PĄCZKI!!!

Podobno jeśli mamy już  jeść i zastanawiamy się czy lepszy przed, czy po treningu, to zdecydowanie lepiej jest PO treningu 🙂 Na siłowni leżały poukładane w piramidki. Poustawiano je na na wielkich talerzach co kilka metrów 🙂 Na takich stołach 🙂 Więc poczęstowałam się i wciągnęłam DWA 🙂 A potem jeszcze kolejne dwa 🙂 Dziadki zawiozły Łucji (babcia odstała w kolejce w jakiejś dobrej cukierni) i podrzuciły dla pozostałych wnuków. Pysze są, ale nie dlatego ćwiczę. Mignęła mi jakaś kolejna siłowniowa rocznica i powtórzę to po raz kolejny: to jest bardzo dobre. Jak mnie tak zmachają i wszystko mnie pobolewa to czuję się świetnie. Pozytywne zmęczenie! Najmocniej ćwiczę nad dolnymi partiami. Brzuch robi się szybko (to pierwsze pół roku ćwiczeń), a potem każdy piłuje tę część co go najbardziej kręci. Ja robię przysiady, podnoszę sztangę, unoszę biodra leżąc na plecach i robię wypady do przodu z ciężarkami, bo tak najprościej zbudować pupę. A jak boli tzn. że rośnie 🙂 Potem trzeba tylko SZYBKO zjeść (w ciągu godziny posiłek bogaty w proteiny) i dziś były to… pączki! 🙂

Btw. złośliwi mówią, że niefortunnie to wypada w tym roku, bo tylko 6 dni do Walentynek, ale nie będziemy się tym przecież przejmować?

<<>>

  • Lilka, jak ten pączek od babci? Pyszny, nie?
  • Ma taki dziwny NADZIEŃ.

Aaaa… Nie oduczę ich tego nadzienia!!!!

Niech żyje bal!

Świętowała Lilka, balowałam w sobotę ja i przyszedł czas na Mieszka! Sam zrobił sobie pelerynkę (już ze dwa lata temu) i tak mu się cały czas TAK mu się podoba, że od niej zaczyna komponowanie stroju. W ten sposób wyszedł mu MUSZKIETER 🙂

<><>

Byłam z maluchami u dentysty. Mieszko ma zęby doskonałe. Cały czas pozostaje bezplombowy. Natomiast Lilka ma kolejne dziury i to dwie w zębach stałych :/ Rozmawiałam kiedyś z farmaceutką o takiej szczepionce wzmacniającej odporność i na bilansie zapytam się o to pediatry. Ona po prostu łapie same takie cudactwa i te zęby to też nasza pięta Achillesowa. Ona ani nie przepada za słodyczami, je lepiej niż Łucja, zęby myją tak samo długo, ale cały czas jest takie słabe chuchro. Może dlatego, że ona trochę wcześniak była? Ta babka w aptece mówiła o tym w kontekście swojej córki, która też raz po raz coś takiego dziwnego łapała. CDN…

<><>

Przypomniała mi się rozmowa na zerówkowym przestawieniu z Lutką. Wiedzę, że siedzi i coś ściera ze spódnicy (Lutka jest zawsze jak spod igły, więc to było dziwne):

  • Coś jadłaś mamusiu?
  • Właśnie nie… Musiałam taką z szafy wyjąć.
  • Monika Lewinsky?

Babcia się zaśmiała i odwróciła do Krzycha, żeby mu zreferować rozmowę. Ponieważ dziadek zareagował delikatnym uśmiechem, dopytuje:

  • Pamiętasz kto to była Monika Lewinsky?
  • Tak. Kto?
  • Ona wyjęła z szafy sukienkę po dwóch latach, ze spermą Clintona.

??? Mamusia i takie słowa??? :DD Dobrze być dorosłą córką dorosłej matki 🙂

Przypadek L

  • Wrośnięty włosek?
  • Tak. Wyrywałaś sobie może jakieś włoski z brwi? – to pytanie lekarz skierował do Liliany, ona pokręciła głową, więc on kontynuował do mnie – On po prostu poszedł w złym kierunku i wywołał stan zapalny.
  • Ale że aż tak?
  • Tak. To może być dziedziczne. Nikomu w rodzinie się to wcześniej nie zdarzało?
  • Jak tak Pan zapytał, to w sumie ja to miałam.
  • Przechodziło farmakologicznie czy samo?
  • Samo, ale się babrało.
  • Też na brwi?
  • Nie. To była strefa bikini, po depilacji.
  • Mhm. Musimy dać antybiotyk. Tego nie można przekłuć, ani naciąć, bo wda się się zakażenie. A tuż obok jest oko, a już tu jest zatoka… (on ją nazwał, ale nie zapamiętałam). Jeśli ta ropa się przesunie w te miejsca to będzie niedobrze… Maści odpadają, bo może ściec do oka.
  • A czy ta niedyspozycja wyklucza chodzenie do szkoły?
  • Nie. To oko będzie jej przeszkadzać, ale chodzić może.

