
Raz w miesiącu oglądam film o czarownicach. Na specjalnym kinowym spotkaniu, zawsze ze wstępem długości połowy filmu 🙂 W ubiegłym miesiącu mnie nie było, bo dzieci mnie nie puściły, ale za to teraz się udało. Tym razem wzięliśmy na warsztat film Leak/ Lejak/Mystics in Bali. Film jest Tajski, kręcono go na Bali (1981 r.) i wchodzi w nurt tzw.kina eksploatacji, czyli niskobudżetowych i prymitywnych filmów, o których prowadzący cykl powiedział: ani klasa a, ani nawet b, ani nawet c. Kino eksploatacji ma swoje początki w amerykańskim kinie samochodowym lat 50, a nurt przeżył boom w epoce wypożyczalni kaset Video (razem z filmami o karate).
Fatalna gra aktorska, koszmarne efekty, masa wnętrzności i pierwotne lęki. Wszystko z dużą dozą indonezyjskiej egzotyki. To jest z tych filmów z których garściami korzystał Tarantino i inni wielcy nowej kinomatografii. Latające głowy i wysysanie krwi. Nie zmęczyłabym tego siedząc na kanapie 😉 Btw. czy wiecie, że w okresie nagonki na czarownice uważano, że czarownica może ważyć do 50 kg (taką zakładano wyporność miotły 🙂 Czyli większość współczesnych kobiet by ocalała 😉
<><>
Byłam wczoraj wieczorem u Łucji i panna miała posypaną głowę popiołem. Bo przyszedł ksiądz i ich posypywał. Super akcja, chociaż dziewczyna marudziła, że musi włosy umyć. Też bym chciała, żeby mi ktoś tak posypał! 🙂
<>
Lilka siedząca na dodatkową matematyką:
- Mamo, pomożesz mi?
- Ale ja tego nie rozumiem. Jesteś mądrzejsza ode mnie.
- Ale to geometria.
- No dobra, to mogę pomóc.
- W sumie to nie musisz. Pokrój mi jeszcze chałkę.
- I herbatę do tego?
- Tak. Jak już będę sławna i będą się mnie pytać, skąd to wszystko wiem, powiem im: To proste. Chałka!
