Kropla deszczu jest okrągła

– Interia 🙂

A skoro ciągle ONE spadają dziś poszliśmy do kina. Na Jurassika 🙂 Ambitnie chciałam wpierw z dziećmi obejrzeć trzy pierwsze części, ale się nie udało, więc była to ich pierwsza opowieść o wyspie dinozaurów. I podobała się nam 🙂 Mamy jakieś kupony na kolejne bilety (aż do końca września) więc pewnie tego lata jeszcze się na coś wybierzemy. Zdumiewające, że jak je coś wciągnie to siedzą i oglądają, bez wychodzenia na sikanie 🙂

Filmowo (też) wyszła zabawna historia z moim trenerem. Wyjechał nad Hel, do Chałup, pływać na desce (ciekawe w jakim stroju? 😉 A mamy wspólne HBO (więc i on widzi co ja oglądam i ja widzę co on). I też chyba pada, bo odpalił Watahę i leci już drugi sezon 🙂 To chyba niezły serial, ale zastanówcie się dwa razy z kim się łączycie w te filmowe zależności, bo głupio potem jak się wyda co WY oglądacie 🙂

Jutro jedziemy na krótką wyprawę, powrót w piątek póóóóźno wieczorem 🙂



robocze

Dziwna ta pogoda. Niby już nie pada, ale jakoś tak parnie i podejrzanie. Zrobiłam dziś kolejną wielką rzecz, czyli posprzątałam WEWNĄTRZ auta i dochodzę do wniosku, że kluczem są odpowiednie szczotki, których ja NIE posiadam. Czyli jest jak jest. Linkę Wam za to jeden produkt. Dostałam jako gratis przy zakupach ze sklepu koreańskiego. I tak leżał w szafce, aż Łucja zaczęła cudować, że cera jej się psuje. I przypomniało mi się, że mam taki 3 stopniowy spot kit remover i możemy zaryzykować. I jest TO niesamowite. Rano obudziła się BEZ niczego 🙂 Być może są inne tego typu produkty, być może nie musi być TEN i warto poszukać odpowiedników, bo z czymś takim dojrzewanie jest do ogarnięcia 🙂 W moim sklepie tego nie już nie ma, jest natomiast tu.

Dziś jeszcze biblioteka (muszę przedłużyć Pamuka, bo jest świetny choć to WIELKA książka) i siłownia. Wrzucę Wam piosenkę. To jedna z propozycji wakacyjnych hitów. Ma duże szanse, bo mówi o ludziach różnych kultur, którzy się mieszają. Bardzo na czasie temat. Łucji WYJĄTKOWO podoba się chłopak, który śpiewa jako pierwszy (Jack). A Jonas Blue to DJ, którego widać na samym początku. I MI bardzo podoba się urządzenie, na którym komponuje 🙂

gdy pada deszcz

  • Chcecie do Muzeum Historii Przemysłu czy warsztaty garncarskie?
  • A gdzie te warsztaty?
  • W Goku, Łucza.
  • To ja NIE chcę do Gok-u.
  • Ok, to pojedziemy obejrzeć jakie były początki obróbki metalu 🙂

No bo lato, bo czas, bo pogoda nie spacerowa, bo sporo placówek muzealnych można jeszcze odwiedzić… Douczyliśmy się jak wyglądały pierwsze hutnicze piece, że składano w nich ofiary, bo traktowano żywioł ognia jak bóstwo i co w nich powstawało. Czym były klamry używane przy upinaniu odzieży i do czego używano poroży. Najbardziej spodobała nam się część multimedialna i rozwiązaliśmy z naście quizów! Coś co do końca nie widać na zdjęciach, ale mamy na włosach KOLORY… Najmocniej złapał u mnie, a ja mam niczym Harley Quinn, z jednej strony końcówki pink, z drugiej blue 😉

<><>

Zrobiłam też USG piersi. To ostatnie z moich tegorocznych badań kontrolnych. Wszystko w porządku, ale badać się musimy! Dok mi powiedziała, że po 40-stce trzeba do grafiku badań dorzucić jednak mammografię co dwa lata i chciałabym na wiosnę ją zrobić (robiłam dwa lata temu). Bo sens profilaktyki (tak powiedziała) to wykrywanie zmian nie 2 centymetrowych, a 2 minimetrowych. Czyli co roku USG, a co 2 mammografia i najlepiej w dwóch różnych półroczach.

pszczoły

Ze wszystkich złych rzeczy jakie się dzieją na świecie najbardziej porusza mnie ekologia. Łudzę się, że być może są to sprawy rozdmuchiwane i sytuacja nie jest aż tak tragiczna, bo jeżeli to prawda to jesteśmy u progu czegoś strasznego.