Jeśli kiedyś będziecie szukać niezwykłego medycznego przypadku chciałabym, żebyście pomyśleli o Lilianie. To jest egzemplarz pełen anomalii i cudownych ozdrowień… Miała panna podskórne zgrubienie na łuku brwiowym. Długo. Ze 3 miesiące. Nawet myślałam, żeby to złuszczyć jakimś kremem, ale pomyślałam, że naskórek sam się złuszcza i tak właśnie będzie. I oto wieczór, a ona zaczyna płakać, że nie może zamknąć oka, bo ją wtedy za bardzo boli. Brew zaczerwieniona… Dałam ibu-coś tam i położyłam się spać z planem, że poranek rozpocznę od wbicia się na jakąś nagłą pediatryczną wizytę. Rano Lilka nie mogła otworzyć oka tak było spuchnięte. Wyruszyłyśmy więc z domu z założeniem, że być może wylądujemy u jakiegoś chirurga… Skończyło się na pediatrze, mamy antybiotyk na pięć dni i potem będziemy myśleć co dalej. Powinno się wchłonąć i na to liczymy, a na razie Lilka w podskokach, wyglądając trochę jak po spotkaniu z bokserem, pognała do szkoły! 🙂

<><>

Dzień Babci i Dziadka w zerówce piękny! Na warsztat dzieci wzięły baśń Andersena o Dziewczynce z Zapałkami. Było więc o tym, że Andersen miał bardzo trudne dzieciństwo i gdyby nie babcia pewnie by go nie było. Więc baśń była trochę o nim, bo ta dziewczynka zapalając świeczki wyobrażała sobie babcię.  Ładnie to wyszło.

Mało było dzieci, bo chorują i nie było nawet połowy klasy. Każde dziecko miało więc dużo dodatkowych ról i troszkę się myliły. Dziadkom oczywiście nic to nie przeszkadzało!

5.02-5.03

No to rozpoczynamy turę sanatoryjną. Tym co od niedawna, powtórzę, że panna Łucja ma skoliozę i raz w roku ląduje w sanatorium. Bardzo mi się tam podoba, ma bardzo dużo różnych zajęć rozciągających i wzmacniających kręgosłup. Pracuje w grupach i indywidualnie z terapeutą. I wraca tak gibka, jak ja nie byłam NIGDY. Ja jestem u niej prawie codziennie, ona tam śpi i chodzi do szkoły. Od drugiego weekendu będzie można ją zabierać na weekendy. Poranne zapisywanie było wyjątkowo długie, chociaż byłyśmy pierwsze zajęło nam to ponad 3 godziny. A pustki w oczekiwaniu na wejście do kolejnego gabinetu zapełniałyśmy selfiaczkami.

 

Dziś jeszcze występ Mieszka w zerówce z okazji Dnia Babci i Dziadka i bal Lilki w szkole 🙂 Btw. Mieszko ostatnio się skarżył babci, że ja NIE chcę mu pozwolić na nocowanie kolegów. Wytłumaczyłam więc dlaczego nie. Babcia jednak drążyła dalej:

  • Może uda Ci się mamę namówić, a jak się położycie do łóżek to mama zamknie Was na klucz.
  • Mama, czasem zamyka nas na klucz.
  • Naprawdę?
  • Tak i ja się kiedyś obudziłem i ją zawołałem i mama przyszła i powiedziała, że mam spać u siebie. I Łucja się kiedyś obudziła i też mama jej kazała spać u siebie.
  • Tak? – Lutka spojrzała pytająco na mnie, więc odpowiedziałam:
  • Miaustra wchodzi im do pokojów i tak pcha te drzwi, że otwiera.

