A czy rodzic musi iść z dzieckiem na rozpoczęcie roku szkolnego?

– zapytała Łucja

Wykrzyknęłam, że NIE! W żadnym wypadku 🙂

Tym niemniej jednak do Lilki musiałam pójść, bo dziś zapisywano na obiady, ale miło, że chcą już SAME chodzić!

U dziewczyn bez większych zmian. Plan lekcji dalej będzie na przemian. Jak jedna ma na 1-szą zmianę, to to druga na drugą :/ Za to plan lekcji Mieszka pokrywa się godzinowo z planem Lilki. Słabo, bo Mieszko wpadł do klasy gdzie nikogo nie zna. Tzn. jest z jednym kolegą, którego mama napisała pismo, by OBAJ byli razem. Ale ponieważ dziewczyny miały tak samo i dobrze na tym wyszły, a w sumie to to świetny sposób by poznał więcej osób, to nie będę narzekać. Jego klasa nie jest zbyt liczna, więc pewnie będą im dochodzić różne osoby po każdym roku.

Podręczniki mają bezpłatne, oprócz książek z religii. Lilka dostanie tę po Łucji, a Łucji dodatkowo zamówię zestawy uzupełniające z ćwiczeniami z matematyki. Lila jak poszła na lody ze swoją koleżanką Mają (tak na dobry początek roku szkolnego) to do domu wróciła po 16-stej :/ za to Mieszko chciał już dziś iść do kolegi. Śmieszne te dziewczynki w szkole… Połowa z resztką farby na włosach, albo pokarbowanymi włosami po rozplątanych warkoczykach…

Dziś przegląd kapcio-butów i obkładanie książek (po panny już dostały). Taka ciekawostka, że Lilka ma biologię i geografię, a Łucja chociaż starsza, ma środowisko. No i bardzo jest z tego powodu nieszczęśliwa 🙂

Ruszamy! 🙂