Na ostatnich Targach Książki kupiłam sobie audiobooka „Historia pszczół”. Jest świetny, przesłuchałam i przekazałam Lutce, która też go już finiszuje. Autorka to norweska pisarka, która przez pryzmat ludzkich historii pisze o katastrofach ekologicznych. Bohaterami są trzy osoby. Jedna żyjąca ok 100 lat temu, druga teraz, a trzecia za ok 100 lat. I postapokaliptyczny świat jest straszny. Odetchnęłam z ulga, że to nie my. Ale okazało się, że ten utopijny świat, gdzie nie ma żadnych owadów zapylających, na świecie panuje głód, a ludzie zapylają drzewa ręcznie, już się dzieje. W Chinach jest cała prowincja, gdzie w latach ’80 pszczoły wyginęły i ludzie zapylają ręcznie (tu, a niżej real foto). Uzasadnia się to tym, że owoce są dorodniejsze, ale pomyślcie co by było gdyby była to JEDYNA możliwość! A Colony Collapse Disorder, czyli masowe ginięcie rojów już się zaczęło!

Na twitterze macie apel Greenpece-u. Ja nie wiem na ile to jest skuteczne, ale podpisałam. Pszczoły giną od pestycydów, od zanieczyszczeń i podobno przeszkadzają im telefonie komórkowe przez rodzaj fal jakie wytwarzają. Ula sobie w ogródku nie postawię, ale podobno TRZEBA mieć jak najwięcej kwiatów. Gdy widzimy osłabioną pszczołę możemy ją uratować cukrem rozpuszczonym w łyżce wody (postawić gdzieś obok tę łyżkę i ona temat ogarnie). Na Wyspach zginęło ponad 50% owadów zapylających, giną w całej Europie i byliśmy bastionem zdrowych pszczół.

By tak fatalistycznie nie kończyć dorzucę, że PRZYRODA jest silna, i chociaż naukowcy pracują nad sztucznymi trzmielami myślę, że jeszcze nie raz nas pokona 🙂

Mży i pada (pranie schnie w domu)

MUZEUM. Pada, mży, a kultury nigdy nie za wiele 🙂 Wystawę wynalazły dziadki, bo malarz, którego dotyczyła pochodził z miasta chrząszcza 🙂 Pojechaliśmy więc i my, chociaż wiedziałam, że scenki rodzajowe z XVII wieku wywołają znużenie już po pierwszej sali. Ale i ja coś tam dorzucałam, i dziadek, i w sumie taka tematyka daje większe pole wyobraźni niż dajmy na to portrety. Dały radę. W którejś z książek, bodajże Chmielewskiej, było o takiej zabawie, że dzieci w muzeum nakładały filcowe kapcie i każde ruszało w inną stronę doprowadzając do rozpaczy panie pilnujące ekspozycje. Kapci już nikt nie daje, ale tę zabawę dzieci zdecydowanie praktykują. I sądzę, że personel oddycha z ulgą gdy wychodzimy. Ja mam taką luźną refleksje, że zimowe pejzaże podobają mi się bardziej niż letnie. I na płótnie wolę wczesną wiosnę niż kolorową jesień.

>><<

I mam taką rozterkę :/ Otóż, dwa dni temu wprowadził się Klarens. Do tej pory tak wpadał i wychodził, a wygląda na to, ze postanowił zamieszkać na STAŁE… A ponieważ życie w domu dostarcza mu mało emocji to na okrągło tłucze Miaustrę. Wychodzi 2x dziennie na siku i wraca. Śpi na różowym kocyku na środku domu, przewala się odsłaniając brzuch i podgryza łydki przechodzącym obok… I dobrze, że jest, ale wprowadza tyranię, więc czekam aż przestanie padać i przynajmniej w dzień będzie sypiał pod drzewem!



