Lato 2018

To było lato ratowników. Czy mogli pomóc, czy mieli pomóc? Zaczęło się od chłopców w tajskiej jaskini, potem byli polscy strażacy w Szwecji, fala gradu i huraganu i inne dramatyczne sytuacje. Ruszył system ostrzegania esemesami! Dla mnie było to mniej sportowe lato niż dwa ostatnie, ale przeczytałam sporo książek i jestem w samym środku wielkich planów. Miaustra nauczyła się załatwiać POZA domem/kuwetą i jest to bardzo miłe, bo przecież gnała z dworu zrozpaczona jak jej się sikać zachciało. Kolorem lata był chyba żółty. Myślałam o niebieskim, ale ono było TAK rekordowo upalne i suche, że żółty wygrywa. Ale po kolej:

NAJ:

  • Kierunek, to północ. Pisać pisałam dlaczego, na poparcie teorii doszła jeszcze znajoma, która dotarła nad Bajkał i znajomi z Stanów (!), którzy latem zamiast do Meksyku ruszyli na Norwegię.
  • Foto przysłał jeden znajomy. Wkleił zdjęcie nóg swoich i swojej drugiej połowy z kieliszkami wina. W tle jakiś zamglony, egzotyczny krajobraz. Dał do tego komentarz: Chears i uzyskał niezwykłą reakcję, kiedy wszyscy zaczęli wklejać swoje nogi i odpowiadać mu: Chears. Też tak kiedyś zrobię!
  • Smak: Ryby? Smażona flądra? Miruna, którą JADŁY dzieci? Pyszny był tatar ze śledzia, który jadłam w Zagrodzie Śledziowej 🙂 W sierpniu z pewnością wygrywają ryby. W lipcu WIELKIM odkryciem był cebularz, bo dzieci zaczęły jeść cebulę!
  • Film– sporo było fajnych seriali na HBO, niezła była Zimna Wojna, ale chyba największym przełomem było to, że zaczęłam oglądać niezłe filmy z dziećmi w ramach filmowych wieczorów. Marvelowi bohaterzy, Avatar oraz mega produkcje Disneya. No i przełom w postrzeganiu kobiet w filmie!
  • Obciach – nad morzem były parawany. Dość przydatne, chociaż absolutnie losowe, bo chwytasz na ogół to co masz na wyposażeniu kwatery… I oto siedziała cała rodzina otoczona parawanem: Najlepszy preparat na infekcje pochwy…
  • Symbolem lata jak dla mnie jest jednorożec i panda. Dwa zwierzęta miłośników równości i tolerancji. Jednorożec był już jakiś czas, ale teraz ktoś słusznie zauważył, że panda jest biała, panda jest czarna, panda jest Azjatą. Mam dwie torby szmaciane z tymi zwierzakami. Pojawiła się lama i leniwiec (Mieszko ma ulubiony notes z leniwcem) i je widzę jako motyw, który JESZCZE będzie się ciągnął.
  • Rozrywka – koncerty. Modne było być tego lata na JAKIMŚ koncercie. Ja niestety nie byłam na żadnym, ale dzieci były na 4dreamers.
  • Wzorek – wielkie grochy na białym tle. Wszędzie to widziałam!
  • Reklama – znajomy, który pracuje w reklamie twierdzi, że nic go tak dawno nie zirytowało jak reklama Blika. No więc niech ten blik z gościem, który mówi SZYBCIEJ niż my, będzie reklamą lata.
  • Mem – taki, którego nie mogę teraz znaleźć :/ Ale był po rosyjsku i było to pytanie: Dziewczyny bez siniaków i zadrapań na nogach: jak Wy się latem bawicie? 🙂

 

Przyszłe lato jest oczywiście wielką niewiadomą, ale muszę kupić grilla. Rozpadał się ten co mam i jak zbierali wielkogabarytowe to go wystawiłam. I teraz nie mam żadnego… Mamy dwie wielkie dmuchane zabawki: łabędzia i lizaka i dobrze było by na nich popływać! Cała trójka chce jechać na kolonie i w sumie jakbym znalazła takie, że w jednym miejscu, w tym samym czasie jest WSZYSTKIE, to czemu nie?

Trzy atrakcje są do OBOWIĄZKOWEGO odwiedzenia:

  1. Ogrody Hortulus, koło Kołobrzegu, bo byliśmy blisko, a nie zajrzeliśmy!!!
  2. Bahledowa Dolina na Słowacji. Rok temu, na jesieni otwarto tam niezwykłą ścieżkę krajobrazową na wysokości czubków drzew. Chcę tam pojechać!
  3. Muzeum Lizaka i Karpacka Troja, czyli dwie „nowości” Sanoka.

