Say hallo to kimchi!

Fuksem i cudacznym zbiegiem okoliczności załapałam się na warsztaty kulinarne. Kuchni koreańskiej – do babki, która prowadzi świetną knajpę i do której zawsze chciałam się dostać. A fuksem, bo JEJ warsztaty to są strasznie drogie, a ja się załapałam na bezpłatne, sponsorowane przez placówkę dyplomatyczną 🙂 No i jak się załapałam to nie było bata i pojechałam. Dużo wołowiny, również surowej, ostro i zaskakująco. Zupa z rzodkwi z wołowiną i dużą ilością sosu ostrygowego była niesamowita. Zrobiliśmy również kimchi czyli koreańską potrawę narodową i ponieważ jest to coś co się kilka dni musi kisić, to będzie do jedzenia w piątek (wzięłam na wynos). Był tatar z olejem sezamowym i ryż z wodorostami, które weszły w skład dania głównego, czyli bibimbap-a 🙂 Super. Żeby tak nie idealnie, to ponieważ zajęcia były bezpłatne, przyjęli na nie więcej osób, zakładając że ktoś się nie stawi. Ale przyszli wszyscy i na 10 uczestników było tylko 8 stanowisk… Nie przeszkadzało nam to specjalnie, ja byłam mistrzem obierania, ktoś ogarniał garnki z ryżem, wszyscy wszystko próbowaliśmy, potem siedzieliśmy przy wielkim stole i do domu też starczyło, żeby zabrać 🙂 Zajęcia ta babka prowadziła po angielsku, a zapytana co najbardziej lubi w polskiej kuchni odpowiedziała, że pierogi. Z JAGODAMI 🙂 Jakoś do jej koreańskiego smaku przemawiają najbardziej 🙂

<><>

Wrzucę Wam też Klarensa. Jak widać on śpi NA fotelu, a kawałek dalej jest kocyk, tuż przy kominku, na którym na ogół urzęduje Miaustra… Może więc nie żywią do siebie sympatii, ale pogoń za ciepłem ich połączyła 🙂 Jutro ma być najzimniej, a potem będzie się już robiło cieplej! 🙂