Barany chodzą stadami, orły latają samotnie

– wczoraj na szkoleniu

Byłam na świetnym szkoleniu. Zmyliła mnie nazwa, bo założyłam, że będzie to o wprowadzaniu wiedzy ekonomicznej w szkołach, a spotkanie dotyczyło grania na giełdzie. I okej. Tam gdzie kawa i ciasteczka to i ja. Tzn. umówmy się, że wysokość środków jakie mogę TERAZ zainwestować to zero, ale może kiedyś to się odmieni i ubrana jestem w niesamowitą, aczkolwiek zupełnie w tej chwili nieprzydatną wiedzę 🙂

Bardzo mi się podobało. Siedzieliśmy w biurowcu, na jednym z najwyższych pięter, na jakim zdarzyło mi się w życiu być, rozmawialiśmy o kryzysie, który przychodzi co siedem lat (btw. ta siódemka jest niesamowita, bo w związkach TEŻ po siedmiu latach występuje kryzys, który często kończy się rozwodem), ale tym razem banki centralne przez dodruk pieniędzy i skup akcji ten okres wydłużyły. Niemniej jednak 10 lat bez katastrofy to długo i oni prognozują, że na początku 2019 łupnie i przez jakiś rok będzie GORZEJ. Źle byłam ubrana. Wszyscy siedzieli w mundurkach, a ja w klapeczkach i z torebką z koralikami. Ale to jedna z rzeczy, które w lecie lubię: gołe stopy i letnie spódnice (ten wiatr między nogami jest cudowny).

Potrzebny mi był, po wczorajszym dole, powiew dobrobytu w powietrzu i ogólnie poczułam niezłe doładowanie. Wieczorem zatemperowałam wszystkie kredki i ołówki (tak, tradycyjnie mam odciski), a rano zaplanowałam szczegóły kolejnej wycieczki z dziećmi. Zaraz po nie jadę i zaczynamy weekend! 🙂

ogórszczyzna cd

Dawno temu Lutka została na dwa LETNIE tygodnie sama. Ojciec był gdzieś na drugim końcu świata, a mnie i brata wysłała na kolonie. I przez te dwa tygodnie żywiła się swoim ulubionym daniem, czyli pomidorami ze śmietaną 🙂 Wysprzątała sobie dom i po pracy robiła sobie pomidorową ucztę… Ja BEZ dzieci, które są teraz u dziadków, robię sobie uczty wyjadania 😉 Odkryłam np. paczkę nasion chia i w różnych wersjach je powoli zmęczam (z nimi trzeba ostrożnie, bo dziennie jest jakaś max ilość, którą można zjeść). Robię sobie również makarony z suszonymi pomidorami i przygotowuję sobie tarty z ciasta filo i szpinaku. Od tygodnia nie byłam w sklepie po NIC oprócz kociej karmy 🙂

Ze dwa lata temu byłam na szkoleniu o start-upach, gdzie guru start-upowy powiedział, że żeby się udało, trzeba się pobrudzić. Trzeba się orobić i nie wiadomo czy się uda. Więc tak się szamoczę. Byłam dziś na jednym spotkaniu i zderzyłam się z emocjonalną ścianą. A zaraz wracam na kolejne szkolenie. Coby tak nie smęcić, pojechałam za to WCZORAJ wieczorem na kettle. Ramiona mnie dziś bolą, ale NIE boli mnie kręgosłup. Nie wiem jak to działa, ale te ciężarki dobrze mi na lędźwie robią 🙂 Ostatnio nawet przy prasowaniu je czułam, a dzisiaj nic. Za to ręce i brzuch CZUJĘ mocno 🙂

samolotem

Znacie ten moment, kiedy musicie zrobić coś ważnego i nie bardzo macie na to siłę? Znacie. Każdy zna 😉 Ja wtedy odgórnie zakładam sobie blokady: żadnych portali społecznościowych i bez wpisu na bloga, do póki coś nie zrobię. Żadnego prasowania czy porządków. Ale i tak zawsze sobie coś wynajdę. A to czyszczenie outlooka z niepotrzebnych meili, a to szukanie jakiegoś zaświadczenia, a to wyszukiwanie kolejnego kursu. Na jeden się na jutro zapisałam, ale znalazłam naprawdę niezły z wiedzy o Holocauście. TO do niczego nie jest mi potrzebne, więc NIE skorzystam, ale jak ktoś uczy historii i ma 10 dni do wyrwania w październiku, to czemu nie spędzić ich nad Eljatem? 🙂