Muszę też wspomnieć o Stampunkowym Festiwalu, który odbywa się w Luksemburgu. To co prawda na jesieni, ale bardzo bym chciała tam kiedyś być. Tu info.

Lato dla domu

Projekt dom leży. Od dawna. Budżet lichy, więc tylko tak notuję co jest do zrobienia. Wczoraj kładłam spać Mieszka i patrzę, że właściwie cały wypełnia łóżko i czas na przeprowadzkę do większego. Lila przeprowadziła się do większego, gdy miała 4 lata, a on ma osiem i jest od niej większy (w sensie od niej, gdy była ośmiolatką). Może na styczniowe urodziny będzie więc NOWE łóżko? Gruntownie porządkuję ogródek, ale dom leży. W planach mam wywalenie sterty kabli, które leżą koło telewizora i to chyba będzie wszystko co zrobię w najbliższym czasie.  Aaale widziałam w lecie info o nowym wzorze Bolesławca! Zamówionym przez CIA (!!!). I mam nadzieję, że WZÓR wejdzie do stałej oferty, bo CHCĘ talerz z takim wzorem. Czujecie klimat, jak można podać CZIPSY?? Albo pop-corn? :)) Albo nawet karpia w galarecie?

I odebrałam dziś garncarskie dzieła dzieciaków. I niech one będą DLA DOMU na lato! Miseczki, figurki i korale. Są małe żółte kurczaczki, które użyjemy na Wielkanoc, błyszczący jeżyk Mieszka i wiosenne biedrony dziewczyn.

Jura Park!

  • Zważyło mi się trzy i pół. Może być?
  • Tak. Ale pani te węgierki po złotówce miała?
  • No miałam.

A dziś były po dwa zeta 😉 Ale wzięłam te śliwki i tak. Chcą robić dalej dżemy to róbmy. Dużego wyboru na rynku nie było tak rano… Bo zanim dotarliśmy do domu pojechaliśmy do Bałtowa!

Ostatni raz byliśmy TAM SZEŚĆ LAT temu! (tu) Mieszko miał  niewiele ponad rok, a cały obiekt był nieporównywalnie skromniejszy niż teraz. TERAZ te okoliczne atrakcje wychodzą nam na jakieś trzy dni szaleństwa. Dziś przeszliśmy tylko starym szlakiem (wzięłam pakiety na mini-trasę), czyli park, oceanarium i muzeum. Kupiliśmy też pojedynczy przejazd rollercoasterem i dużą kolejką łańcuchową. Bilety pakietowe są super, dostaje się takie opaski jak all inclusive i możesz z nimi się przemieszczać. Są liczne i zacienione miejsca parkingowe (bezpłatne!). Lilka chciała też przejazd busem przez zwierzyniec, ale bilety były dostępne na jakąś bardzo późną godzinę. Doszedł też sklepik z pamiątkami. Tematycznymi i naprawdę udanymi. Było tak super intensywnie, że rozważamy tam jeszcze jedną wycieczkę w tym roku! 🙂

W prehistorycznym oceanarium był ultrafiolet i odkryliśmy, że warkoczyki dziewczyn się świecą!

Wjazd na rollercoaster. Panny same, ja w wagoniku z Mieszkiem. Oboje byliśmy przerażeni na maxa 🙂 Ja ochrypłam, on ogłuchł…

Część z parkiem rozrywki. Kolejnym razem weźmiemy pakiet rozrywki i wejście na Sabatówkę!

No i wszystkie elementy, które wydawały mi się niedoróbkami stały się doskonale wykończone. Dźwięki i muzyka w parku płyną przez specjalne głośniki udające kamienie (!!!), sklepik jest doskonały, a w stawach z atrapami dinozaurów pływają gigantyczne ryby! (karmiliśmy 🙂

<><>

Chwilę po wyjeździe z obiektu zatrzymała nas policja… To samo przewinienie co zawsze. Jak sprawdzili mnie w kompie to wyszło, że wszystkie 4 mandaty jakie dostałam (ostatni w 2015), a które mają w systemie miały dokładnie takie same okoliczności. O 20 km za dużo w obszarze oznaczonym białą tablicą (ale jeszcze przed granicą miasta). LECZ jak zobaczyli te bransoletki z parku to skończyło się na upomnieniu. Dostałam też naklejkę, że wspieram strajk policjantów do naklejenia. I nakleiłam 🙂 W sumie to jako opłata za niewlepiony mandat to niewielka kara 🙂



Grzybiaście

Kontynuując przygodę z przyrodą ruszyliśmy na grzyby! Nie powiem, że uzbieraliśmy jakieś czubate kosze, ale KILKA się znalazło. Fajnie, że grzyby umie szukać i ZNAJDUJE Łucja. Chwilę przed wyjściem z auta zainstalowała sobie co prawda apkę z atlasem grzybów na telefon, ale chyba z niej NIE korzystała 😉

Chciałam doładować na koniec wakacji LASEM i zrobione! 🙂

Dżemiaście

  • A co Pani będzie robiła z tych śliwek? – zapytałam
  • Ja je do Włoch wysyłam… Tam dziewczyny będą sobie powidła robić.
  • Czyli powidła?
  • W zimie dodają do pierników.
  • Ja też robię powidła- dorzuciła sprzedawczyni – I w ogóle już cukru nie dodaję. Z węgierek są najlepsze.