Ale chyba nie uwierzyła… Matki zawsze czytają córkom w myślach :/

24 h/przed

Ostatni dzień Łucji „na wolności” 🙂 spędziliśmy KULTURALNIE. Najpierw pojechaliśmy na zajęcia o Himalajach. Głośno o tych Himalajach wszędzie, więc jak zobaczyłam taki temat pomyślałam: TAK!. Warsztaty prowadziła alpinistka, było trochę geografii, budowanie własnych szczytów i pojedyncze frazy z języka nepalskiego. Ponieważ było ciasno, ja poszłam na spacer po okolicy i wyobraźcie sobie, że widziałam jak koleś wyrzuca do śmietnika głowę jelenia (takie poroże na ścianę). Chwilę gdybałam, że może by tak je wziąć i puścić na oeliksie, ale stwierdziłam, że jednak NIE 🙂 Ale scenka była mocno nierealna: stare podwórko, koleś w piżamie i poroża. Niezłe 😉

A potem pojechaliśmy oglądać skamieliny… I też nam się podobało. Co mnie zdziwiło, dzieciaki kręcił podział na poszczególne okresy w dziejach ziemii. Te jury, kredy i karbony. I co wtedy się działo. Bardzo to pozytywne.

w przerwie pomiędzy

W Stonie jest cudna seria dla dzieci. Zaprojektowali ją studenci łódzkiej ASP i obejmuje pościele, ubranka i naklejki na ścianę. Pościel może (MOŻE) kupię na urodziny Lilce, a już teraz panny zarobiły naklejkę z sarną na rolkach :)) Ujeżdża ją wiewiór w takim samym sweterku 🙂

I korzystając z aury karnawału (wiecie, że w czwartek Tłusty czwartek?) planujemy sobie kolejne urodziny… Aż do lata! 🙂

Palcowacze wszystkich krajów

Szykuje się nam kolejny imprezowy weekend. Nie znoszę. To przejeżdżanie z jednej sali zabaw na drugą jest naprawdę nużące. Ale w sumie dobrze, że ich zapraszają 😀

Dwóch kolegów Mieszka od razu zasygnalizowało, że jako prezent WSZYSTKO, byle jakoś było związane z klockami… No, i by nie wydać fortuny, a kupić coś innego pojechaliśmy do naszego ulubionego sklepu z klockami. Tam znaleźliśmy super latereczki, a przy okazji WSKAZANO mi o czym marzą 🙂 Te moje. I okazało się, że nawet Łucja ma klockowe pragnienia bo marzy o Londynie z serii Architekt!

Natomiast najlepsze było jak stanęliśmy przy kasie, gdzie były kartoniki z saszetkami minifigsów. I Lilka zaczęła brzęczeć, że ona TAK by chciała. Mówię:

  • Lila, ale żeby wyciągnąć coś fajnego, musiałabym chwilę popalcować te torebki, a nie wolno tego robić.
  • U nas można -wtrąciła się babka za kasą.
  • Naprawdę? – ucieszyłam się – Ja tak to lubię, a w sklepach czasem się denerwują, bo potem torebki są pogniecione.
  • Można, można. Jak inaczej odkryć co jest w środku? Ale jak Pani chce, to kolega był na zastępstwie kilka dni i opisał torebki.

I wyjęła spod kasy karton z opisanymi (ponumerowanymi) saszetkami 🙂 I w ten sposób staliśmy się posiadaczami Harley Queen na rolkach:)

Don’t make mi Wait!

Ależ wspaniały jest numer Shaggiego i Stinga! Tylko, czemu to jeszcze klipu żadnego nie ma!

<><>

  • Mamo, Ala znowu obrzydziła mi zupę w szkole!
  • Co znowu zrobiła?!
  • Śpiewała: Dzisiaj znowu będzie Myszowa, zrobiona z rosołu z wczoraj…
  • Straszne. A taka wydawała się fajna ta Ala! 🙂

 

Dopinam różne rzeczy związane z sanatorium Łucji. Umówiłam się z babką z dodatkowej matmy, że na miejsce Łucji wskoczy Lilka (za zajęcia, i to sporo, muszę i tak płacić, a w ten sposób nie będę za bardzo stratna :). I Lila na hasło: dodatkowe zajęcia z MATEMATYKI się cieszy (???). Załatwiłam też dziś z Norbertem, że na lekcje pianina Łucji będzie chodził Mieszko. Lila w tym czasie ma szkołę, więc w ogóle nie wchodziła w grę, a młody będzie miał po prostu dwie godziny pianina w tygodniu.