- A co Pani będzie robiła z tych śliwek? – zapytałam
- Ja je do Włoch wysyłam… Tam dziewczyny będą sobie powidła robić.
- Czyli powidła?
- W zimie dodają do pierników.
- Ja też robię powidła- dorzuciła sprzedawczyni – I w ogóle już cukru nie dodaję. Z węgierek są najlepsze.
<><>
Zabrałam dzieci nad rzekę zbierać mirabelki z samosiejek. Chodziliśmy z wiadrem i odkryliśmy, że CAŁE lato je deptaliśmy, a trzeba było WTEDY zbierać. Bo zostało już niewiele…
Nazbieraliśmy owoców na dwa słoiki kompotu i pojechaliśmy na rynek. Szłam i tak patrzyłam z czego te kompoty robić i patrzę, że takie śmiesznie tanie te węgierki… I babka przed mną 15 kg brała. Więc się zapytałam, co co z tych węgierek robić. Robią się już i nam, choć ze zdecydowanie mniejszej ilości. Kompot dwa słoje też już są, a na oknie maliny szykują się na syrop!



<><>
Za to obfitość duża w przyrodzie w kasztany! 🙂