<><>

Zabrałam dzieci nad rzekę zbierać mirabelki z samosiejek. Chodziliśmy z wiadrem i odkryliśmy, że CAŁE lato je deptaliśmy, a trzeba było WTEDY zbierać. Bo zostało już niewiele… :/

Nazbieraliśmy owoców na dwa słoiki kompotu i pojechaliśmy na rynek. Szłam i tak patrzyłam z czego te kompoty robić i patrzę, że takie śmiesznie tanie te węgierki… I babka przed mną 15 kg brała. Więc się zapytałam, co co z tych węgierek robić. Robią się już i nam, choć ze zdecydowanie mniejszej ilości. Kompot dwa słoje też już są, a na oknie maliny szykują się na syrop!

<><>

Za to obfitość duża w przyrodzie w kasztany! 🙂

Play DAY

  • Ale świetne takie polaroidowe zdjęcie!
  • To się nazywa Instax, mamo.
  • Nie, Łucja. To się nazywa Polaroid. Albo przynajmniej tak się nazywało za moich czasów.
  • Teraz nazywa się Instax. I marzę by taki mieć.
  • A wiesz, ze ja też o takim marzyłam?!? I mówiono mi, że najdroższe są filmy.
  • One nie są takie drogie.

 

Jeden z kanałów z bajkami, jaki oglądają dzieciaki, urządził dziś Play Day, czyli od 12-stej do 16-stej wyświetlał czarny ekran, żeby dzieci poszły się bawić na ZEWNĄTRZ. Wspaniała akcja! Lepsza chyba niż przekazywanie dochodu z reklam na jakiś cel! Btw. wiem, że są inne stacje i zawsze można przełączyć, ale to była dobra okazja by ruszyć sprzed kanapy!

Wybraliśmy zajęcia w Teatralnym Archiwum. WSZYSCY musieliśmy założyć maski i płócienne rękawiczki i rozpoczęliśmy zabawę w podziemiach. Naciskaliśmy guziki, żeby przesunąć automatyczne półki, znajdowaliśmy scenariusze i scenografie, a nawet listy od widzów! A potem stworzyliśmy fragment wielkiego wizualnego scenariusza!

Do naszego prywatnego archiwum mieliśmy zrobione zdjęcia tym właśnie Instaxem (mamy!) i przy okazji wyszło kolejne (nastoletnie) marzenie jakie mamy wspólne z Łucją 🙂

<><>

Jutro rano jedziemy na ostatnią wakacyjną wyprawę. Zupełnie NIEnapinkowo i właściwie tylko po to, żeby narobić kompotów z resztek mirabelek. Nie wiem czy wezmę laptopa, ale jakby nie było WRACAMY w środę. Wrzucę Wam Klarensa. Koty wakacji mają dosyć 🙂 Co chwila wybywamy i zdane są wtedy na sąsiedzkie miłosierdzie 🙂 Za to jak przyjeżdżamy czekają tuż pod drzwiami. Śpiący Klarens. Jak widać ufa nam całkowicie, bo w takiej odsłaniającej brzuch pozycji śpi nawet dwie godziny. I to mocno 🙂 Miaustra AŻ TAK, rozluźnić się nie potrafi.

uuuuu-paaa-ły (cd)

Najgorzej tego lata mają jaszczurki. Więcej ich w naszym klimacie, a główny drapieżca – KOT, jest tym zachwycony. Nie wiem czy każdy, ale kot Miaustra rąbie te jaszczurki bez opamiętania. Wczoraj tak patrzyłam NAD czym ona się pastwi, czy to jakiś wąż (?), bo miało gadzi łepek, a to BYŁA jaszczurka, tylko, że już bez ogona… To co zostało ocaliłam, ale dziś rano z kuchni widziałam, że koło śmietnika ZNÓW z czymś walczy :/

Byliśmy w szkole zakładając na to, że są już wywieszone listy, ale jeszcze nie ma. Od Łucji z klasy odszedł jeden chłopiec i panna liczy, że MOŻE ktoś dojdzie. No i nie wiadomo jak przetasowali zerówki i z KIM jest Mieszko. W niedzielę ruszamy na ostatni wakacyjny trip i za bardzo nie mam ochoty rozkładać się z innymi sprawami, bo tylko rozgrzebię. Lato to jednak męcząca pora roku.

