Play DAY

  • Ale świetne takie polaroidowe zdjęcie!
  • To się nazywa Instax, mamo.
  • Nie, Łucja. To się nazywa Polaroid. Albo przynajmniej tak się nazywało za moich czasów.
  • Teraz nazywa się Instax. I marzę by taki mieć.
  • A wiesz, ze ja też o takim marzyłam?!? I mówiono mi, że najdroższe są filmy.
  • One nie są takie drogie.

 

Jeden z kanałów z bajkami, jaki oglądają dzieciaki, urządził dziś Play Day, czyli od 12-stej do 16-stej wyświetlał czarny ekran, żeby dzieci poszły się bawić na ZEWNĄTRZ. Wspaniała akcja! Lepsza chyba niż przekazywanie dochodu z reklam na jakiś cel! Btw. wiem, że są inne stacje i zawsze można przełączyć, ale to była dobra okazja by ruszyć sprzed kanapy!

Wybraliśmy zajęcia w Teatralnym Archiwum. WSZYSCY musieliśmy założyć maski i płócienne rękawiczki i rozpoczęliśmy zabawę w podziemiach. Naciskaliśmy guziki, żeby przesunąć automatyczne półki, znajdowaliśmy scenariusze i scenografie, a nawet listy od widzów! A potem stworzyliśmy fragment wielkiego wizualnego scenariusza!

Do naszego prywatnego archiwum mieliśmy zrobione zdjęcia tym właśnie Instaxem (mamy!) i przy okazji wyszło kolejne (nastoletnie) marzenie jakie mamy wspólne z Łucją 🙂

<><>

Jutro rano jedziemy na ostatnią wakacyjną wyprawę. Zupełnie NIEnapinkowo i właściwie tylko po to, żeby narobić kompotów z resztek mirabelek. Nie wiem czy wezmę laptopa, ale jakby nie było WRACAMY w środę. Wrzucę Wam Klarensa. Koty wakacji mają dosyć 🙂 Co chwila wybywamy i zdane są wtedy na sąsiedzkie miłosierdzie 🙂 Za to jak przyjeżdżamy czekają tuż pod drzwiami. Śpiący Klarens. Jak widać ufa nam całkowicie, bo w takiej odsłaniającej brzuch pozycji śpi nawet dwie godziny. I to mocno 🙂 Miaustra AŻ TAK, rozluźnić się nie potrafi.