<>

Ogórkowo wrzucę Wam foty dzieci z przyjęcia na jakim były w czerwcu. Był tam fotograf, więc czekałam i czekałam, aż będą profesjonalne zdjęcia, ale chyba to jednak NIE nastąpi. Były to urodziny koleżanki Łucji, która zawsze robi coś niezwykłego. To taka fajna dziewczynka prowadzona przez rodziców w kierunku teatralnym. Tylko, że jej przyjęcia są zawsze ZA DALEKO… Zaprasza całą klasę, ale dociera może 1/4, albo nawet 1/5. NAM to na rękę, bo w takich sytuacjach, ja po prostu wpycham na imprezę całą trójkę (zgadzam się na propozycję wepchnięcia 😉

Tym razem impreza była w takim „studio prac technicznych”. Można było szyć albo budować… Co kto chciał! I moje dzieciaki wybrały zajęcia stolarskie. EXTRA!!! Cięły piłami, używały odwiertów i każdy zbudował sobie drewniany samolocik! 🙂

Wszyscy myślą, że w we wspomnieniach chodzi o szczegóły. Nieprawda. Najważniejsze są emocje.

– Blade Runner 2049

Załatwiona kolejna sprawa z listy! Paszport dla Łucji. Panna miała go do 2-go sierpnia a nowy do odbioru będzie za miesiąc. Fatalne nam wyszło zdjęcie u fotografa, ale dała się przekonać, że foty w dokumentach zawsze mają urok listów gończych 😉

Skosiłam też trawę i obcięłam w różach gniazda nasienne, bo mamusia regularnie mi powtarza, że to osłabia roślinę 🙂 No i ogarnęłam strych i to jest naprawdę DUŻA sprawa. Nastawiłam też pierwszy słoik kiszonego czosnku. I teraz tak. Ci, którzy na wschodzie byli, wiedzą jaki to rarytas. Ale nie znalazłam w polskim necie odpowiedniego przepisu. Są różne, ale to to nie TO. Tam te kiszone główki są RÓŻOWE, a opinie w polskim necie mówią, że to dzięki soku z granatu… A ja WIEM, że to albo burak, albo liście wiśni. Z główną partią kiszenia ruszę na jesieni – dzisiejsze to taki bardziej eksperyment. Ale wkleję sobie link do przepisu, żebym nie musiała drugi raz szukać (a tu inny).

<><>

Dziś półfinały i jeszcze jeden około-mundialowy obrazek. W fotografii dziewczyny złapanej na trybunach uderza jej identyfikator. Zdjęcie komentowano hasłami: Persjanki na trybuny! a koneserzy kina dodawali: Persepolis. Albo opisowo: Kto oglądał stare iranskie filmy ten wie, jak ogromną strata dla wizerunku narodu irańskiego jest obyczajowość islamska. 

Would you live for me?

– Joker do Harley Quinn, wtedy jeszcze doktor. Tu macie ten fragment. Legion Samobójców.

 

Dziś załatwiłam dermatologa z Lilką. Panna, od dość dawna, jest pod opieką poradni dermatologicznej, a za pół roku mamy badanie dermatoskopem. Liliana ma swojego lekarza: gość ma długie włosy, błysk szaleńca w oku i dogadują się wspaniale. Zeszło nam dużo czasu na dzisiejszej wyprawie, ale trzeba było to odbębnić.

<><>

Byłam wczoraj na Zimnej Wojnie. Cudowny!!! To JEST film o miłości!!!

Dobrze się o NIM później rozmawia, z Ciasteczkowym NAWET się pokłóciliśmy! Ja uważałam, że (bohater) NIE powinien był wyjeżdżać z Polski, a on że NIE powinien był wyjeżdżać z Francji 🙂 Obejrzyjcie, to będziecie wiedzieli o co chodzi 😉 Bardzo dobrze tam widać, że czasy były różne, ale ludzie zawsze się w sobie zakochiwali i robili głupie rzeczy. Btw. sprawdźcie oferty multipleksów. My na naszych biletach mieliśmy kody na kolejne wyprawy do kina: kolejny bilet i zestaw cola_pop-corn_nachos.

Nie tak dawno temu oglądałam z dziećmi Legion Samobójców. Nareszcie wiem, kim była Harley Quinn!!! I to TEŻ jest film o wielkiej miłości. Dzieciom RÓWNIEŻ się podobał. Wrzucam piosenkę z filmu. You don’t own me. Don’t try to change me in anyway.