<><>

Wróciłam z siłowni, trener chwalił i zrobiliśmy jeden obwód więcej niż zwykle. Weszłam do domu, wyjęłam z lodówki jogurt, otworzyłam pokrywkę od mixera i opakowanie z odżywką. Czujna Łucja zapytała:

  • Co robisz?
  • Koktajl z proteinami. Tak się ładnie przypakowałam, żeby mi nie zeszło za szybko 😉

Btw. pamiętacie mojego drugiego trenera, który pojechał do Bollywood? Okazuje się on tam ćwiczy sławy indyjskiego kina do jakiejś mega produkcji, żeby byli WIĘKSI :0

Carbons are my soulmate

– Mamma Mia 🙂 Węglowodany są moja bratnią duszą.

Czyli wpadłam na siłownię dziś rano, bo te bratnie dusze mnie ostatnio osaczały…

 

Za to dzieci były ponownie na warsztatach garncarskich. Podczas tego lata wpadły do pracowni TRZY razy. Pierwszy raz lepiły, za drugim razem (gdy wyroby były już wypalone) szlifowały i wygładzały (i znowu lepiły), a DZIŚ pokrywały szkliwem. Ich dzieła będą do odbioru za tydzień, a ponieważ było to fajne, PRACOWNIĘ chętnie wstawię do stałego wakacyjnego grafiku! Bo zawsze wyjdzie tak, że przez któreś dni lata będą w domu a to świetny patent na wypełnienie czasu.

Czekając na nich i czytając różne zaległe gazety wyczytałam, że podczas tworzenia sztuki, występuje zwiększony przepływ krwi w korze mózgowej, co nie tylko powoduje uczucie przyjemności, ale jest bardzo korzystne dla pracy tego narządu. Artykuł dotyczył bazgrołków, które możemy robić na notatkach, ale dotyczy zjawisko dotyczy oczywiście CAŁEJ czynności twórczej. I im mniej jest ograniczona granicami (kolorowanki i foremki aktywują SŁABIEJ) tym lepiej!

Lubisz mnie, bo jestem niekonwencjonalna

– Ostre Przedmioty, wspaniałe!

Niesamowite ją rozwijają się ostatnio postacie kobiece w filmach. ROLE. Są pełne, złożone i niezwykłe. Nawet czuję się tak trochę nie fair wobec męskich bohaterów, że są tacy jednorodni. W mieście chrząszcza jeden pisarz powiedział, że czytelnik lubi bohaterów przewidywalnych. Tak powstają całe serie, bo wiemy czego się spodziewać. Ale to co się dzieje z kobiecymi postaciami to jakiś przełom. TEGO LATA mamy wysyp nowych postaci. Amy Adams z Ostrych Przedmiotów, Młoda Donna w Mamma Mia 2 (jak nie byliście jeszcze na tym w kinie to KONIECZNIE!!!) czy nawet Zula z Zimnej Wojny po prostu zgniatają.

Ostre Przedmioty (kolejny odcinek) włączyłam sobie wczoraj wieczorem. Odpaliłam 3 pralki, miałam kupkę do prasowania, którą rozwiesiłam jeszcze przed wyjazdem, a musiałam zaczekać aż dzieciaki mocno zasną, bo chciałam podrzucić coś Lilce pod poduszkę (nad morzem zgubiła mlecznego kła). Btw. Łucja mi zeszła tak w środku nocy na dół i TEN odcinek obejrzałyśmy razem. Też jest poruszona.

<><>

Wrzucę Wam jeszcze jeden mały set zdjęć. Wracaliśmy przez Malbork. Ja zresztą chyba tam nigdy nie byłam :/ Bardzo, bardzo fajnie. Jestem zachwycona organizacją obiektu, przyjeżdża tam baardzo dużo ludzi (to jednak największy gotycki zamek w Europie) i wszystko przebiega bez zgrzytów. W cenie biletu jest albo audio przewodnik, albo „żywy” przewodnik, tym niemniej jednak my przemieszczaliśmy się samodzielnie. Dzieci najbardziej lubią bieganie i odkrywanie zakamarków + kawałek mojej fragmentarycznej wiedzy, lub tego co słyszy akurat jakaś zorganizowana przechodząca obok grupa i wydaje mi się, że wystarczy! 🙂

Wyżej zamkowy ogródek, niżej wielki kominek. Dzieci udają płomienie 😉