedziałam, że dziś (po szkole) je przejrzymy. A Lila nie mogła wczoraj zasnąć, więc rano był ryk, że to taki ważny DZIEŃ, a ona będzie zmęczona. I ja też jestem, ale w ten oto sposób o 9 tej rano byłam już po rynku, zakupach i oddaniu pościeli do pralni. Wow.

I zapisałam się na jutro do fryzjera. Jak wracaliśmy z wakacji i utknęliśmy w jakimś korku robiliśmy sobie głupawkowe zdjęcia. Selfie, ciężarówki z jabłkami i głupie miny. I po każdej fotce patrzyłam się na siebie zdruzgotana. Spalona skwarka z białymi włosami. Opalenizna wkrótce zejdzie i będę po prostu BIAŁĄ plamą. No więc muszę zafarbować włosy. I to u fryzjera, bo jak robię w domu to co bym nie robiła wychodzą mi coraz jaśniejsze. A chcę je trochę przyciemnić i ściąć! Tymczasem zrobiłam sobie peeling, maseczkę i w takich komfortowych warunkach PRASUJĘ (z Watahą!)